- Nawet ja czuję się trochę zniesmaczony, rozczarowany, wewnętrznie skłócony - mówi Maciej Żurawski, były kapitan reprezentacji Polski i zawodnik między innymi Wisły Kraków czy Celticu Glasgow, który współkomentował spotkanie Rayo Vallecano z Lechem w Lidze Konferencji w Polsacie Sport.
Lech Poznań prowadził 2:0 po pierwszej połowie, ale przegrał 2:3 tracąc ostatniego gola w doliczonym czasie gry.
- Do przerwy byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Do takich spotkań nie trzeba się dodatkowo motywować, wiem to z czasów swojej gry. Niestety, różnica jakości była bardzo widoczna. Zwłaszcza w drugiej połowie Rayo było bardzo agresywne z piłką przy nodze, ale też szybsze w doskoku do rywala. Isi Palazon, Jorge de Frutos, Alvaro Garcia - oni zrobili różnicę. Lech nie miał już siły, żeby wyprowadzać dynamiczne ataki - ocenia.
- Z czego wzięły się błędy Lecha? Ze zmęczenia. Gdy nie masz siły, to jesteś spóźniony, nie kontrolujesz, co się wokół ciebie dzieje. Wszystkie trzy gole dla rywala to pokazały. Niektórzy piłkarze Lecha "poumierali". A zawodnicy ze świeżymi siłami nie wnieśli nic na boisko. Lech nie miał już z czego "odpalić" i w momencie naporu Rayo cofnął się do głębokiej defensywy - mówi nasz rozmówca.
"Pamiętajmy, gdzie byliśmy"
Przed meczem oburzenie w hiszpańskich mediach wywołał film opublikowany przez oficjalne konto Lecha Poznań w mediach społecznościowych przedstawiający zaplecze, jakim dysponuje Rayo Vallecano: szatnię w starym stylu, pomieszczenia dla trenerów przypominające standardem lata 90, czy choćby niejednolite, kolorowe ręczniki, które piłkarze Lecha otrzymali od gospodarzy, co zazwyczaj się nie zdarza.
Szybki tour po naszej szatni pic.twitter.com/AbS0tQqRCG
— Lech Poznań (@LechPoznan) November 5, 2025
Na krótki film emocjonalnie zareagował choćby prezes Rayo Vallecano, Martin Presa. - To podłe i nie do zaakceptowania. W tych szatniach przebierali się Cristiano Ronaldo i Lionel Messi i żaden z nich nie miał zastrzeżeń. Żaden zawodnik Lecha Poznań nie dorównuje im pod względem sportowym - powiedział Presa. - Śmianie się z cudzych rzeczy jest godne potępienia - przyznał.
Żurawski z dystansem podchodzi do tego tematu. - Doskonale pamiętam czasy, gdy u nas w Polsce wstydziliśmy się swoich szatni. Przyjeżdżała Barcelona lub Real Madryt na mecze z moją Wisłą Kraków, a my myśleliśmy, co oni powiedzą. Przecież Xavi, zawodnik Barcy, wyszedł na nasz stadion na trening i zapytał: "Ok, wszystko fajnie, ale gdzie gramy mecz?" Kurczę... Pamiętajmy o tym, gdzie my byliśmy jeszcze niedawno - przypomina Żurawski.
- Widziałem szatnie Rayo i szczerze? Dla mnie ma swój klimat. Nie odebrałem tego w negatywny sposób - dodaje.
Żurawski rozmawiał z Zurawskim
Były kapitan reprezentacji Polski miał okazję porozmawiać przed czwartkowym meczem z napastnikiem gospodarzy, Alemao, Brazylijczykiem polskiego pochodzenia, który ma na nazwisko Zurawski.
- Wiedział, z kim rozmawia - uśmiecha się Maciej Żurawski. - Zamieniliśmy kilka zdań z pomocą tłumacza, bo Alemao nie mówi po angielsku - opowiada.
- Wesoły chłopak, opowiadał o swoich korzeniach, marzeniach piłkarskich do zrealizowania. Chciałby osiągnąć sukces z Rayo. Wspominał też o rozmowie z selekcjonerem Urbanem. Myślę, że trzeba dać tej sytuacji czas. Sama gra w lidze hiszpańskiej nie jest argumentem, by dostać powołanie, trzeba jeszcze coś pokazać. Napastnika definiuje regularność zdobywania bramek - przypomina nasz rozmówca.
Alexandre "Alemao" Zurawski ma w tym sezonie jednego gola na koncie w trzynastu występach.
- Można pożartować, że fajnie, gdyby liczba Żurawskich zgadzała się w kadrze. Alemao na pewno ma swoje atuty: potrafi przyjąć piłkę z rywalem na plecach, dobrze pracuje między linią pomocy a atakiem. Umie dobrze uderzyć głową i to z trudnej pozycji. To typowy napastnik, który szuka miejsca w polu karnym - kończy Maciej Żurawski.
Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty