Na początku listopada w mediach ukazała się zaskakująca informacja, że miejsce trenera w GKS-ie Tychy po zwolnionym Arturze Skowronku zajmie Łukasz Piszczek. Choć nie zostało to jeszcze oficjalne potwierdzone, to wszystko wskazuje na to, że były kadrowicz już 10 listopada obejmie nową posadę (czytaj TUTAJ).
Zaskoczony ścieżką kariery, jaką zdecydował się obrać Piszczek, jest Mateusz Borek. Dziennikarz "Kanału Sportowego" spodziewał się, że 40-latek pozostanie w LKS-ie Goczałkowice, zwłaszcza że nie tak dawno odrzucił ofertę z Widzewa Łódź czy też propozycję bycia członkiem w sztabie szkoleniowym Jerzego Brzęczka w reprezentacji Polski.
ZOBACZ WIDEO: Był centymetry od pustej bramki. Nie uwierzysz, co zrobił
- Dla mnie wybór zastanawiający. Potrzebują tam odbudowy, ale wydaje mi się, że to trudne miejsce do pracy. Niby wszystko się zgadza, wszystko jest, ale jednak wiecznie czegoś brakuje. Wielu trenerów się tam skaleczyło (...). Wydawało mi się, że Łukasz będzie koncentrował na Goczałkowicach, że będzie tam grał i budował strukturę - przyznał Borek.
Dziennikarz domyśla się, dlaczego Piszczek odrzucił wcześniejsze oferty z Widzewa i PZPN. Jego zdaniem spore piętno mogła na nim odcisnąć przygoda w Borussii Dortmund, gdzie sprawował funkcję asystenta trenera Nuriego Sahina.
- (...) Wydaje mi się, że Łukasz nie zgadzał się z niektórymi pomysłami Nuriego Sahina, natomiast jest osobą dobrze wychowaną i prawą, nie mówił publicznie tego, że poukładałby to inaczej. Być może potrzebował odpoczynku po tym, co działo się w Borussii. Teraz uznał, że to dobry czas i dobre miejsce. Myślę, że ważna jest też geografia. Rodzina mieszka w Katowicach. Może przekonuje go komunikacja między Katowicami a Tychami - podsumował Borek.
Dodajmy, że po 15 kolejkach Betclic I ligi GKS Tychy plasuje się na 15. miejscu w tabeli (pierwsze nad strefą spadkową).