Wyjazd Juventusu do Bodø zakończył się dodatkowymi ochłodzeniami - i to nie tylko z powodu temperatur w okolicach koła podbiegunowego.
Po zdobyciu trzech kluczowych punktów w Lidze Mistrzów Locatelli i jego koledzy spędzili noc w małym norweskim miasteczku, a ich powrót do Włoch miał odbyć w środę rano. Plany pokrzyżowała jednak pogoda.
ZOBACZ WIDEO: Krychowiak w swoim stylu. Sala od razu wybuchła śmiechem
Gwałtowny atak mrozu i silne porywy wiatru sparaliżowały lotnisko w Bodo, gdzie pasy startowe pokryła gruba warstwa lodu, zmuszając władze do odwołania wielu lotów i ograniczenia operacji ze względów bezpieczeństwa.
Lot czarterowy Juventusu, planowany na południe, kilkakrotnie przekładano. Drużyna dotarła na terminal około 12:45, a po kolejnych kontrolach i długim oczekiwaniu samolot uzyskał zgodę na start dopiero o 13:30, kierując się z Norwegii do Turynu.
Mimo zamieszania zespół zachował spokój. Opóźnienie nieznacznie zmieniło harmonogram treningów, ale połączony z wygraną mroźny wyjazd zapadnie piłkarzom w pamięć.