Poniedziałkowy wieczór nie był dla Biało-Czerwonych łatwy. Reprezentanci Malty napsuli im sporo krwi, jednak w ostatecznym rozrachunku Polska wygrała 3:2. Już wcześniej było jasne, że nasza drużyna na drugim miejscu zakończy zmagania w grupie G eliminacji MŚ 2026.
Pięć minut przed upływem podstawowego czasu Piotr Zieliński zwycięskim golem uratował przed wpadką kadrę prowadzoną przez Jana Urbana. Sylwester Czereszewski spodziewał się, że Malta może postawić Polsce twarde warunki na własnym stadionie.
- To nie przypadek, że Malta wygrała ostatnio z Finlandią. Naprawdę to już nie jest Malta, która tylko się broni i oddaje 2-3 strzały przez 90 minut. Grali fajnie piłką. Z takim rywalem mogło być różnie. Pierwsza połowa na pewno była słaba w naszym wykonaniu, druga - zdecydowanie lepsza. Bardzo dobrą zmianę dał Świderski za Zalewskiego, bo rozruszał to wszystko z przodu. Nie ma co ukrywać, Zalewski był najsłabszym zawodnikiem w tym dwumeczu, ale i tak jestem pewien, że on będzie zawodnikiem, który będzie decydował o obliczu naszej reprezentacji - skomentował nasz rozmówca.
ZOBACZ WIDEO: Bohater Polaków z uśmiechem o współpracy z Lewandowskim. "Super się uzupełniamy"
"Był to jakiś sygnał ostrzegawczy"
Bilans Urbana na stanowisku selekcjonera to cztery zwycięstwa i dwa remisy. To jednak pewien paradoks, że w meczach z Holendrami Polacy wyglądali lepiej niż na tle reprezentantów Malty.
- Strzeliliśmy trzy bramki i mieliśmy dużo sytuacji. Oni też mieli kilka, dochodzili do głosu. Zresztą trener Urban mówił przed meczem, że to jest zespół, który gra w piłkę i chce rozgrywać od tyłu. Nawet dobrze się ich oglądało. Wiadomo, że zawsze na wyjazdach z takimi zespołami trochę inaczej się gra. Jest w głowie, że trzeba ten mecz wygrać - nie tak, jak z Holandią. Jest takie oklepane powiedzenie, że nie ma już słabych zespołów. Nie ma takiego trenera na świecie, który u siebie grałby tak samo jak na wyjazdach. W głowach piłkarzy pojawiają się myśli, że to jednak jest wyjazd, trochę inny stadion, inni kibice, chociaż tutaj było dużo Polaków. Był to jakiś sygnał ostrzegawczy, ale spodziewałem się takiej Malty - kontynuował ekspert.
Goście nie najlepiej weszli w mecz. Patrząc w przeszłość, Polacy nigdy wcześniej nie stracili ani jednego gola w meczach z tym przeciwnikiem, natomiast Bartłomiej Drągowski skapitulował dwukrotnie - po strzałach Irvina Cardony i Teddy'ego Teumy.
- Początek meczu był dość wyrównany, graliśmy wolno. W drugiej połowie zdecydowanie lepiej to wyglądało. Graliśmy szybciej i myśleliśmy, że po trafieniu Świderskiego będzie po meczu, ale okazało się, że wcześniej był rzut karny. Wydawało się, że będzie łatwe zwycięstwo, zrobiło się 2:2. Mieliśmy trochę szczęścia przy golu Zielińskiego, bo piłka się odbiła. Jak widać, trzeba oddawać strzały nawet z 20-25 metrów. Wydaje mi się, że nigdy nie będziemy takim zespołem, który na wyjeździe strzeli pięć lub sześć goli Malcie i wróci do domu. Te drużyny są jednak coraz mocniejsze z roku na rok - nadmienił 23-krotny reprezentant Polski.
Na minus Kiwior i Zalewski
Pod względem indywidualnym meczu z Maltą nie będą dobrze wspominali Jakub Kiwior i Nicola Zalewski. Zdaniem naszego rozmówcy, pierwszy z nich stanowił zagrożenie pod własną bramką. Z kolei Zalewski nie zagrał na miarę swojego potencjału.
- Trzeba zauważyć, co zrobił Kiwior. Są takie miękkie karne, których sędziowie nie dyktują. Tutaj uważam, że prawidłowo podyktował. Wcześniej Kiwior jeszcze źle obliczył lot piłki. Popełnił dużo indywidualnych błędów. Uważam, że nie za bardzo nam pomagał. Można powiedzieć, że był zagrożeniem. Do bramkarza nie można mieć praktycznie żadnych pretensji, bo Drągowski dobrze grał na przedpolu, nie popełnił jakichś baboli. Kędziora mi się podobał. Był skuteczny. Widać, że mecz z Holandią nie był przypadkiem. Wyróżniłbym Kamińskiego i Skórasia. Może nie byli tak widowiskowi, jak w meczu z Holandią, ale widać, że potrafią robić indywidualne akcje. Grosik był też takim zawodnikiem, który wszedł na 10-15 minut i potrafił kiwnąć, dorzucić. Było stabilnie. Zalewski nie dojechał przez dwa mecze, ale poza tym wszystko było w normie. Po tym, co było za trenera Probierza, można powiedzieć, że cały czas idziemy w dobrym kierunku - podsumowała legenda Legii Warszawa.
W końcówce spotkania Polacy uciekli spod topora i mogą spokojnie czekać na czwartkowe losowanie, w którym poznają kolejnych rywali. Baraże o awans na mundial zostaną rozegrane pod koniec marca przyszłego roku.
- Może lepiej, że na tym etapie przydarzył się taki mecz jak z Maltą. Uważam, że zespół podejdzie całkiem inaczej do meczów barażowych. W barażach możemy być minimalnym faworytem, ale to wszystko będzie się rozstrzygało do ostatnich minut. Ciężko powiedzieć, bo z jednej strony jesteśmy hurraoptymistyczni, a z drugiej - teoretycznie możemy też nie awansować. Nawet gdybyśmy nie awansowali, choć tego nie zakładam, myślę, że za trenera Urbana i tak to wszystko poszło do przodu. Nie przegraliśmy jeszcze meczu, strzelamy bramki i gramy ofensywnie. Widać, że ten zespół ma potencjał. Nie trzeba bronić 4-5 zawodnikami i tylko przerywać, przeszkadzać rywalom. Taką reprezentację jak teraz chcemy oglądać. W barażach czeka nas dwumecz, więc na pewno nie będzie łatwo - zapowiedział Sylwester Czereszewski.
Rafał Szymański, WP SportoweFakty
a wynik poszedł w świat
Każdy mecz jest inny i ma różne znaczenie
Ale my lubimy narzekać