Legia Warszawa pod wodzą Edward Iordanescu spisuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Obecne wyniki "Wojskowych" powodują, że sporo mówi się o przedwczesnym zakończeniu współpracy.
Po przerwie reprezentacyjnej Legia wróciła do gry w niedzielę (19 października), bowiem na ten dzień zaplanowany został jej mecz w ramach 12. kolejki PKO Ekstraklasy. Klub ze stolicy udał się na wyjazdową rywalizację z KGHM Zagłębiem Lubin.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Był reprezentantem Anglii. Szok, na jakiś boiskach gra obecnie
Pierwsza bramka w tym spotkaniu padła w 32. minucie. Wówczas piłkę do własnej bramki skierował Kamil Piątkowski. Przez to, że 25-latek dotknął futbolówki, Kacper Tobiasz nie miał szans na udaną interwencję.
Tymczasem, jak się później okazało, był to dopiero początek fatalnego występu Piątkowskiego. W 45. minucie defensor Legii postanowił wejść w buty Tobiasza i co prawda uchronił swój zespół przed stratą bramki, lecz zagrał piłkę ręką w polu karnym.
Z tego powodu sędzia Patryk Gryckiewicz pokazał mu czerwoną kartkę. Zagłębie, które przez interwencję Piątkowskiego nie zdobyło drugiego gola, otrzymało rzut karny. Po tym, jak wykorzystał go Leonardo Rocha, gospodarze wyszli na 2:0.
Tymczasem po zmianie stron grająca w osłabieniu Legia zdobyła gola kontaktowego. W spotkaniu tym padła druga bramka samobójcza, tym razem autorstwa Kajetana Szmyta. Ostatecznie jednak Zagłębie zwyciężyło 3:1, a wynik meczu w doliczonym czasie gry ustalił Jakub Sypek.