Wtorkową konferencję prasową polskiej kadry zdominował temat najnowszej książki Sebastian Staszewskiego pt. "Lewandowski. Prawdziwy". Znajdziemy w niej kilka palących wątków dotyczących reprezentacji i relacji jej kapitana z innymi zawodnikami.
Co mogło zaskoczyć, Lewandowski nie poszedł w sprawdzoną metodę z wielu innych wystąpień publicznych, charakteryzujących środowisko piłkarskie, gdy od trudnych tematów ucieka się w skuteczny i sztampowy sposób - tak jak miało to miejsce choćby w kwestiach ostatnich afer w reprezentacji: "premiowej" i "opaskowej".
Piłkarz nie szukał bocznych drzwi i wymówek w stylu: "książki nie czytałem, nie będę się wypowiadał" lub tanich usprawiedliwień, że "jest to cytat wyrwany z kontekstu", albo: "skupmy się na rozmowie o najbliższym meczu". Świadomie, od początku, gotowy był zmierzyć się ze swoją historią. Przyznał wręcz, że książka zawiera wiele interesujących opinii.
ZOBACZ WIDEO: Kołecki skomentował Adamka we freak fightach. "Było mi przykro"
Napastnik Barcelony nie zaprzeczył, że nazwał Łukasza Skorupskiego "głupkiem" w kontekście jego wpływu na karierę Piotra Zielińskiego. Wręcz pochwalił Jakuba Kamińskiego za to, że pod nazwiskiem skrytykował go za machanie rękoma w czasie meczów. Nie próbował uciekać od zgrzytu z Jerzym Brzęczkiem, gdy odmówił wyjścia na drugą połowę w spotkaniu Ligi Narodów z Holandią.
Odpowiadał spokojnym tonem, często się uśmiechał. Po samych zdjęciach z konferencji prasowej można odnieść wrażenie, że tematem była radosna, a nawet luźna uroczystość, nie publikacja szeregu niewygodnych wątków dotyczących kapitana reprezentacji.
Co najbardziej zaskakujące, trudne tematy otworzyły piłkarza. Robert Lewandowski wciągnął się w dyskusje na temat samego siebie, jakby właśnie publicznie przechodził przez proces akceptacji własnych wad, słabości i błędów, które popełniał. Jakby zrozumiał, że nie jest idealny, ale właśnie ten konkretny zestaw cech doprowadził go do wielkich sukcesów.
Po pytaniu Łukasza Ciony mocno się zreflektował. - Użyję cytatu Seneki: osądzać jest najłatwiej, zrozumieć najtrudniej. Każdy z nas nosi swoje brzemię. Zawsze miałem ambicję wygrywania, często kosztem innych, ludzkich relacji. Chciałem wybić się ponad przeciętność. Zdaje sobie sprawę, że ktoś mógł z tego powodu ucierpieć - mówił Lewandowski.
- Słyszałem, że brakuje mi empatii. Wielokrotnie była to świadomość, ale też efekt wielu ran, które we mnie siedziały. Powiem tak: empatii może mi czasem brakowało, ale serca nigdy - przyznał.
Piłkarz nieco uchylił drzwi do swojego świata, sugerując, jaką cenę zapłacił za swój sukces. Z jak ogromną presją i oceną mierzy się na co dzień. Świadczy o tym choćby poniedziałkowa wizyta kapitana kadry w Nowym Jorku, za co piłkarz został skrytykowany, bo nie stawił się w hotelu z innymi zawodnikami.
Lewandowski udał się do USA, ponieważ została mu powierzona prestiżowa funkcja rozświetlenia jednego z najsłynniejszych budynków na świecie - Empire State Building - w biało-czerwonych barwach, w dniu odzyskania przez Polskę niepodległości.
Napastnikowi znowu dostało się jednak po głowie, mimo że przecież profesjonalizmu nie można było mu nigdy odmówić. On najlepiej zna swój organizm, w ostatnim meczu kadry z Litwą w październiku (2:0) grał z kontuzją. Od lat jest najlepszym ambasadorem polskiej piłki i nie tylko.
- Nigdy nie byłem idealny. Dziś mogę stwierdzić, że pewne rzeczy w moim wykonaniu były nie na miejscu, ale potrzebowałem czasu, by to zrozumieć - mówił Lewandowski i tego typu autorefleksji na pewno się nie spodziewaliśmy. Nagle 37-letni piłkarz, którego karierę śledzimy od ponad dwudziestu lat, ściągnął maskę, pod którą zabulgotały żywe emocje.
- Przez wiele lat nie akceptowałem w sobie słabości. W jednym meczu w kadrze przez godzinę grałem ze złamanym żebrem, mimo że cholernie bolało. Dziś podchodzę do wielu rzeczy z większym dystansem, luzem - komentował.
Kapitana kadry słuchało się na konferencji prasowej z zaciekawieniem, od początku do końca, jak dobrego podcastu. Każde zdanie miało swoją wagę. Nie były to powszechnie serwowane "banialuki" na tego typu spotkaniach z mediami, po których jedynie przewraca się wzrokiem, bo zawsze brzmią tak samo. Wtorkowa konferencja pozostawiła niedosyt, bo po ponad pół godzinie dobiegła końca.
Być może obserwujemy pewien przełom w zachowaniu Roberta Lewandowskiego - wyjście z roli, porzucenie potrzeby pokazywania się publicznie bez skazy, jako człowiek postępujący tak, jak wypada, pod linijkę, a nie, jak czuje.
Lewandowski mówił o swoich wadach, przed rozstawionymi kamerami, przed całą Polską. A to nowość. Pierwszy raz od dawna, a może nawet w ogóle, kapitan kadry wyszedł ze skorupy i pokazał na zewnątrz ludzką twarz, którą tak długo próbowaliśmy dostrzec w zbroi niezniszczalnego robota seryjnie pakującego piłkę do bramki rywali.
Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty
Już nic nie musi.
Już nie zależy mu na tym buraczanym polu tutaj.