Gdy w 2019 roku zamieniał młodzieżowe drużyny Barcelony na PSG, media rozpisywały się o kradzieży wielkiego talentu. Zresztą samo to, że transfer 16-latka, bez debiutu w seniorskim zespole, jest tak szeroko komentowany i wzbudza takie emocje, nie zdarza się często. Być może nie zdarza się nigdy.
To miała być inwestycja w przyszłość. Piłkarz, który na lata miał stać się fundamentem paryskiej drużyny. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna, a złote dziecko La Masii, po 3 latach w stolicy Francji i zaledwie 11 meczach w pierwszej drużynie, zmuszone było odbudowywać się w PSV.
I choć dziś wciąż utrzymuje się na "powierzchni", będąc częścią drużyny Tottenhamu, a także mając za sobą bardzo udaną przygodę w Bundeslidze, to trudno nie odczuwać tu pewnego niedosytu.
Inna sprawa, że swoim CV, w wieku 22 lat, mógłby obdzielić co najmniej kilku innych zawodników.
Neymar jak ojciec
Xavi Simons od najmłodszych lat naznaczony był "piętnem" złotego dziecka. Jeszcze jako junior Barcelony, na swoim Instagramie zgromadził ponad milion obserwujących.
Tu bowiem, na papierze, zgadzało się wszystko. Pozycja, czyli środek pomocy, a więc miejsce, w którym Barcelona produkuje najwięcej talentów, do tego futbolowe korzenie - ojciec Xaviego Simonsa również był zawodowym piłkarzem, występującym w holenderskiej Ekstraklasie - no i przede wszystkim imię, na część katalońskiej legendy, Xaviego Hernandeza.
- Moja mama obejrzała mecz Barcelony i usłyszała imię Xavi. Nie nadała mi jeszcze imienia, ale potem już wiedziała: mój syn musi mieć na imię Xavi - wspominał w jednym z wywiadów.
Gdy dodamy do tego wszystkiego opaskę kapitańską juniorskich drużyn Barcy i występ w reklamie u boku Neymara już w wieku 12 lat... Trudno się dziwić, że hype na urodzonego w Amsterdamie chłopaka był ogromny. Tym większym ciosem dla wszystkich była informacja, że ta jedyna w swoim rodzaju perełka zdecydowała się podążyć drogą Neymara i wybrać PSG.
- Nie było łatwo. Po spędzeniu całego życia w Barcelonie przenosisz się do innego kraju, z innym językiem. Zaadaptowałem się jednak bardzo dobrze - wspominał tamten okres Simons, podkreślając ogromną rolę Neymara.
- Neymar, znając mnie od dziecka, bardzo mi pomógł. Mieliśmy bardzo dobre relacje. Opiekował się mną praktycznie jak synem. Będę mu dozgonnie wdzięczny.
Czas w PSG był jednak też brutalną weryfikacją, która pokazała Holendrowi, że być może świat tej absolutnie największej piłki nie jest dla niego, a on sam po 3 sezonach udał się na wypożyczenie do PSV.
Trudne dzieciństwo
Xavi, mimo gigantycznego zainteresowania mediów od najmłodszych lat, wcale nie jest "medialną bestią". Przyjaźń z Neymarem nie sprawiła, że pokochał blask fleszy i uroki sławy. Wręcz przeciwnie. Znajomi podkreślają, że jest to cicha i spokojna osoba. Chętnie wraca też do małego miasteczka Rojales, w którym się wychowywał.
- Mogę tam być sobą, bez konieczności chodzenia w bluzie z kapturem i czapce - podkreślał.
A okres w Rojales wcale nie należał do najłatwiejszych. Mały Xavi trafił do tej około 20-tysięcznej miejscowości w prowincji Alicante w wieku 3 lat. Wówczas jego matka, po rozstaniu z ojcem, wybrała Hiszpanię jako miejsce, gdzie będzie szukać szansy na lepsze życie dla siebie oraz dwójki swoich synów.
- Mój brat pełnił rolę ojca, zawsze mnie chronił i czuł się za mnie odpowiedzialny. Nie wiodło nam się dobrze. Mama była sama w Hiszpanii z trójką dzieci (siostra Xaviego, Kenza, przyszła na świat już w Hiszpanii). Opiekowała się nami, zawsze było co jeść, ale żeby związać koniec z końcem, pracowała dwanaście godzin dziennie, od ósmej rano do ósmej wieczorem, w obsłudze klienta w sklepie Apple - wspominał tamten okres.
Gdy pojawiła się oferta z PSG, postanowił zabrać do Paryża całą swoją rodzinę. Także brata, który 3 lata wcześniej wyjechał za chlebem do Ameryki Południowej.
- Za pierwszą pensję w PSG kupiłem ubrania dla mamy, brata i siostry. Miło było móc się odwdzięczyć - przyznał.
Kariera nabrała rozpędu
Koniec końców przygoda z PSG nie zakończyła się sukcesem, choć sam Xavi podkreśla, jak wiele go nauczyła. We Francji drażniło go też, że ludzie patrzyli na niego przez pryzmat liczby obserwujących na Instagramie i ogólnej rozpoznawalności. Być może dlatego właśnie, transfer do dużo spokojniejszego Eindhoven, pomógł mu się odbudować.
- Zawsze powtarzałem, że nie chcę wracać do Holandii, ale jak dotąd, to mogła być najlepsza decyzja w mojej karierze - przyznawał.
W PSV wreszcie potwierdził, że wciąż posiada papiery na wielkie granie. W swoim jedynym sezonie w Eindhoven rozegrał 48 meczów, zdobywając w nich 22 bramki i notując 11 asyst. Znów był na ustach wszystkich, a jego osobą zaczęły interesować się poważne marki.
Wyścig ten wygrała niemiecka kuźnia talentów, jaką jest RB Lipsk. W Bundeslidze natomiast potwierdził, że jest już gotowy do gry na poważnym poziomie. Spisywał się na tyle dobrze, że w mediach zaczęto spekulować nawet o możliwym powrocie do Barcelony.
Ostatecznie jednak latem tego roku, wylądował w Tottenhamie. "Koguty", za holenderską perełkę zapłaciły aż 65 mln euro.
Początki w Anglii nie należą jednak do najbardziej udanych. Holender co prawda notuje regularne występy, jednak pozostawiają one sporo do życzenia. Na ten moment, może się on pochwalić zaledwie 2 asystami. Mało jak na największy letni transfer zespołu.
W Simonsa jednak niezmiennie wierzy Ronald Koeman, powołując go na kolejne zgrupowania reprezentacji Holandii. Kolejna szansa na występ w narodowych barwach 22-latka będzie już w piątek wieczorem, kiedy to jego drużyna zmierzy się w eliminacjach do mistrzostw świata z reprezentacją Polski. Początek meczu zaplanowano na godzinę 20:45.
ZOBACZ WIDEO: Szymon Kołecki skomentował Tomasza Adamka we freak fightach. "Było mi przykro"