Podczas niedzielnego programu "Cafe Futbol" na antenie Polsatu Sport Roman Kosecki nie krył frustracji po wydarzeniach towarzyszących spotkaniu eliminacyjnemu Polski z Holandią. Choć drużyna Biało-Czerwonych zremisowała 1:1, a mecz dostarczył sportowych emocji, ekspert zwrócił uwagę na nieprawidłowości, które nie powinny mieć miejsca na takim poziomie.
Były reprezentant Polski poruszył m.in. temat rac, które wylądowały na murawie, a także zamieszania przy wejściach na stadion. Zwrócił uwagę na problemy związane z imiennymi biletami, które - jego zdaniem - nie powinny być przeszkodą dla widzów chcących obejrzeć mecz.
ZOBACZ WIDEO: Lewandowski zachwycony po meczu kadry. "Ciarki na całym ciele"
- Cała organizacja meczu, nie wpuszczanie ludzi... Ja mam imienny bilet, ale chcę oddać Romanowi, bo zachorowałem. Idź na mecz. Bilet ten jest dalej biletem na miejsce! Nieważne, czy jest napisane "Roman Kosecki" czy "Roman Kołtoń". Daję ci bilet na dane miejsce - mówił.
- Tam niech cię służby sprawdzą, pokazujesz bilet i wchodzisz na miejsce, bo nie chodzi o to, jak się nazywasz. Wielu ludzi nie wpuszczono. Wiele osób kupuje być może u koników te bilety i są tam już jakieś nazwiska, ale nie możesz zabronić człowiekowi wejść nawet z innym biletem! On idzie na miejsce, na stadion. Nie idzie tam robić jakichś zadym. Dane miejsce ma być zajęte i o tym zapomniano - podkreślił ekspert.
Kosecki sam padł ofiarą organizacyjnego chaosu. Jak opowiedział w programie, już samo przemieszczanie się po stadionie stanowiło spory problem. - Przejście w przerwie w meczu było tak bardzo wąskie. Raz cię sprawdzają... Chyba do dzisiaj mam pieczątkę. Potem dwa metry dalej znowu razem cię sprawdzają... Kocioł! Kocioł! Kocioł! - relacjonował na żywo.
Ostatni mecz eliminacji do mistrzostw świata Polska rozegra 17 listopada na wyjeździe z Maltą. Spotkanie odbędzie się o godzinie 20:45.