Coraz głośniej mówi się o transferze Vanji Milinkovicia-Savicia z Torino do Napoli. Serb występuje w drużynie z Turynu od sezonu 2017/18 (z przerwami na wypożyczenia), a jego obecny kontrakt obowiązuje jeszcze tylko przez rok.
Jeśli faktycznie dojdzie do takiego transferu, to ucieszy się księgowa m.in. Lechii Gdańsk, w której Milinković-Savić grał przed laty. Dziś już pewnie mało kto o tym pamięta, ale osoby odpowiedzialne za finanse Lechii coraz mocniej się uśmiechają na myśl, że lada moment do klubowej kasy może trafić naprawdę konkretna suma pieniędzy.
Kwotą gwarantowaną w tym przypadku będzie 1 proc. od końcowej sumy transferowej z tytułu tzw. solidarity payment. Stworzyła go FIFA i to ona wypłaca pieniądze. Wliczane są kluby, w których dany zawodnik grał pomiędzy 12., a 23. rokiem życia.
W Milinković-Savić łapie się do tych widełek. Do Lechii trafił pod koniec 2015 roku, gdy miał niespełna 19 lat. W przypadku zawodników od 16. do 23. roku życia mówimy o 0,5 proc. kwoty transferowej za sezon. Serb był w Lechii przez rok, ale na przełomie dwóch sezonów, więc klubowi należy się 1 proc. od kwoty transferowej.
Ale to nie wszystko. Lechia zagwarantowała sobie jeszcze bonus od kolejnego transferu Serba. Jak ustaliliśmy, jest to 5 procent. Nie trzeba być inżynierem lub zaawansowanym matematykiem, by obliczyć ile finalnie wpłynie na konto gdańskiego klubu.
Jeśli (podkreślamy) Milinković-Savić pójdzie do Napoli za 18 milionów euro, to 5 proc. z tej kwoty trafi do Lechii, co daje 900 tys. euro. Solidarity payment wyniesie z kolei 180 tys. euro.
1,08 mln euro to konkretna suma (ponad 4,6 mln złotych), zwłaszcza w przypadku Lechii, która każdą złotówkę ogląda dwa razy (jak nie więcej).
Tomasz Galiński, WP SportoweFakty
ZOBACZ WIDEO: Aż pot spływał mu po plecach. Dla niego wakacje nie istnieją