Od przejęcia PSG przez Nassera Al-Khelaifiego za chwilę minie 15 lat. Oczywiście, nie był to okres posuchy. Wręcz przeciwnie, paryżanie zabetonowali tron na krajowym podwórku, wygrywając, poza małymi wyjątkami, rokrocznie ligę i to w cuglach. Do tego doszły oczywiście liczne krajowe puchary, ale...
No właśnie, ambicji Al-Khelaifiego nie zaspokaja pokazywanie miejsca w szeregu Lille, Brestowi czy Lens. Początkowym planem Katarczyka była dominacja w Europie w przeciągu 5 lat. Za rok minie jednak wspomniane 15 lat, a jak dotąd ekipa ze stolicy Paryża ma na koncie jeden przegrany finał i dwa półfinały Ligi Mistrzów. Powiedzieć, że to niewiele, to, w zestawieniu z mocarstwowymi planami, jak nic nie powiedzieć.
Sukces jednak może udać się osiągnąć w najmniej spodziewanym momencie. W sezonie, który już był spisywany na straty.
ZOBACZ WIDEO: Festiwal strzelecki w Ameryce Południowej. Dwa gole to arcydzieła!
Łamanie zaufania
Ibrahimović, Cavani, Thiago Silva, Verratti, Di Maria, a wreszcie Neymar, Mbappe i Messi i to w jednym pakiecie. W PSG próbowano naprawdę wszystkiego, by "kupić" sobie sukces. Władze klubu nie szczędziły pieniędzy na największe gwiazdy europejskiego futbolu. To paryżanie wywindowali rekord transferowy do niebotycznych 222 mln euro, byleby mieć u siebie Neymara. Zresztą drugi transfer na liście wszech czasów, 180mln za Kyliana Mbappe, to również sprawka PSG.
Przepalane miliony prowadziły jednak donikąd. Co prawda we Francji trudno było komukolwiek nadążyć za portfelem Al-Khelaifiego, ale już w Europie przychodziła brutalna weryfikacja. Ta natomiast często była wyrokiem dla szkoleniowców, którzy rzadko kiedy wytrzymywali w Paryżu dłużej niż 2 lata. O atmosferze panującej w stolicy Francji mówił m.in. Carlo Ancelotti.
- Przed meczem Ligi Mistrzów, w której mieliśmy już pewny awans do fazy pucharowej, przegraliśmy mecz ligowy z Niceą (1:2). Powiedzieli mi wówczas, że jeśli nie pokonam Porto w ostatnim meczu fazy grupowej, to mnie zwolnią. Powiedziałem im, że jak mogą tak do mnie mówić, to łamie nasze zaufanie. Postanowiłem odejść w lutym, nawet jeśli chcieliby przedłużyć ze mną umowę - wspominał swój czas w PSG obecny szkoleniowiec Realu Madryt.
W parysko-katarskim słowniku nie istniały słowa takie jak "cierpliwość", "wizja", "projekt". Sukces miał być tu i teraz. Liczyła się tylko wygrana.
Do czasu.
Murem za trenerem
Kluczowym momentem, dla obecnego PSG był 5 lipca 2023 roku. To wówczas nowym szkoleniowcem Paryżan został mianowany Luis Enrique. Trener, któremu jak żadnemu wcześniej, zaufał Nasser Al-Khelaifi.
Właściciel klubu powierzył nowemu szkoleniowcowi zadanie budowy PSG od nowa. Tym razem jednak bez wielkich gwiazd. I ani przez chwilę w niego nie zwątpił.
Gdy w zeszłym sezonie, po niespodziewanej i bolesnej porażce w półfinale Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund, dziennikarze dopytywali o przyszłość trenera, Al-Khelaifi odpowiadał z wyraźną frustracją.
- Czy jesteś poważny, zadając to pytanie? Czy choć odrobinę pojmujesz futbol? Budujemy długofalowy projekt, mamy najmłodszy skład w Europie. Przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Będziemy dalej zmierzać do celu – grzmiał.
Nie inaczej było i w tym sezonie. PSG długo nie było pewne awansu do fazy play-off. Całkiem realnych kształtów nabrała kompromitująca wizja odpadnięcia już w fazie ligowej.
- Uważam, że mamy najlepszego szkoleniowca na świecie. Razem z nim tworzymy wspólnie długoterminowy projekt - zapewniał prezydent PSG.
- Niezależnie od wyniku w Lidze Mistrzów, Luis Enrique pozostanie trenerem klubu. To oczywiste. Na dziś plan jest jasny, budujemy kolektyw, zespół, a na to potrzeba czasu - mówił w innym wywiadzie.
Nikt jednak nie przypuszczał, że zespół ten uda się zbudować tak szybko.
Młodzi gniewni
W Paryżu nikt już nie tęskni za Leo Messim, Neymarem czy nawet Kylianem Mbappe. Stolica Francji ma dziś nowych bohaterów. Co więcej, bohaterów znacznie lepiej wpasowanych w otoczenie. Przytoczona trójka często bowiem była nieco obcym organizmem. Co prawda robili swoje w ofensywie, ale z reguły próżno było wypatrywać ich wracających do defensywy. Dzisiejszy futbol natomiast takiej bierności nie wybacza.
Zmianę w grze paryżan dostrzega m.in. Jacek Bąk. - PSG dzisiaj to zupełnie inna drużyna. Ich gra wygląda zupełnie inaczej, niż za czasów Neymara, Mbappe czy Messiego. Ten zespół widać, że jest poukładany przez trenera i gra jako całość. Dlatego też takie są wyniki. Wówczas były gwiazdy, ale w tym sporcie trzeba też przede wszystkim bronić, biegać - mówił w rozmowie z naszym serwisem.
Oczywiście, to nie jest też tak, że PSG zaprzestało korzystać z przewagi, jaką daje portfel bez dna. W Paryżu wciąż nie szczędzą pieniędzy. Nawet tej zimy to właśnie PSG przeprowadziło jeden z najgłośniejszych transferów, ściągając za 70 mln euro Khvichę Kvaratskhelię. Latem natomiast wydano 150 mln na Joao Nevesa, Desire Doue i Wiliana Pacho.
Kluczowa zmiana zaszła jednak w lokowaniu tych funduszy. Zamiast sytych kotów, zaczęto sprowadzać młode talenty, głodne sukcesów. Wymieniona wyżej trójka ma odpowiednio 19, 19 i 22 lata.
Średnia wieku jedenastki, jaką w rewanżowy bój z Arsenalem posłał Luis Enrique wynosiła zaledwie nieco ponad 24 lata. Dla porównania, średnia wieku piłkarzy Interu z meczu z Barceloną to 29,8. Z kolei przed pięcioma laty, średnia wieku składu PSG, który wybiegł na finał z Bayernem wynosiła 28 lat.
Czy jednak fantazja młodości wystarczy, by pokonać siłę doświadczenia? Przekonamy się za niespełna miesiąc. Finał Ligi Mistrzów zaplanowano na 31 maja.