Lech skuteczniejszy o jedną bramkę

PAP / Jarek Praszkiewicz / Na zdjęciu: Lukas Klemenz i Bryan Fiabema
PAP / Jarek Praszkiewicz / Na zdjęciu: Lukas Klemenz i Bryan Fiabema

Lech Poznań po bardzo trudnym dla siebie spotkaniu, pokonał na wyjeździe GKS Katowice 1:0. Decydującego gola jeszcze w pierwszej połowie zdobył Bryan Fiabema.

Od pierwszych minut Lech wydawał się mieć całkowitą kontrolę nad przebiegiem spotkania. Gospodarze potrafili wykreować sobie kilka sytuacji w ofensywie, ale Bartosz Mrozek nie był zmuszony nawet odrywać stóp od linii bramkowej. "Kolejorz" cierpliwie wyczekiwał na odpowiedni moment i z każdą kolejną minutą podkręcał tempo.

Zawodnikom GKS-u długo udawało się zablokować większość ofensywnych zapędów Lecha, ale jeszcze przed końcem regulaminowego czasu gry w pierwszej połowie, mistrzowie Polski okazali się skuteczniejsi i dopięli swego.

ZOBACZ WIDEO: Znakomity plan Otylii Jędrzejczak. Chce wydać książkę dla... dzieci

Akcję lewą stroną poprowadził Filip Jagiełło, który ostatecznie zszedł z piłką do środka, a następnie wyłożył ją do niepilnowanego Bryana Fiabemy. Norweg zachował się zaskakująco dobrze i silnym uderzeniem po ziemi zaskoczył Rafała Strączka, dając swojej drużynie cenne prowadzenie.

Warto wspomnieć, że sporo czasu w pierwszej połowie skradła wymuszona przerwa związana z odpaleniem materiałów pirotechnicznych przez kibiców GKS-u. Gdy wydawało się, że sędzia Karol Arys będzie mógł zaprosić piłkarzy z powrotem na boisko, fani gospodarzy użyli kolejnych rac, które jedynie wydłużyły oczekiwanie na poprawę widoczności. W efekcie pierwsza część meczu potrwała dłużej aż o 12 minut.

Po przerwie Lech całkowicie się posypał. To już nie pierwszy raz w tym sezonie, gdy mistrzowie Polski nie są w stanie zagrać równie dobrej drugiej połowy. Podopieczni Rafała Góraka wyszli dużo bardziej zdeterminowani i gotowi do odebrania "Kolejorzowi" trzech punktów.

Najaktywniejszy w drużynie gospodarzy był szczególnie Borja Galan. Hiszpan może mówić jednak o sporym pechu, bo mimo trzech doskonałych okazji do zdobycia bramki, jego nazwisko nie pojawiło się na liście strzelców.

Najpierw wahadłowy trafił w poprzeczkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a w ostatnim kwadransie jego uderzenie przy słupku sięgnął Mrozek, a przy drugiej próbie głową piłkę na linii bramkowej zatrzymał Joel Pereira.

O grze ofensywnej Lecha nie ma nawet co wspominać w kontekście drugiej połowy. Mistrzowie Polski przez większość czasu rozpaczliwie bronili się przed atakami gospodarzy, zaś w ich grze do przodu nie było przede wszystkim skuteczności. Nawet w doliczonym czasie gry, gdy Timothy Ouma miał przed sobą pustą bramkę i mógł zamknąć spotkanie, trafił w głowę Arkadiusza Jędrycha.

Ostatecznie podopieczni Nielsa Frederiksena utrzymali korzystny rezultat, a to zwycięstwo ma dodatkowe znaczenie. Niebiesko-białym udało się wygrać w Katowicach po ponad 20 latach.

GKS Katowice - Lech Poznań 0:1 (0:1)
0:1 - Bryan Fiabema 45'

Składy:

GKS: Rafał Strączek - Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz - Marcin Wasielewski, Jesse Bosch, Mateusz Kowalczyk (59. Sebastian Milewski), Borja Galan - Eman Marković (67. Marcel Wędrychowski), Ilja Szkuryn (67. Maciej Rosołek), Bartosz Nowak.

Lech: Bartosz Mrozek - Robert Gumny (67. Joel Pereira), Mateusz Skrzypczak, Antonio Milić, Joao Moutinho (67. Michał Gurgul) - Timothy Ouma, Antoni Kozubal - Bryan Fiabema (67. Taofeek Ismaheel), Filip Jagiełło (67. Yannick Agnero), Leo Bengtsson (84. Kornel Lisman) - Mikael Ishak.

Żółte kartki: Galan (GKS) - Kozubal, Moutinho, Ishak (Lech)

Sędzia: Karol Arys (Szczecin).

Komentarze (1)
avatar
Franczeska and kale-sons
6.10.2025
Zgłoś do moderacji
2
0
Odpowiedz
Ale wygrał, a nie jak Wołyń - był najlepszy na świecie ......ale przegrał 
Zgłoś nielegalne treści