Reprezentacja Polski prosiła się o problemy w ostatnim meczu grupy G eliminacji MŚ 2026. Długimi momentami zanosiło się na niespodziankę, jednak podopieczni Jana Urbana ostatecznie wygrali 3:2 w spotkaniu wyjazdowym z Maltą.
Nieco kontrowersyjna sytuacja miała miejsce w 61. minucie tego spotkania. Irvin Cardona upadł na murawę po starciu z Jakubem Kiwiorem i początkowo sędzia Igor Pajac nie przyznał "jedenastki" gospodarzom.
ZOBACZ WIDEO: Tomasz Kędziora żałował jednego. "Remis trzeba szanować, ale mogliśmy wygrać"
Biało-Czerwoni wyprowadzili błyskawiczny kontratak - Michał Skóraś zabawił się z rywalem na lewej flance i wyłożył piłkę Karolowi Świderskiemu, który znalazł drogę do siatki. Kilka minut później okazało się, że gol Polaków nie został uznany. Po kilkuminutowej przerwie sędzia uznał, że Cardona uniknął pozycji spalonej i został sfaulowany pod bramką Polaków.
- Gdyby był spalony, to na pewno VAR by to odwinął. To było niecodzienne zdarzenie - padła bramka na 3:1 i sytuacja była sprawdzana. Od momentu, kiedy doszło do starcia w polu karnym Polaków, piłka cały czas była w grze, więc nie było przerwy. Gdyby była przerwa i po tym Polska strzeliłaby gola, to wiadomo, że bramka musiałaby być uznana. To byłaby nowa akcja, natomiast tutaj wszystko trwało w jednej akcji. Sędziowie mieli wręcz obowiązek zainterweniować, jeśli stwierdzili, że tam było przewinienie. Wszystko było zgodnie z procedurą i protokołem VAR - przyznał w rozmowie z WP SportoweFakty Adam Lyczmański.
Ekspert stacji Canal+ Sport miał pewne wątpliwości, ponieważ Cardona trochę dołożył od siebie po kontakcie z Kiwiorem. Mimo to chorwacki arbiter miał argumenty, by podyktować rzut karny.
- Nasz zawodnik dał argument sędziemu, bo po co ciągnął za koszulkę przeciwnika? Nie lubię takich rzutów karnych. Wolałbym, żeby ten rzut karny nie został podyktowany. Chciałbym, żeby w naszej Ekstraklasie takie karne też nie były dyktowane. Reprezentant Malty poczuł lekko dłoń na klatce piersiowej, miał podkurczone nogi i moim zdaniem to wszystko nie było w pełni naturalne. Powiedziałbym, że to taki mięciutki karny. Widzieliśmy żagiel na koszulce i to był wystarczający argument dla sędziów w tym przypadku. Sędzia główny nie miał wyjścia, gdy został zawołany. Boli ta decyzja, ale sędzia się obroni - podsumował Adam Lyczmański.
Rafał Szymański, WP SportoweFakty
Z nieba do piekła... CO TUTAJ SIĘ STAŁO
— TVP SPORT (@sport_tvppl) November 17, 2025
OGLĄDAJ #MLTPOL https://t.co/UUT62L6L2U pic.twitter.com/G2llquY2yR