Z Malty Mateusz Skwierawski
Drużyna Jana Urbana wygrała 3:2, choć wynik do końca był niepewny. Grzegorz Mielcarski przeżył podobne spotkanie - za kadencji Fernando Santosa w eliminacjach Euro 2024.
Reprezentacja prowadziła wówczas w Kiszyniowie 2:0, ale przegrała z Mołdawią 2:3, co można uznać za jedną z najbardziej haniebnych porażek w historii polskiej piłki. Mielcarski był wówczas asystentem portugalskiego szkoleniowca.
- Czułem przed meczem z Maltą, że będą "ciężary", kłopoty. Wiem, jak trudno przestawić się na takie spotkanie. Gdy usłyszałem jeszcze słowa Maltańczyków po audiencji u papieża, że zdarzył się pierwszy cud, czyli ich wygrana z Finlandią na wyjeździe, to wiedziałem, że wyjdą na nas podwójnie nakręceni - mówi Mielcarski, współkomentator poniedziałkowego spotkania.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Co za sceny! Deszcz dał się we znaki... sędziemu
- Szczerze przyznam, podczas trwania meczu nie miałem myśli, że zobaczymy powtórkę z Mołdawii - twierdzi. - To, co wiąże te dwa spotkania, to fakt, że wtedy i na Malcie nasz zespół był zadowolony z wyniku, ale niespokojny. W Kiszyniowie prowadziliśmy 2:0, choć niepewność widać było gołym okiem. A Mołdawia nie stwarzała tyle zagrożenia, co Malta - porównuje.
Mielcarski stara się wytłumaczyć duże problemy reprezentacji w spotkaniu z outsiderem światowej piłki.
- Zawodnicy wiedzieli, że mają drugie miejsce w grupie i nikt im go nie zabierze. Nie graliśmy już o wynik, trudno było się nakręcić. Bardzo ważne, by taki mecz rozpocząć agresywnie, zdecydowanie w ataku. Dodatkowo pokazaliśmy Maltańczykom słabość. Przy okazji fauli cierpieliśmy. Czasem trzeba zrobić dobrą minę do złej gry. Nawet, jak po ostrym starciu coś nas boli. Wtedy trzeba "blefować" - analizuje.
- Szczególnie Kubie Kiwiorowi będzie śniło się to spotkanie. Popełnił dwa kluczowe błędy przy straconych golach - uzupełnia.
- Jest jednak pozytyw: szczęście było po naszej stronie. Gole Pawła Wszołka i Piotra Zielińskiego to pokazują. A graliśmy słabo - nie ukrywa nasz rozmówca.
Mielcarski zastanawia się, która twarz kadry Jana Urbana jest prawdziwa: z meczów wrześniowych i październikowych: z Holandią, Finlandią i Litwą, czy jednak z Maltą.
- Nad tym na pewno będą głowić się rywale, z którymi zmierzymy się w barażach - komentuje. - Ja wierzę, że prawdziwą twarzą pokazaliśmy w poprzednich spotkaniach - mówi.
- Takie mecze się zdarzają. Popełniliśmy z Maltą więcej błędów, niż przez całą kadencję Jana Urbana, we wszystkich formacjach. Oby więcej się to nie powtórzyło - kończy Grzegorz Mielcarski.