Doczekaliśmy czasów, w których brak choćby jednego Polaka w podstawowym składzie FC Barcelony budzi spore zdziwienie. Na szczęście nie zanosi się, że na dłuższą metę Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny będą poza grą. Sobotni mecz rozwiał wszelkie wątpliwości.
W tym sezonie rola bramkarza "Blaugrany" jest dość niewdzięczna, o czym świadczą nad wyraz częste i niekoniecznie wymuszone zmiany między słupkami. Inaki Pena poszedł w odstawkę po tym, jak ośmielił się spóźnić na przedmeczową odprawę. Szczęsny natomiast usiadł na ławce ze względu na spóźnioną interwencję po rzucie rożnym w starciu z Interem Mediolan. Nie wiadomo, które spóźnienie było gorsze z perspektywy Flicka.
ZOBACZ WIDEO: Tego się nie spodziewałeś. Tak wygląda luksusowy autokar Manchesteru City
W hiszpańskich mediach na Szczęsnego spadła lawina krytyki i Hansi Flick znalazł pretekst, żeby dokonać kolejnej zmiany. Na mecz z Realem Valladolid trener wymienił nie tylko bramkarza, ale także całą linię ataku. W założeniu najważniejsi gracze mieli odpocząć przed rewanżem z Interem.
Flick przekonywał, że Marc-Andre ter Stegen jest w 100 proc. gotowy i głodny gry po bardzo poważnej kontuzji. W efekcie Niemiec tuż po swoich 33. urodzinach znalazł się w "jedenastce" Barcelony. Jego pauza trwała dokładnie 223 dni.
Przed wyjściem na murawę Szczęsny serdecznie uściskał ter Stegena, życząc mu powodzenia. Jednak już od pierwszego gwizdka gołym okiem było widać, że kapitanowi Barcelony zwyczajnie brakuje rytmu meczowego.
Wstawienie ter Stegena do bramki w tym momencie było szalenie nierozważne, nawet w meczu z zamykającym tabelę Realem Valladolid. Outsider nie zamierzał składać broni i w szóstej minucie zaskoczył lidera La Ligi.
Ivan Sanchez zdecydował się na strzał z trudnej pozycji i po rykoszecie od Ronalda Araujo piłka wpadła ter Stegenowi za kołnierz. Niemiecki bramkarz nie zareagował w tempo. Nieśmiało podskoczył, bo o wyskoku do piłki nie było tutaj mowy. Futbolówka była poza jego zasięgiem.
A teraz wyobraźmy sobie, że Szczęsny w podobny sposób traci kuriozalną bramkę. Jeżeli Polak był krytykowany po meczu z Interem, to po takim golu byłby przecież odsądzany od czci i wiary przez lokalnych dziennikarzy.
Innym razem ter Stegen miał maślane ręce, gdy po pozornie niegroźnym dośrodkowaniu interweniował na raty. Na Estadio Jose Zorrilla niespodzianka zawisła w powietrzu i Flick musiał reagować na wydarzenia boiskowe, wprowadzając kluczowych piłkarzy.
Dopiero w drugiej połowie Raphinha oraz Fermin Lopez zapewnili Katalończykom wygraną 2:1. Ter Stegen jedyną nieco ponadprzeciętną paradę zaliczył po zmianie stron, kiedy zatrzymał strzał Juana Latasy.
Od początku 2025 roku Szczęsny dawał obrońcom poczucie bezpieczeństwa, którego w sobotę ter Stegen nie był w stanie im zapewnić. Na chwilę obecną sytuacja wydaje się więc klarowna.
Zdrowy rozsądek każe myśleć, że na pewien czas w Hiszpanii ucichnie debata na temat bramkarzy FC Barcelony. No, co najmniej do końca sezonu. Zmiana bramkarza na mecze z Interem Mediolan czy Realem Madryt byłaby nie tyle ryzykowna, co szalona. I krzywdząca wobec Szczęsnego, mającego za sobą naprawdę solidne występy w tym roku.
- Szczęsny zagra w Lidze Mistrzów i przeciwko Realowi Madryt. To jest przesądzone. Cieszę się, że Marc wrócił - mówił Flick na pomeczowej konferencji prasowej.
Zmiana na stałe w hierarchii bramkarzy byłaby uzasadniona wyłącznie podczas okresu przygotowawczego do nowego sezonu. Pierwotnie Szczęsny miał tylko tymczasowo zastąpić ter Stegena, ale niebawem ma przedłużyć umowę i trzeba też brać pod uwagę scenariusz, w którym Polak będzie chciał rozgościć się w bramce na kolejne miesiące.
Nie można zapominać, że ter Stegen kilka lat temu toczył zaciętą rywalizację z Claudio Bravo i nagle postawił sprawę na ostrzu noża. "On albo ja" - odgrażał się zarządowi, co skończyło się odejściem Chilijczyka z klubu.
Szczęsny na każdym kroku powtarza, że utrzymuje dobre relacje z ter Stegenem. To zwykły, PR-owy przekaz. Szczęsny zapewne złoży podpis pod nowym kontraktem i wtedy nie będzie już żadnych sentymentów.
Rafał Szymański, WP SportoweFakty