Alexander Isak na dobrą sprawę już jedną nogą opuścił Newcastle United. Największa gwiazda 5. drużyny minionego sezonu Premier League jest zasypywana ofertami z różnych klubów, także tych największego kalibru.
Najbardziej zdeterminowany, by pozyskać Szweda wydaje się być jednak Liverpool FC. Aktualnym mistrzom Anglii brakuje klasowego napastnika o charakterystyce typowej "dziewiątki", zaś Isak zdaje się być odpowiedzią na wszystkie bolączki Arne Slota w tej kwestii.
ZOBACZ WIDEO: Niby futbol, a jednak zabawa. To była cudowna akcja zakończona golem
Rozmowy mają być na tyle zaawansowane, że sam bohater potencjalnej transakcji postanowił przestać słuchać innych ofert i zacząć kontaktować się tylko z Liverpoolem, a przynajmniej tak twierdzi Fabrizio Romano.
W piątkowy wieczór zagraniczne media obiegły natomiast doniesienia, jakoby ogromną determinacją w pokrzyżowaniu planów klubu występującego na Anfield wykazał saudyjski gigant, Al-Hilal FC. "The Guardian" donosi, że wicemistrzowie Saudi Pro League są w stanie zagwarantować Szwedowi pensję w wysokości... 600 tysięcy funtów tygodniowo!
Isak najwyraźniej stawia jednak na rozwój i nie rozważa przeprowadzki do Arabii Saudyjskiej. Na straconej pozycji zdają się być także Manchester United i Chelsea FC, które również brały udział w wyścigu o podpis 25-latka pod kontraktem.
Zdaniem Davida Ornsteina z "The Athletic", Liverpool jest w stanie zapłacić za Szweda ponad 120 milionów funtów. Gdyby obie strony znalazły nić porozumienia, a transfer został sfinalizowany, "The Reds" wprawiliby piłkarski świat w osłupienie.
Przecież nie tak dawno zarząd wydał ponad 300 milionów euro na zakontraktowanie Floriana Wirtza, Hugo Ekitike, Milosa Kerkeza i Jeremie Frimponga. Jak widać to nie zadowala Slota, który bez dwóch zdań celuje w potrójną koronę, najlepiej już w przyszłym sezonie.
Gdyby Isak zasilił szeregi "The Reds", obecność Luisa Diaza łączonego z Bayernem Monachium, stałaby się bezużyteczna dla działaczy z Anfield. Wiele wskazuje, że Kolumbijczyk może opuścić dotychczasowe miejsce pracy, co częściowo pozwoliłoby zrekompensować wydatki Liverpoolowi.