Futbolowa bajka rodem z Hollywood. W Anglii czegoś takiego jeszcze nie widzieli

Getty Images /  Malcolm Couzens / Na zdjęciu: Ryan Reynolds
Getty Images / Malcolm Couzens / Na zdjęciu: Ryan Reynolds

Wyobraźmy sobie, że Borys Szyc z Bogusławem Lindą decydują się kupić Izolator Boguchwała, po czym w trzy lata robią z nim awans z IV do I ligi. Abstrakcja? W Anglii właśnie dzieje się to na naszych oczach. Z tym, że właściciele są prosto z Hollywood.

W tym artykule dowiesz się o:

"Ten klub to suma jego kibiców. Zanim się pojawiliśmy, ratowali go wiele razy" - tymi słowami swój, upamiętniający awans do Championship, wpis na platformie X rozpoczął Ryan Reynolds.  Odtwórca głównych ról w filmach takich jak Bullet Train, Project Adam czy przede wszystkim Deadpool, na bieżąco żyje klubem, który 5 lat temu zdecydował się zakupić wspólnie z Robem McElhenney'em.

Dziś gwiazdy Hollywood mogą świętować. Ich drużyna właśnie wywalczyła awans na zaplecze angielskiej Premier League. Nigdy w historii angielskiej piłki, żaden inny klub, nie pokonywał kolejnych szczebli w takim tempie.

Niezwykła podróż

- Mamy nadzieję, że możemy znów pomóc Wrexham stać się globalną marką - mówił po przejęciu klubu Reynolds.

Wówczas jednak trudno było traktować te słowa w pełni poważnie. Klub, który od kilkunastu lat nie potrafił wyjść ponad poziom National League (5. poziom rozgrywkowy w Anglii), miałby stać się konkurencyjny z uwagi na dwójkę aktorów?

A dlaczego nie?

Już w pierwszym pełnym sezonie, pod sterami dwójki z Hollywood "Czerwone Smoki" były o włos od awansu. Wówczas jednak w play-offach lepsze okazało się Grimsby.  To jednak, jak się okazało, był jedyny taki wypadek przy pracy. W kolejnych latach podopieczni Phila Parkinsona rokrocznie zapewniali sobie promocje szczebel wyżej. Tak błyskawiczny progres to ewenement. Zwłaszcza w lidze tak konkurencyjnej jak angielska, gdzie nawet na 3. poziomie można spotkać takie marki jak Charlton, Reading, Bolton czy Wigan. Te wszystkie kluby musiały jednak w obecnej kampanii uznać wyższość drużyny budowanej przez Reynoldsa oraz McElhenney'a.

To jednak nie tak, że bogaci gwiazdorzy zaczęli nagle przepłacać tabuny zawodników. Oczywiście, dzięki nowym inwestorom w Wrexham pojawiły się pieniądze, jednak nikt nie zamierzał nimi palić w piecu. W sumie, od przejęcia klubu, na transfery wydano niespełna 6 milionów euro. Choć też nie jest tak, że klub działał na zasadach równych z konkurencją. Prezesi nie żałowali bowiem funduszy na pensje najważniejszych piłkarzy czy też ich komfort pracy. Dużą fanaberią było chociażby to, że klub z 5. poziomu na mecze wyjazdowe podróżował... samolotem.

- Przez lata, nie z czyjejkolwiek winy, ale z powodu braku pieniędzy i trudnych czasów, skład pod względem jakości i głębi był daleki od poziomu, jaki był potrzebny. Musieliśmy przyspieszyć poprawę jakości, jednocześnie szukając zrównoważonego modelu na przyszłość - przyznawał w rozmowie ze "Sky Sports" Phil Parkinson, który prowadzi klub od 5. ligi.

- Akademia jest świetnym przykładem. W National League nie mieliśmy tak naprawdę struktur młodzieżowych. Stopniowo, rok po roku, stajemy się jednak silniejsi w tej kwestii, ponieważ Rob i Ryan słuchają rad wszystkich. Zrozumieli, jak stworzyć infrastrukturę - dodawał.

