Od pierwszych minut Lech wydawał się mieć całkowitą kontrolę nad przebiegiem spotkania. Gospodarze potrafili wykreować sobie kilka sytuacji w ofensywie, ale Bartosz Mrozek nie był zmuszony nawet odrywać stóp od linii bramkowej. "Kolejorz" cierpliwie wyczekiwał na odpowiedni moment i z każdą kolejną minutą podkręcał tempo.
Zawodnikom GKS-u długo udawało się zablokować większość ofensywnych zapędów Lecha, ale jeszcze przed końcem regulaminowego czasu gry w pierwszej połowie, mistrzowie Polski okazali się skuteczniejsi i dopięli swego.
ZOBACZ WIDEO: Znakomity plan Otylii Jędrzejczak. Chce wydać książkę dla... dzieci
Akcję lewą stroną poprowadził Filip Jagiełło, który ostatecznie zszedł z piłką do środka, a następnie wyłożył ją do niepilnowanego Bryana Fiabemy. Norweg zachował się zaskakująco dobrze i silnym uderzeniem po ziemi zaskoczył Rafała Strączka, dając swojej drużynie cenne prowadzenie.
Warto wspomnieć, że sporo czasu w pierwszej połowie skradła wymuszona przerwa związana z odpaleniem materiałów pirotechnicznych przez kibiców GKS-u. Gdy wydawało się, że sędzia Karol Arys będzie mógł zaprosić piłkarzy z powrotem na boisko, fani gospodarzy użyli kolejnych rac, które jedynie wydłużyły oczekiwanie na poprawę widoczności. W efekcie pierwsza część meczu potrwała dłużej aż o 12 minut.
Po przerwie Lech całkowicie się posypał. To już nie pierwszy raz w tym sezonie, gdy mistrzowie Polski nie są w stanie zagrać równie dobrej drugiej połowy. Podopieczni Rafała Góraka wyszli dużo bardziej zdeterminowani i gotowi do odebrania "Kolejorzowi" trzech punktów.
Najaktywniejszy w drużynie gospodarzy był szczególnie Borja Galan. Hiszpan może mówić jednak o sporym pechu, bo mimo trzech doskonałych okazji do zdobycia bramki, jego nazwisko nie pojawiło się na liście strzelców.
Najpierw wahadłowy trafił w poprzeczkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a w ostatnim kwadransie jego uderzenie przy słupku sięgnął Mrozek, a przy drugiej próbie głową piłkę na linii bramkowej zatrzymał Joel Pereira.
O grze ofensywnej Lecha nie ma nawet co wspominać w kontekście drugiej połowy. Mistrzowie Polski przez większość czasu rozpaczliwie bronili się przed atakami gospodarzy, zaś w ich grze do przodu nie było przede wszystkim skuteczności. Nawet w doliczonym czasie gry, gdy Timothy Ouma miał przed sobą pustą bramkę i mógł zamknąć spotkanie, trafił w głowę Arkadiusza Jędrycha.
Ostatecznie podopieczni Nielsa Frederiksena utrzymali korzystny rezultat, a to zwycięstwo ma dodatkowe znaczenie. Niebiesko-białym udało się wygrać w Katowicach po ponad 20 latach.
GKS Katowice - Lech Poznań 0:1 (0:1)
0:1 - Bryan Fiabema 45'
Składy:
GKS: Rafał Strączek - Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz - Marcin Wasielewski, Jesse Bosch, Mateusz Kowalczyk (59. Sebastian Milewski), Borja Galan - Eman Marković (67. Marcel Wędrychowski), Ilja Szkuryn (67. Maciej Rosołek), Bartosz Nowak.
Lech: Bartosz Mrozek - Robert Gumny (67. Joel Pereira), Mateusz Skrzypczak, Antonio Milić, Joao Moutinho (67. Michał Gurgul) - Timothy Ouma, Antoni Kozubal - Bryan Fiabema (67. Taofeek Ismaheel), Filip Jagiełło (67. Yannick Agnero), Leo Bengtsson (84. Kornel Lisman) - Mikael Ishak.
Żółte kartki: Galan (GKS) - Kozubal, Moutinho, Ishak (Lech)
Sędzia: Karol Arys (Szczecin).