Upada jedyny polski klub w Ukrainie. "Zawiesiliśmy treningi"

Facebook / Marek Horbań robi wszystko, by uratować Pogoń Lwów. Tak dużych problemów jeszcze jednak nie miał
Facebook / Marek Horbań robi wszystko, by uratować Pogoń Lwów. Tak dużych problemów jeszcze jednak nie miał

To może być definitywny koniec legendarnego polskiego klubu - Pogoni Lwów. Klub jest na skraju upadku, a do spłacenia zaległości za ten rok potrzeba około 250 tysięcy złotych. Z tego powodu wstrzymane zostały treningi wielu grup wiekowych.

W tym artykule dowiesz się o:

- Tak źle od czasów reaktywacji klubu w 2009 roku jeszcze nie było. Musieliśmy podjąć radykalne decyzje, bo od wielu miesięcy nie mieliśmy z czego wypłacać piłkarzom i trenerom choćby drobnych stypendiów. Robimy wszystko, by utrzymać skład i na wiosnę wrócić do rozgrywek. Los jest jednak niepewny - mówi wprost prezes Pogoni Lwów, Marek Horbań.

Jeszcze przed wojną klub dysponował budżetem około 500 tys. złotych, na które składały się dotacje z polskich instytucji, a także wsparcie od polskich firm działających w Ukrainie. Wraz z wybuchem wojny to drugie źródło utrzymania zniknęło, a przy rosnących cenach usług we Lwowie, klub zaczął mieć problemy z realizacją podstawowych potrzeb, jak wynajmowanie obiektów na treningi i opłacanie zawodników czy trenerów.

W tym roku klubowi udało się zebrać do tej pory zaledwie 230 tysięcy złotych, a potrzebnych jest przynajmniej drugie tyle. Bez tego nie uda się zamknąć roku, a los Pogoni może okazać się przesądzony. Obecnie w kasie klubu nie ma nawet drobnych pieniędzy na wynajem obiektów na treningi, nie mówiąc o 650 złotych stypendium dla członków pierwszej drużyny.

ZOBACZ WIDEO: Bramkarz popisał się kapitalnym trafieniem w Argentynie

Niedawno do działaczy zgłosił się nawet inwestor, który był gotowy odkupić klub.

- Gdybyśmy się zgodzili, to zaprzeczylibyśmy wszystkiemu, z czym kojarzona była Pogoń od początku swojego istnienia. Ta osoba miała zupełnie inną wizję prowadzenia klubu. Jesteśmy kontynuatorem tradycji przedwojennej Pogoni, która czterokrotnie zdobywała tytuł mistrzów Polski i wychowała wielu polskich olimpijczyków. Do ostatnich chwil będziemy walczyli o nasz klub - dodaje Horbań.

"Nasza codzienność nie jest kolorowa"

Pogoń od 2009 roku pokonał drogę od siódmego poziomu rozgrywkowego do czwartego, w którym występuje w lidze ukraińskiej nieprzerwanie od 11 lat. Cały czas wypełniając nie tylko sportową misję, ale przede wszystkim integrując Polaków urodzonych i mieszkających w Ukrainie. Zresztą do dziś w zespołach Pogoni w każdej kategorii wiekowej występują zarówno Ukraińcy, jak i Polacy. Zawodnicy grają w koszulkach z polskimi napisami i to mimo protestów innych klubów i oporu ukraińskiej federacji piłkarskiej.

- Niestety nasza codzienność nie jest kolorowa i musimy się przyzwyczaić, że jesteśmy takim klubem, który bardzo szybko odczuwa na własnej skórze wszystkie napięcia na linii Polska-Ukraina. Gdy niedawno dochodziło do tarć politycznych, to podczas naszych meczów od razu było to słychać w przyśpiewkach kibiców rywali. Często jesteśmy wyzywani, a na Ukrainie są regiony, które faktycznie nas nie lubią i głośno wyrażają swoją niechęć. Na szczęście spora grupa fanów we Lwowie uważa nas za rdzenie lwowski klub i ściskają za nas kciuki. Na naszych meczach pojawiają się nie tylko Polacy, ale także Ukraińcy - komentuje prezes.

Sami zawodnicy nie chcą jednak wypowiadać się o swojej grze w polskim klubie, a wojenna rzeczywistość nie jest dla nich łaskawa.

Dotrwają do kwietnia?

Jako że klub jest narażony na dodatkowe prowokacje, to o terminie rozgrywania meczów nie można informować publicznie. Fani dowiadują się o tym jedynie pocztą pantoflową. Kiedyś organizowano transmisje w internecie, ale dziś klub nie ma pieniędzy nawet na to.

- Życie we Lwowie to ciągła trwoga o to, co będzie jutro. Mnóstwo ludzi wyjechało ze Lwowa na zachód Europy, ale sporo też przyjechało z terenów wschodniej Ukrainy. Tym sposobem Lwów jest być może jednym z nielicznych ukraińskich miast, które ma obecnie więcej mieszkańców niż jeszcze przed wojną. Żyje się jednak tutaj coraz gorzej. Ceny są często wyższe niż w Polsce, a wynagrodzenia dużo niższe niż jeszcze kilka lat temu. Nasze pensje zjada inflacja, ale i tak najgorsza jest niepewność jutra. Rozpoczął się już sezon grzewczy, a to może oznaczać wzmożone naloty na infrastrukturę energetyczną. Rok temu, gdy organizowaliśmy mikołajki, to św. Mikołaj musiał przyjść z latarką, bo była akurat przerwa w dostawie prądu. Teraz znów jest obawa, że Rosjanie będą uderzać w elektrownie, a to z kolei znów uderzy w każdego Ukraińca. Trzeba będzie używać generatorów, a to znów podwyższy ceny praktycznie każdej usługi - dodaje Horbań.

Nadzieją na utrzymanie się klubu jest obecnie jedynie pomoc z Polski. W tym roku uzyskali 170 tys. złotych wsparcia do Senatu, a dodatkowe 60 tys. w ramach zbiórki wpłacili polscy kibice. To wciąż jedynie połowa potrzebnego budżetu, więc nie wiadomo, czy uda się dotrwać do kwietnia, kiedy będą przyznawane kolejne dotacje z Senatu RP.

Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty