Podczas meczu kwalifikacyjnego do Mistrzostw Świata 2026 pomiędzy reprezentacją Polski a Holandią doszło do incydentu wywołanego przez polskich kibiców. W drugiej połowie spotkania, w wyniku użycia rac, mecz został na kilka minut przerwany przez włoskiego sędziego Maurizio Marianiego.
Podczas 58. minuty spotkania na stadionie PGE Narodowy w Warszawie, grupa kibiców z sektora za polską bramką odpaliła kilkanaście rac, co zmusiło sędziego do przerwania gry. Przyczyną zachowania miało być niezadowolenie kibiców z braku możliwości wniesienia oprawy na mecz przez stowarzyszenie "To My Polacy".
Wielu zastanawiało się, jakie konsekwencje mogą spotkać Polski Związek Piłki Nożnej (PZPN). Kazimierz Oleszek, wieloletni delegat UEFA, potwierdził możliwość nałożenia na PZPN wysokiej kary finansowej.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Co oni zrobili! Niesamowity gol w ósmej sekundzie
- PZPN grozi wysoka kara finansowa, tym bardziej że nie był to pierwszy raz, kiedy polscy kibice dali znać o sobie - powiedział PAP Oleszek.
Jednak, jak zapewnił, zamknięcie stadionu nie jest obecnie rozważane, ponieważ incydent nie miał podłoża politycznego ani rasistowskiego, co zazwyczaj owocuje surowszymi konsekwencjami.
Podczas gdy race były zbierane z boiska, piłkarze obydwu drużyn czekali w pobliżu ławek rezerwowych, a część widzów wyrażała dezaprobatę gwizdami. Gra została wznowiona po około pięciu minutach, a zakończyła się remisem 1:1, co praktycznie zapewniło Holendrom awans na przyszłoroczny mundial, pozostawiając Polaków w walce o baraże.
Opisana sytuacja wywołała mieszane opinie wśród kibiców. Część z nich wyrażała niezadowolenie z działania swoich kolegów, co może wskazywać na rosnące napięcia wewnątrz społeczności fanów. Przypadki takie jak ten poddają w wątpliwość skuteczność dotychczasowych sankcji i mogą skłonić UEFA do rewizji swojej polityki dotyczącej kibiców.
W poniedziałek (17.11) reprezentacja Polski rozegra ostatni mecz w eliminacjach mistrzostw świata z Maltą na wyjeździe. Potem w 2026 roku czekają nas baraże.