Grzegorz Sandomierski i Bartłomiej Drągowski jako bardzo młodzi bramkarze robili furorę w Jagiellonii Białystok i bili jej rekordy transferowe. Wiele wskazuje na to, że kolejnym takim przypadkiem będzie Sławomir Abramowicz.
20-latek jest jedną z najbardziej stabilnych postaci w zespole z Podlasia i w niemal każdym meczu wykonuje przynajmniej jedną kluczową interwencję. Jego nazwisko przewija się w kontekście zainteresowania klubów z Anglii, Włoch czy Francji, a dyrektor sportowy Łukasz Masłowski sugeruje możliwość sprzedaży tylko za naprawdę dużą kwotę. - Spokojnie ustanowi nowy rekord - mówi nam agent Michał Kusiński, który przed kilkoma laty brał udział w jego sprowadzeniu do klubu.
Sandomierski w 2011 roku odszedł do Genku za 1,9 mln euro, a pięć lat później na Drągowskim Jagiellonia zarobiła 2,5 mln euro od Fiorentiny.
- Abramowicz w Jagiellonii pokazuje, że potrafi podołać naprawdę dużej presji. Ma niezwykle mocną psychikę, która na jego pozycji jest kluczowa. W tym sezonie potwierdził, że można na niego liczyć w najtrudniejszych momentach i to ma bardzo duże znaczenie - zauważa w rozmowie z WP SportoweFakty Maciej Kudrycki, który w przeszłości był bramkarzem i trenerem bramkarzy w białostockim klubie.
ZOBACZ WIDEO: Festiwal strzelecki w Ameryce Południowej. Dwa gole to arcydzieła!
Wiara Jagiellonii
W ostatnich miesiącach Abramowicz zbiera dużo pochwał, choć jeszcze na starcie sezonu nie było tak kolorowo. W sierpniu ubiegłego roku na przestrzeni dwóch tygodni wpuścił aż 15 goli w czterech meczach Jagiellonii. Pojawiło się sporo krytyki i stracił miejsce w składzie. Zakasał rękawy i po miesiącu wrócił do bramki. Wtedy zaczął potwierdzać, że na pierwszy rzut oka niespodziewana szansa nie wzięła się z niczego.
Młody bramkarz w białostockim klubie jest od blisko czterech lat, ale jeszcze rok temu jego występy można było policzyć na palcach obu dłoni. Postawienie na niego tuż po zdobyciu mistrzostwa Polski i odejściu Zlatana Alomerovicia odbierano w Polsce jako zaskoczenie. - Jeżeli podejmujemy takie decyzje, to dlatego, że w niego wierzymy i dlatego, że wierzymy, że to jest ten czas, by na niego postawić - zapewniał wówczas Adrian Siemieniec w sport.pl.
- To była przemyślana decyzja. Trochę przez pryzmat występów Sławka w Pucharze Polski w poprzednim sezonie doszliśmy do wniosków, że on już może być gotowy aby stać w bramce Jagiellonii. Wiele czynników miało jednak na to wpływ - zdradził Masłowski w niedawnej rozmowie z dziennikarzem Tomaszem Ćwiąkałą.
Skrzypek z nr 1
Jako dziecko Abramowicz wcale nie był pewny, że zostanie piłkarzem. Wówczas nie tylko trenował futbol, ale także z podobną chęcią ćwiczył grę na skrzypcach. Ostatecznie postawił na sport, ale umiejętności muzyczne pozostały. Przed meczem Jagiellonii z TSC Backa Topola w 1/16 finału Ligi Konferencji internet obiegł fragment reportażu UEFA, w którym piłkarz odgrywał melodię jednej z klubowych kibicowskich przyśpiewek.
- Wybrałem piłkę, lecz muzyka do tej pory niezmiennie mi towarzyszy. Cały czas regularnie ćwiczyłem i chodziłem na lekcje, również w Białymstoku. Miałem też lekcje online, skupiające się bardziej na aspektach teoretycznych np. kształceniu słuchu czy rytmice. Niestety w tym sezonie musiałem z tego wszystkiego zrezygnować, bo po prostu czasowo nie byłem w stanie się wyrobić - opowiadał bramkarz w TVP Sport.
"Od razu było widać predyspozycje do bycia dobrym bramkarzem"
Abramowicz jest wychowankiem Escoli Varsovia, z której jako junior przeniósł się do Polonii Warszawa. Zadebiutował w niej w III lidze jeszcze jako 16-latek i po niezłej rundzie zaczęły się nim interesować dużo większe marki. - Był na testach w Reading, ale to moim zdaniem nie była odpowiednia droga. Sprawdzano go też w Rakowie, ale oni tego transferu tak "chcieli-nie chcieli". Namówiłem go, żeby wybrał Jagiellonię, bo tam chętnie stawiają na młodych bramkarzy. Przedstawiliśmy ścieżkę rozwoju jego rodzicom, przekonaliśmy go do tego ruchu i poprzedni klub, który nie chciał go łatwo puścić - opowiada Kusiński.
W Białymstoku od początku mieli na niego plan. Praktycznie z miejsca został podstawowym bramkarzem trzecioligowej drużyny rezerw i pokazał się tam na tyle dobrze, że ówczesny trener "jedynki" Ireneusz Mamrot mocno rozważał danie mu szansy debiutu w PKO Ekstraklasie. Ostatecznie do tego doszło i do pierwszego zespołu przebijał się krok po kroku.
- U Abramowicza od razu było widać predyspozycje do bycia dobrym bramkarzem: zaangażowanie, charakter, kultura osobista. Praktycznie wszystko przemawiało za tym, żeby go wziąć do Ekstraklasy. Jako zmiennik Alomerovicia nie zawalił żadnego meczu, w którym wchodził do gry. Co prawda zarzucano, że długo nie miał jakiegoś meczu z takimi interwencjami typu "wow" chociaż przykładowo z Lechem obronił rzut karny. Nie popełniał większych błędów, nabierał stopniowo doświadczenia. Cały czas rozwijał potencjał i czas doskonale go zweryfikował - podkreśla Kusiński.
Pole do rozwoju
W tym sezonie Abramowicz zagrał dotąd dla Jagiellonii w 43 meczach, a 16 z nich skończył z czystym kontem. Zaliczał kluczowe interwencje m.in. w spotkaniu z Wisłą Kraków (1:0) o Superpuchar Polski czy w dwumeczu z Cercle Brugge (3:0 i 0:2) w 1/8 finału LK, po którym wyróżniła go nawet UEFA. - Ten rok jest dla niego naprawdę udany. Zdecydowanie można go umieścić w gronie najlepszych bramkarzy w Polsce - zauważa Kudrycki.
- Sławek jest świetny w grze nogami, bardzo dobrze spisuje się na linii, choć brakuje mi u niego takiego brania ciężaru gry na siebie: zaryzykować wyjście do dośrodkowania, wypiąstkować piłkę, łapać strzały. Ten ostatni problem to jednak obecnie domena praktycznie wszystkich golkiperów i być może jest to wynik innego szkolenia, techniki uderzania piłki przez rywali czy odmienności samych futbolówek do tego co kiedyś... Sam się zastanawiam, ale pole do rozwoju na pewno tu ma - dodaje 50-latek.
Odejść czy zostać?
AS Roma, RC Lens czy Fulham FC to tylko niektóre nazwy klubów z lig TOP5 Europy, które się przewinęły w ostatnich miesiącach wokół Abramowicza. Podczas wyjazdowego meczu Jagiellonii z Cercle obserwowali go wysłannicy AS Monaco, którzy przed pięcioma laty wyłożyli 7 milionów euro za będącego wówczas w podobnym wieku Radosława Majeckiego. Duży ruch wydaje się wisieć w powietrzu. - Moim zdaniem on pobije rekord transferowy klubu z kilku powodów - uważa Kusiński, który pracował przy wciąż rekordowym odejściu Patryka Klimali do Celticu Glasgow.
- Sławek przedłużył niedawno kontrakt, nie spieszy się z odejściem po tym sezonie, a do tego to profil bramkarza poszukiwanego w Europie. Już jak go proponowałem Jadze to mówiłem, że to potencjał na drugiego Jana Oblaka tylko lepiej grającego nogami i to się potwierdza. A do tego bardzo inteligentny chłopak i gotowy mentalnie piłkarz do dużego futbolu. Oczywiście to tylko piłka i są pewne rzeczy, jakich się nie przewidzi, ale na ten moment wszystko idzie tak jak powinno - uzupełnia były piłkarz, który od wielu lat pracuje jako agent i skaut.
W Jagiellonii liczą się z tym, że za Abramowicza może przyjść latem "oferta nie do odrzucenia". Chociaż w planie rozwoju drużyny chcieliby zatrzymać go na jeszcze jeden sezon. - W moim odczuciu powinien odejść, jeśli chce zrobić większy postęp. Oczywiście wiele zależy od kierunku, ale warto szukać sprawdzenia się w innym środowisku czy odmiennym treningu, nauczyć się nowego języka, funkcjonowania w nowym otoczeniu. To pomaga się rozwijać - ocenia Kudrycki.
- Jeśli nadal będzie w tej formie i dostanie ofertę z topowej ligi od klubu, który szuka numeru 1, to powinien skorzystać. Jestem pewny, że sobie wówczas poradzi. Jak nie będzie takiej propozycji to lepiej walczyć dalej o takową w Jagiellonii. On ma jednak bardzo poukładane w głowie i z pewnością będzie wiedział co robić - mówi z kolei Kusiński.
Kuba Cimoszko, dziennikarz WP SportoweFakty