Parę dni temu oba zespoły grały ze sobą w Pucharze Polski. Trener Michal Gasparik wystawił mocny skład, John Carver rezerwowy, więc Górnik wygrał względnie spokojnie.
W piątek spotkanie toczyło się już w ramach rozgrywek Ekstraklasy, więc o żadnym rezerwowym składzie nie było mowy. Braki oczywiście były, bo w ekipie z Zabrza nie mogli wystąpić kontuzjowani Jarosław Kubicki i Lukas Ambros, natomiast po gdańskiej stronie brakowało wykartkowanego Iwana Żelizki. I ewidentnie mocniej brak swoich liderów odczuł zespół (jeszcze) lidera.
To był pokaz ofensywnego futbolu w wykonaniu Lechii. Skończyło się na pięciu bramkach, a gdyby gospodarzom wpadało absolutnie wszystko, to można było zakręcić się nawet w okolicach dwucyfrówki.
Bohaterów można wymieniać i wymieniać. Wśród tych negatywnych defensywy obu zespołów (ze wskazaniem na Górnik), natomiast chyba warto skupić się na tych, którzy błyszczeli najmocniej na połowie przeciwnika.
A tutaj oczywiście mamy Tomasa Bobcka, który zdobył kolejne dwie bramki i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. Do tego warto wymienić jedno nazwisko: Aleksandar Ćirković. Serb miał udział przy czterech bramkach, ale w statystykach zapiszemy mu "tylko" dwie asysty.
ZOBACZ WIDEO: Była 10. sekunda meczu. Niebywałe, co zrobił bramkarz
Co tu dużo mówić - od początku widać było niesamowity ogień w grze Lechii. Bardzo szybko gola strzelił Maksym Diaczuk, jednak został on anulowany po interwencji VAR, bo na centymetrowym spalonym był Matej Rodin. Tyle tylko, że gdańszczanie po chwili zaatakowali raz jeszcze i tu już nie było żadnych wątpliwości - Ćirković podał do Bobcka, a ten pewnym strzałem zza pola karnego zaskoczył Tomasza Loskę, który utrzymał miejsce w bramce Górnika po spotkaniu pucharowym.
Później o emocje zadbali... kibice Lechii, którzy odpalili tak dużo środków pirotechnicznych, że sędzia Paweł Malec musiał przerwać mecz (i to dwukrotnie) na łącznie ponad kwadrans.
To wybiło z rytmu gospodarzy, a podpięło do prądu Górnika, czego efektem był wyrównujący gol Patrika Hellebranda. Było jeszcze uderzenie Erika Janzy bezpośrednio z rzutu rożnego, gdy piłkę z linii bramkowej wybijał Tomasz Neugebauer.
Jednak w pewnym momencie przebudziła się Lechia i w cztery minuty dwa gole strzelił Kacper Sezonienko (przy tym drugim było trochę kontrowersji, bo asystujący mu Bobcek prawdopodobnie dotknął piłkę ręką). I kiedy wydawało się, że gdańszczanie zejdą na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem, to bardzo nieodpowiedzialnie we własnym polu karnym zachował się wspomniany już Neugebauer i szarpnął za koszulkę Sondre Lisetha. Arbiter podyktował "jedenastkę", którą pewnie wykorzystał Rafał Janicki.
Po przerwie Górnik starał się atakować, natomiast niewiele z tego wynikało. W dodatku goście popełniali koszmarne błędy w rozegraniu i nie radzili sobie z pressingiem Lechii (tak padła czwarta i piąta bramka dla gospodarzy). Wejście smoka zanotował Bohdan Wjunnyk, który trafił w jednym z pierwszych kontaktów z piłką.
Goście jeszcze próbowali cokolwiek wskórać, lecz nie mieli żadnych argumentów.
Miazga. Przepaść.
Lechia Gdańsk - Górnik Zabrze 5:2 (3:2)
1:0 Tomas Bobcek 7'
1:1 Patrik Hellebrand 35'
2:1 Kacper Sezonienko 45+4'
3:1 Kacper Sezonienko 45+8'
3:2 Rafał Janicki (k.) 45+17'
4:2 Tomas Bobcek 60'
5:2 Bohdan Wjunnyk 71'
Składy:
Lechia: Alex Paulsen - Tomasz Wójtowicz, Maksym Diaczuk, Matej Rodin, Matus Vojtko - Camilo Mena, Rifet Kapić, Tomasz Neugebauer, Kacper Sezonienko, Aleksandar Ćirković (69' Bohdan Wjunnyk) - Tomas Bobcek (70' Dawid Kurminowski).
Górnik: Tomasz Loska - Kryspin Szcześniak (68' Matus Kmet), Rafał Janicki, Maksymilian Pingot, Erik Janza - Ousmane Sow (89' Abbati Abdullahi), Bastien Donio (46' Kamil Lukoszek), Patrik Hellebrand, Goh Young-jun (68' Lukas Podolski), Maksym Chłań (82' Natan Dzięgielewski) - Sondre Liseth.
Żółte kartki: Neugebauer, Ćirković, Kapić, Diaczuk, Rodin (Lechia) oraz Dzięgielewski (Górnik).
Sędzia: Paweł Malec (Łódź).