Był bliski reprezentacji. Teraz podbija Bundesligę

Getty Images / Pau Barrena / Na zdjęciu: Eugen Polanski
Getty Images / Pau Barrena / Na zdjęciu: Eugen Polanski

- Jestem dumny z bycia Polakiem i pracy w Bundeslidze. Wiem, że w innym przypadku taka szansa by mi się nie trafiła - mówi nam Eugen Polanski, trener Borussii Moenchengladbach.

Jeszcze latem Polanski miał intensywne rozmowy z Jerzym Brzęczkiem, był namawiany przez szkoleniowca do wspólnej pracy w reprezentacji Polski. Seniorską kadrę przejął jednak Jan Urban, Brzęczek trafił do młodzieżówki (U-21), a Polanski prowadzi pierwszy zespół Borussii M'gladbach w Bundeslidze. W czterech ostatnich meczach niemieckiej ligi wywalczył 10 punktów.

Wcześniej byłego piłkarza sondowała Legia Warszawa. - Były rozmowy, ale nie tak konkretne, bym podpisał kontrakt. Dostałem zapytanie, czy byłbym zainteresowany podjęciem pracy, ale dalej nie poszliśmy - mówił nam (TUTAJ).

Eugen Polanski to 18-krotny reprezentant Polski, uczestnik mistrzostw Europy w 2012 roku. Grał w Borussii, Getafe, Mainz i TSG Hoffenheim. Rozegrał ponad 250 meczów w Bundeslidze. Karierę zakończył w wieku 32 lat (w 2018 r.).

ZOBACZ WIDEO: Krychowiak w swoim stylu. Sala od razu wybuchła śmiechem


Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty: Propozycja od prezesów Borussii była dla ciebie zaskakująca? Od kilku lat prowadziłeś zespół rezerw.

Eugen Polanski: Mieliśmy dwie rozmowy już wcześniej, w poprzednich latach. Przedstawiłem wtedy swój pomysł na prowadzenie drużyny. Wydawało mi się, że jestem blisko, ale ostatecznie szansę dostawał inny trener. Nie obrażałem się, robiłem swoje, ale czułem, zwłaszcza w tym sezonie, że wkrótce mogę odejść. Chciałem iść na swoje. Zależało mi na samodzielnej pracy, miałem oferty z Polski, z Austrii, z Holandii, z drugiej ligi niemieckiej. Brałem pod uwagę wariant, że już zimą zmienię klub.

Stało się inaczej. Zostałeś wrzucony na głęboką wodę.

Nie ukrywam - mimo że czułem ogromną ekscytację, trochę nie spodziewałem się, że taka szansa przyjdzie tak szybko, bo już po trzeciej kolejce Bundesligi. To mój klub, w nim stawiałem pierwsze kroki w piłce, w Borussii debiutowałem w Bundeslidze jako zawodnik, wypromowałem się. Później wróciłem tu po karierze, prowadziłem grupy młodzieżowe, zespół rezerw w IV lidze.

Wierzyłeś w tę szansę?

Myślę, że nie byłoby takiej możliwości w innych okolicznościach. Tu się wychowałem. Wiem, że w innym przypadku taka szansa by mi się nie trafiła. Trudno o angaż w Bundeslidze bez doświadczenia w seniorskiej piłce.

Różnica jest ogromna. W rezerwach miałem w sztabie dziesięciu ludzi - asystentów, fizjoterapeutów. W pierwszym zespole jest ich trzydziestu sześciu, do tego jeszcze dwudziestu sześciu piłkarzy. Dużo rozmawiamy o drużynie, każdy chce mi pomóc, otaczają mnie fachowcy z dużym doświadczeniem. Mam 39 lat i naprawdę doceniam to, gdzie jestem. 

W Hoffenheim, w którym kończyłeś karierę, Julian Nagelsmann był jeszcze młodszy. Starsi byli od trenera nawet piłkarze, między innymi ty, co w 2016 roku nie było jeszcze tak popularne. 

A dla nas w Hoffenheim było zupełnie naturalne, że Julian przejął pierwszy zespół, bo świetnie radził sobie z młodzieżą. Od razu został przez drużynę zaakceptowany, mnie także imponował styl jego pracy, mimo że w ostatnim sezonie byłem głównie rezerwowym. Mogę powiedzieć, że Julian zainspirował mnie do pracy trenera, choć wtedy zupełnie o tym nie myślałem.

Powtarzał mi, żebym zaczął robić licencję, że nie pożałuję, bo mam dobre spojrzenie na piłkę i sprawdzę się w tej roli. Średnio podobała mi się taka perspektywa, ale OK, zacząłem zapisywać jego treningi.

Nagelsmann, obecny trener kadry Niemiec, zadzwonił z gratulacjami?

Dotąd regularnie wymienialiśmy się wiadomościami, ale śmieję się, że może to przegapił, bo jeszcze nie dzwonił! Chyba sam muszę do niego zadzwonić i się pochwalić. Cieszę się, że przebyłem podobną drogę, wiele się od niego nauczyłem i teraz mogę pracować samodzielnie.

