Na początku sezonu hiszpańskie media jednym głosem i wieściły koniec Roberta Lewandowskiego w Barcelonie. Ich przepowiednie trafiały na podatny grunt. 37-latek stracił finisz okresu przygotowawczego i dwie pierwsze kolejki La Ligi z powodu urazu.
Potem miał problem ze złapaniem właściwego rytmu, a gdy się wydawało, że wrócił na dobre tory, nabawił się kolejnej kontuzji. Trzeciej tego samego rodzaju w ciągu pół roku. Coś takiego nie zdarzyło mu się nigdy wcześniej.
Mimo tych kłopotów "Lewy" sprawił, że hiszpańscy dziennikarze zmienili o nim zdanie. Nie tak skorzy do żegnania Polaka byli w rozmowach z WP SportoweFakty Mario Roldan i Ivan San Antonio z katalońskiego "Sportu" (TUTAJ i TUTAJ). Teraz narrację zmieniła też madrycka "Marca".
ZOBACZ WIDEO: Kołecki jasno o polskiej piłce. "Trudno mi znaleźć klub, któremu mógłbym kibicować"
"Barcelona nie podjęła jeszcze decyzji ws. Lewandowskiego, ale nie wyklucza, że Polak zostanie na kolejny rok, jeśli potwierdzi najwyższa formę z tego sezonu" - pisze Mari Carmen Torres.
Autorka zwraca uwagę, że tym razem w kontrakcie Lewandowskiego nie ma zawartej klauzuli umożliwiającej przedłużenie umowy po spełnieniu określonych warunków, jak miało to miejsce w sezonie 2023/24.
"Na początku sezonu był nieco w cieniu Ferrana. Kontuzje go nie oszczędzały. Jednak jest już na sto procent sprawny, a Hansi Flick ślepo mu ufa" - pisze Torres. Po drugim urazie Lewandowski szybko wskoczył do wyjściowego składu. Zagrał od pierwszej minuty z pięciu ostatnich meczach Barcelony w La Lidze i Lidze Mistrzów.
Łącznie w 16 występach w tym sezonie strzelił osiem goli. Jest drugim najlepszym strzelcem Barcy po Torresie, który ma na koncie 10 trafień zebranych w 18 meczach.
Kontrakt Lewandowskiego z Barcelona jest ważny do 30 czerwca 2026 roku, a to oznacza, że już od 1 stycznia 37-latek będzie mógł oficjalnie rozmawiać z chętnymi na jego usługi klubami, do których mógłby trafić 1 lipca na zasadzie wolnego transferu.