Mariusz Wach w przeszłości był wielką gwiazdą polskiego boksu. W listopadzie 2012 roku zawalczył z wielkim Władimirem Kliczko o mistrzostwo IBF, WBA i WBO w wadze ciężkiej. Panowie spędzili w ringu pełne 12 rund, a ze zwycięstwa jednogłośną decyzją sędziów cieszył się Ukrainiec.
Choć 46-latek nadal występuje w ringu, nie odmawia również ofert zmierzenia się w innej formule. Tak było m.in. w październiku ubiegłego roku, kiedy na gali Prime Show MMA zmierzył się z trzema rywalami. Walka ta zyskała ogromny rozgłos.
ZOBACZ WIDEO: Mistrz KSW nie wytrzymał podczas wywiadu. "Zatrzymajmy tę karuzelę śmiechu"
Wach stanął wówczas w oktagonie z Dawidem Baranem, Mariuszem Sobczakiem i Tomaszem Olejnikiem. Pomimo przewagi liczebnej przeciwników, 46-latek wyszedł z tego starcia zwycięsko. Rywale jeden po drugim rezygnowali z dalszej konfrontacji, nie mogąc poradzić sobie z potężnymi ciosami.
Ta nietypowa walka odbiła się echem m.in. w Anglii. Dziennik "Daily Mail" nazwał ją wprost "dziwaczną". "Wach, mierzący 202 cm wzrostu, zdominował rywali w miażdżący sposób i zakończył walkę w nieco ponad trzy minuty" - czytamy. Dodano, że dni 46-latka w boksie są już dawno policzone.
Komentując tę nietypową walkę, Wach podkreślił wyjątkowość tego doświadczenia. - Uwierzcie mi, że walka jeden na trzech jest zupełnie inna. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Nie było złej krwi z mojej strony, dlatego musiałem mocno się skoncentrować - skwitował były pretendent do mistrzostwa świata w wadze ciężkiej.