FC Barcelona wygrała z Atletico Madryt, ale mecz ten został zapamiętany nie tylko ze względu na wynik (3:1), ale i na fatalne pudło Roberta Lewandowskiego z rzutu karnego.
Był to drugi w tym sezonie niewykorzystany karny Lewandowskiego, co uruchomiło falę komentarzy. Napastnik uderzył mocno nad poprzeczką. Jan Tomaszewski łączy pomyłkę z kondycją i precyzją zawodnika oraz jego wiekiem.
ZOBACZ WIDEO: Krychowiak w swoim stylu. Sala od razu wybuchła śmiechem
- Jeśli nie trafia, to znaczy, że nie ma precyzji. Jeśli nie ma precyzji, to znaczy, że nie ma siły. Nie jest w stuprocentowym gazie - analizuje Tomaszewski.
- To wcale nie przeszkadza w tym, żebym ja stwierdził, że Robert jest najlepszym piłkarzem w historii polskiej piłki, bo najwięcej zdobył. Ale trzeba spojrzeć w PESEL - dodaje były bramkarz.
Tomaszewski od miesięcy postuluje inną rolę napastnika. - Robert powinien w drugiej połowie wychodzić na podmęczonego przeciwnika. Brakuje mu dynamiki, świeżości i siły - tłumaczy.
Były reprezentant Polski wskazuje też odpowiedzialnego za listę strzelców karnych. - Jeśli tego nie widzi pan Niemiec (Hansi Flick - dop. red.), to kto wyznacza do rzutu karnego? Trener ponosi winę za wszystko, bo jest dyrygentem - podkreśla.
Według Tomaszewskiego, system pracy wprowadzony przez Flicka przełożył się na urazy i wahania formy Barcelony. Zespół ma być "za silny na słabych i średnich, a za słaby na silnych" - ocenia rozmówca.