On już to przeżył. Grzegorz Mielcarski mówi o papieżu

WP SportoweFakty / Michał Chwieduk / Na zdjęciu: Grzegorz Mielcarski
WP SportoweFakty / Michał Chwieduk / Na zdjęciu: Grzegorz Mielcarski

- Gdy usłyszałem słowa Maltańczyków po audiencji u papieża, wiedziałem, co nas czeka - mówi Grzegorz Mielcarski, były reprezentant Polski i współkomentator meczu naszej kadry z Maltą (3:2) w eliminacjach mistrzostw świata 2026.

W tym artykule dowiesz się o:

Z Malty Mateusz Skwierawski 

Drużyna Jana Urbana wygrała 3:2, choć wynik do końca był niepewny. Grzegorz Mielcarski przeżył podobne spotkanie - za kadencji Fernando Santosa w eliminacjach Euro 2024.

Reprezentacja prowadziła wówczas w Kiszyniowie 2:0, ale przegrała z Mołdawią 2:3, co można uznać za jedną z najbardziej haniebnych porażek w historii polskiej piłki. Mielcarski był wówczas asystentem portugalskiego szkoleniowca.

- Czułem przed meczem z Maltą, że będą "ciężary", kłopoty. Wiem, jak trudno przestawić się na takie spotkanie. Gdy usłyszałem jeszcze słowa Maltańczyków po audiencji u papieża, że zdarzył się pierwszy cud, czyli ich wygrana z Finlandią na wyjeździe, to wiedziałem, że wyjdą na nas podwójnie nakręceni - mówi Mielcarski, współkomentator poniedziałkowego spotkania.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Co za sceny! Deszcz dał się we znaki... sędziemu

- Szczerze przyznam, podczas trwania meczu nie miałem myśli, że zobaczymy powtórkę z Mołdawii - twierdzi. - To, co wiąże te dwa spotkania, to fakt, że wtedy i na Malcie nasz zespół był zadowolony z wyniku, ale niespokojny. W Kiszyniowie prowadziliśmy 2:0, choć niepewność widać było gołym okiem. A Mołdawia nie stwarzała tyle zagrożenia, co Malta - porównuje.

Mielcarski stara się wytłumaczyć duże problemy reprezentacji w spotkaniu z outsiderem światowej piłki.

- Zawodnicy wiedzieli, że mają drugie miejsce w grupie i nikt im go nie zabierze. Nie graliśmy już o wynik, trudno było się nakręcić. Bardzo ważne, by taki mecz rozpocząć agresywnie, zdecydowanie w ataku. Dodatkowo pokazaliśmy Maltańczykom słabość. Przy okazji fauli cierpieliśmy. Czasem trzeba zrobić dobrą minę do złej gry. Nawet, jak po ostrym starciu coś nas boli. Wtedy trzeba "blefować" - analizuje.

- Szczególnie Kubie Kiwiorowi będzie śniło się to spotkanie. Popełnił dwa kluczowe błędy przy straconych golach - uzupełnia.

- Jest jednak pozytyw: szczęście było po naszej stronie. Gole Pawła Wszołka i Piotra Zielińskiego to pokazują. A graliśmy słabo - nie ukrywa nasz rozmówca.

Mielcarski zastanawia się, która twarz kadry Jana Urbana jest prawdziwa: z meczów wrześniowych i październikowych: z Holandią, Finlandią i Litwą, czy jednak z Maltą.

- Nad tym na pewno będą głowić się rywale, z którymi zmierzymy się w barażach - komentuje. - Ja wierzę, że prawdziwą twarzą pokazaliśmy w poprzednich spotkaniach - mówi.

- Takie mecze się zdarzają. Popełniliśmy z Maltą więcej błędów, niż przez całą kadencję Jana Urbana, we wszystkich formacjach. Oby więcej się to nie powtórzyło - kończy Grzegorz Mielcarski.

Komentarze (3)
avatar
Kamilek1991
18.11.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Powtarzam po raz 100 najgorszy to był widły w gnoju ala Wiśniewski. Chłop nawet biegać nie potrafi a w kadrze gra. 
avatar
Dziad Parchaty
18.11.2025
Zgłoś do moderacji
2
1
Odpowiedz
Takie słabe mecze reprezentacji to kara za to, że krzyż pański który zwiastował Pannie Maryji nie został jeszcze odnaleziono, a minęło już 15 lat od jego zaginięcia. Na początku były protesty, Czytaj całość
avatar
Kazimierz Klimek
18.11.2025
Zgłoś do moderacji
5
3
Odpowiedz
szczerze mowiac - mecz o pietruszke i kibicowalem za Malta . Byloby fajnie jakby wygrali albo chociaz zremisowali. Szczegolnie po zachowaniach polskich kiboli. Psioczymy na rzekomych inzynierow Czytaj całość
Zgłoś nielegalne treści