Latem byłeś zamieszany w powrót do Polski i pracę w reprezentacji.

Rozmowy z trenerem Brzęczkiem stały na bardzo dobrym poziomie merytorycznym. Byłem gotowy podjąć to wyzwanie, pracować w jego sztabie w roli asystenta. Bardzo ucieszyłem się z takiej propozycji, czułem się wyróżniony. PZPN wybrał jednak Jana Urbana i temat upadł. Ważne, że poprawiły się wyniki pierwszej reprezentacji, a trener Brzęczek dobrze radzi sobie z młodzieżówką. Każdy z nas dobrze skończył. Jestem dumny z bycia Polakiem, fajnie, że mogę reprezentować Polskę w Bundeslidze.

Wyciągnąłeś Borussię z dużego kryzysu. Wygraliście po raz pierwszy dopiero w 8. kolejce, ale w czterech ostatnich spotkaniach zdobyliście aż 10 punktów.

Najtrudniej dotrzeć do głów zawodników w kryzysie i sprawić, by uwierzyli, że oni przecież mają umiejętności i potrafią dobrze grać w piłkę. Wiary zawsze dodaje pozytywny wynik i choćbyś mówił zawodnikom, jacy są dobrzy, porażka wszystko przekreśla. Przegrasz i w twojej głowie od razu pojawia się myśl: "Robię coś nie tak", choć niekoniecznie tak jest. Stawialiśmy małe kroki, od odpraw, po treningi. Chłopaki super pracowali.

W debiucie zacząłeś od remisu z Bayerem Leverkusen (1:1), ale później przyszła porażka z Eintrachtem i to 4:6. Co myślałeś na ławce, gdy przegrywaliście już 0:6?

Do przerwy rywal prowadził na naszym boisku 5:0. Chłopaki byli już nieprzytomni, nie wiedzieli, co mają robić. Nasze założenia błyskawicznie trafiły do kosza. Sam byłem w szoku widząc, co się dzieje. W przerwie nie zamierzałem ich dobijać i kopać leżącego. Na końcu to też ludzie. Byli już bez mocy. Myślę, że w przerwie tego spotkania miała miejsce najważniejsza odprawa, odkąd przejąłem zespół. Mówiłem im, że musimy z tego wyjść razem, jako drużyna, że chcę im w tym pomóc, ale muszą też pokazać jaja i ruszyć do ataku, zawalczyć o siebie.

Strzeliliśmy cztery gole, zmniejszyliśmy porażkę, a w następnych meczach widać było postępy. Najbardziej bolała mnie jednak późniejsza porażka z Unionem Berlin (1:3). Z boiska czułem, że wygramy. Nie ukrywam, naprawdę się wkur...em. Ważne, że zawodnicy też widzieli, że idziemy w dobrym kierunku i się nie załamali.

W efekcie dostałeś kontrakt do czerwca 2028 roku.

Nawet po porażkach dostawałem sygnały od ludzi z kierownictwa, że wierzą we mnie i w to, że moja praca się obroni. Rozmawialiśmy po pierwszym meczu, po trzecim, po piątym. Od początku wydawało mi się, że są do mnie pozytywnie nastawieni.

Borussia gra tak, jak chciałeś?

Jeszcze nie w stu procentach. Najpierw musiałem stworzyć drużynę i dostosować taktykę do wykonawców. Jest postęp, ale widzę możliwości rozwoju zespołu w obronie i ataku. Uważam, że i tak wyglądamy już lepiej z piłką przy nodze. Chcę utrzymywać się przy niej, kontrolować mecz, a po stracie błyskawicznie odbierać piłkę. Zawsze lubiłem porządek na boisku w połączeniu z szybkim przejściem do ataku i konkretami w ofensywie.

Będą transfery polskich zawodników do Borussii?

Jak dasz mi kasę, to na pewno! Zimą pewnie przeprowadzimy jakieś ruchy, zobaczymy, na co pozwoli nam budżet. Śledzę polski rynek, mamy dobrych, młodych zawodników - jakościowych i pracujących. Zawsze patrzyłem na charakter, a polski piłkarz nie boi się ciężko pracować. Rynek polski, słowacki i czeski jest obserwowany przez naszych skautów.

Wasz cel to walka o utrzymanie?

Nie, walka o trzy punkty w każdym spotkaniu. Takie mam podejście, nie myślę minimalistycznie. Na razie jesteśmy na dwunastym miejscu, mieliśmy trudniejszy czas, ale chcemy być lepsi z każdym meczem.

Rozmawiał Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty

Komentarze (3)
avatar
Kris Foina
2.12.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
A wy zawistne polaczki jak zwykle tylko krytyka, bo nie potraficie wyleczyć inaczej kompleksów 
avatar
Toruniak z Chelmionki
2.12.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Jesli jest dumny z bycia Polakiem ,to powinien miec na imie Eugeniusz a nie ...Eugen. 
avatar
Dziad Parchaty
2.12.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Dla was 12 miejsce w tabeli to - podbijanie bundesligi - haha? 
Zgłoś nielegalne treści