W poniedziałek reprezentacja Polski zagra na wyjeździe z Maltą w ostatnim meczu eliminacji mistrzostw świata (godz. 20.45). Teoretycznie mamy jeszcze szanse na pierwsze miejsce w grupie, natomiast żyjemy nadzieją wyłącznie dzięki matematyce. W związku z tym można spodziewać się nieco innego składu niż miało to miejsce w piątek przeciwko Holandii.
- Oczywiście, że będą zmiany. Czasami z powodu kartek, innym razem z powodu kontuzji, jeszcze innym razem po prostu ktoś puka do reprezentacji, czeka na swoją szansę. I w jakimś momencie chcemy mu ją dać. Stabilizacja nie znaczy tylko i wyłącznie jedenastu czy trzynastu zawodników. To grupa - mniej więcej - dwudziestu zawodników. W takim gronie staramy się obracać, stąd też sytuacje, gdzie brakuje nam filara w obronie w postaci Jana Bednarka. Wchodzi ktoś inny i potrafi go dobrze zastąpić. Robi się taka grupa, która wie, że jeśli ktoś wypadnie, to jest zastępstwo i jest pewna gwarancja, że poziom drużyny nie ucierpi - mówił Jan Urban na konferencji prasowej.
Na logikę: zmiany mogłyby być w kontekście zawodników zagrożonych pauzą za kartki w meczu barażowym. Uważać muszą Piotr Zieliński, Jan Ziółkowski i Nicola Zalewski.
- Zawodnicy wiedzą, że mają kartki i może być taka sytuacja, ale to nie tak, że będziemy ich oszczędzać i w ogóle nie zagrają. Choć jeśli ktoś nie zagra, to może wcale nie z powodu kartek. W piłce tak dużo i tak szybko się zmienia, a my kolejne spotkania rozegramy za cztery miesiące. Dziś ktoś gra w klubie, a za cztery miesiące wypadnie i nie będzie grał. Nawet będąc podstawowym zawodnikiem reprezentacji być może nie zostanie powołany, bo nie grając przez dłuższy czas nie będziesz w odpowiedniej formie. Nie chcemy aż tak bardzo myśleć o kartkach - podkreślał selekcjoner.
ZOBACZ WIDEO: Tomasz Kędziora żałował jednego. "Remis trzeba szanować, ale mogliśmy wygrać"
Polska będzie zdecydowanym faworytem poniedziałkowego spotkania z Maltą, choć w piątek nasi najbliżsi rywale sprawili sporą niespodziankę i wygrali w Helsinkach z Finlandią 1:0.
- Chciałbym żebyśmy podeszli do tego spotkania tak samo, jak do Holandii, bo potknięcia z takimi przeciwnikami, z całym szacunkiem do reprezentacji Malty... Zdecydowanymi faworytami jesteśmy my, ale jeśli tylko troszeczkę się rozluźnisz, to może nas spotkać przykra niespodzianka. Przykładów jest mnóstwo: Duńczycy mieli wszystko w swoich rękach, potknęli się [z Białorusią - red.] i będą musieli grać o wszystko w ostatnim meczu. Dziś nikogo nie ogra się na stojąco. Nie spodziewam się wysokiego wyniku. Chciałbym, żebyśmy wygrali i po meczu rozmawiali o drużynie, która grała dobrze w piłkę - mówił Urban.
Stwierdził też, że nie wie, gdzie jest sufit reprezentacji Polski.
- W reprezentacji ciężko jest o nagłą rewolucję, bo nie ma meczów o nic. Rozegraliśmy kilka spotkań, jedno było towarzyskie, a tak zawsze gra się o coś. W większości trzeba pracować nad tym, by drużyna się rozumiała, była odpowiednia płynność w grze. Do tego potrzebna jest stabilizacja. W przeciwnym wypadku wygląda to inaczej. Trudno powiedzieć, gdzie jest sufit. Cieszę się, że ta drużyna się rozwija i wygląda to z meczu na mecz coraz lepiej - powiedział Urban.
- Wydaje mi się, że najważniejszą pracą było określenie szerokiej kadry, a później selekcja zawodników na wrześniowe zgrupowanie. I tam moim zdaniem cały sztab wykonał dobrą pracę. W późniejszym czasie tych zmian nie było dużo, ale jeśli już, to wynikały z kontuzji czy kartek. Oczywiście pojawił się zawodnik, którego chcieliśmy sprawdzić, ale kluczowe było dokonanie pierwszej selekcji - podsumował selekcjoner.
Początek meczu Malta - Polska w poniedziałek o godz. 20.45.