W Wrexham jednak przede wszystkim nikt nie osiada na laurach. Nikt też nie ma miejsca za zasługi. Najlepszym przykładem jest tutaj Paul Mullin, który w niższych ligach był liderem drużyny, zdobywając 100 bramek w 133 meczach. W League One zrozumiano jednak, że potrzeba podkręcić poziom. Mullin w związku z tym zszedł na dalszy plan, zaczynając w wyjściowym składzie ledwie 10 spotkań (na 46 możliwych). Każdy jednak doskonale rozumie sytuacje.

- Podpisałem tutaj kontrakt cztery sezony temu i wtedy Rob McElhenney powiedział mi, że planuje dostać się do Championship w ciągu pięciu lat. Zrobiliśmy to rok wcześniej. Zespół w tym roku był niesamowity. To była wyjątkowa podróż - mówił podekscytowany w rozmowie ze Sky Sports sam zainteresowany.

8 lat oczekiwania

Historia Wrexham pełna jest smaczków, które trudno byłoby wymyślić racjonalnie myślącemu fanowi futbolu. Pomijając już imponującą dyspozycję na boisku - spójrzmy na sam początek historii.

Wrzesień 2020 roku, pandemia covid trwa w najlepsze. Ryan Reynolds, być może znudzony kwarantanną, decyduje się odkopać tweeta (wówczas mówiliśmy jeszcze o Twitterze), z 2012 roku, losowej mieszkanki Wrexham, którą do dziś obserwuje zaledwie 356 osób, a która napisała wówczas, że "nigdy nie wiadomo kiedy Ryan Reynolds pojawi się w Wrexham".

"Czekałem 8 lat by odpowiedzieć na ten tweet" - stwierdził.

A przejęcie Wrexham, mimo problemów klubu, nie było wcale prostą sprawą. Klub od lat zarządzany był przez stowarzyszenie kibiców, które początkowo nie było przekonane do pomysłu oddania drużyny aktorom. Zresztą gdzie jak gdzie, ale w Polsce wiemy aż za dobrze, jak przykre konsekwencje może mieć powierzenie klubu w nieodpowiednie ręce. Ostatecznie jednak panowie przekonali fanów, którzy niemal jednogłośnie zdecydowali się powierzyć im władze.

I była to decyzja ze wszech miar słuszna. Gwiazdy kina nie tylko wniosły do klubu własne pieniądze. Ich marka własna znacząco wpłynęła także na marketing drużyny, która zaczęła podpisywać niebotyczne - jak na swój poziom sportowy - kontrakty sponsorskie.

Co więcej, nowi właściciele wpadli na pomysł, by stworzyć na bazie swojego projektu serial. "Welcome to Wrexham" ma już dziś nakręcone cztery sezony, a całość jest wysoko oceniana zarówno przez widzów, jak i krytyków. Produkcja doczekała się między innymi kilku nagród Emmy czy Amerykańskiej Gildii Producentów Filmowych.

Teraz natomiast przed walijską ekipą największe wyzwanie w historii. "Czerwone Smoki" nigdy jeszcze bowiem nie występowały na zapleczu elity. Teraz natomiast dostały się tam, robiąc trzy awanse z rzędu. Apetyty mogą zatem być ogromne.

"Pamiętam pierwszą konferencję prasową, gdzie zapytano nas, jakie są nasze cele. Rob wtrącił się wówczas z Premier League. Ludzie się śmiali. Mieli do tego prawo. Wydawało się to szalone… Ale nie żartowaliśmy" - napisał nie dawno na swoim Instagramie Reynolds.

Dziś nikt się już nie śmieje. Natomiast projekt Wrexham może stanowić inspirację dla kolejnych inwestorów, chcących wejść w świat futbolu, niekoniecznie poprzez zakup gotowej, horrendalnie drogiej drużyny z topu. W tym wypadku American Dream realizowany jest w  kilkudziesięciotysięcznym walijskim miasteczku.

ZOBACZ WIDEO: Festiwal strzelecki w Ameryce Południowej. Dwa gole to arcydzieła!

Komentarze (1)
avatar
Piotr Piotr
1.05.2025
Zgłoś do moderacji
5
2
Odpowiedz
Przecież On nie grał w Bullet Train, tylko Brad Pitt , 
Zgłoś nielegalne treści