Od lat wiadomo, że Arkadiusz Milik dysponuje ogromnym potencjałem zwłaszcza na tle innych polskich napastników (wyłączając Roberta Lewandowskiego). 31-latek zrobił karierę na solidnym europejskim poziomie, chociaż nie da się ukryć, że gdyby nie kontuzje - prawdopodobnie osiągnąłby znacznie więcej.
Do Juventusu dołączył w sierpniu 2022 roku. Najpierw był wypożyczony z Olympique Marsylia, ale rok później turyńczycy zdecydowali się na transfer definitywny. Był cennym uzupełnieniem kadry i wchodził głównie z ławki rezerwowych.
ZOBACZ WIDEO: Krychowiak w swoim stylu. Sala od razu wybuchła śmiechem
Ostatni mecz Milika w klubie przypadł na 25 maja 2024 roku przeciwko Bologni w Serie A. Po sezonie udał się na zgrupowanie reprezentacji Polski, podczas którego zerwał więzadła w meczu towarzyskim z Ukrainą. Potem napastnik zmagał się z urazem kolana wymagającym dwóch operacji, co wykluczyło go z Euro 2024. Później doszły problemy mięśniowe, które uniemożliwiały regularne treningi i złapanie rytmu meczowego.
Były sygnały, że Milik wraca na właściwe tory, bowiem poleciał na Klubowe Mistrzostwa Świata i trafił do kadry na mecz z Manchesterem City. Finalnie nie zagrał ani minuty. Kolejny incydent odnotowano 25 lipca, gdy piłkarz doznał rany szarpanej kości piszczelowej podczas wypadku na siłowni. Ten epizod wydłużył przerwę i odsunął perspektywę powrotu na boisko.
"Szkoda, że to kończy się w taki sposób"
Czy to najgorszy transfer "Starej Damy" na przestrzeni ostatnich sezonów? - Pod niemal każdym względem - i bez realnej winy ze strony zawodnika - transfer Milika okazał się dla Juventusu nieudanym interesem. Od początku był to pewien hazard, biorąc pod uwagę historię jego kontuzji, która zdawała się pogarszać po tym pierwszym, niefortunnym sezonie w Napoli. Klub próbował ściągnąć go kilkukrotnie jeszcze przed jego przejściem do Marsylii, a jego pierwsze dwa sezony w Turynie zaczynały się obiecująco. Był solidnym zmiennikiem, nigdy nie narzekał na rolę rezerwowego napastnika i oferował cechy, których inni w ataku nie posiadali. Szkoda, że wszystko kończy się w taki sposób, bez realnego terminu powrotu na horyzoncie - skomentował Rav Gopal z portalu juvenewslive.com.
Mirko Nicolino, dziennikarz bianconeranews.it, nie obwinia Polaka za zaistniałą sytuację: - Milik był świetnym napastnikiem i Juventus dobrze zrobił, sprowadzając go. Nikt nie mógł przewidzieć tego, co obserwujemy w ostatnich miesiącach. Poważna kontuzja, dwie operacje. To nie pierwszy raz, kiedy coś takiego ma miejsce i choć to niefortunne, nie czuję potrzeby obwiniania ani zawodnika, ani klubu za tę sytuację.
Włoski klub wykonał ukłon w stronę piłkarza przechodzącego rehabilitację. Kontrakt Milika z Juventusem obowiązuje do czerwca 2027 roku. Umowę przedłużono w kwietniu, żeby móc rozłożyć jego wynagrodzenie.
- Z tego, co widzę, wobec Milika nie ma prawdziwej niechęci - raczej frustracja. Kibice akceptują, że przez długi okres jest poza grą. Gdyby Juventus nie miał alternatyw w ataku, poziom frustracji z pewnością byłby większy, ale że formacja ofensywna jest stosunkowo dobrze obsadzona, dominującym odczuciem jest po prostu nadzieja, że Arek w pełni wyzdrowieje i wróci do czegoś zbliżonego do swojej najlepszej formy - stwierdził Gopal.
W sprawie Milika pojawiają się sprzeczne doniesienia. Serwis kanalsportowy.pl podał, że zawodnik w minionym tygodniu wznowił treningi z resztą drużyny Juventusu. Z kolei Sebastian Staszewski na platformie X przekonywał, że piłkarz ćwiczył jedynie indywidualnie. Trudno więc mówić o jakimkolwiek przełomie.
Postawili na nim krzyżyk
Juventus przestał liczyć na Milika, o czym świadczy fakt, że przed sezonem klub ściągnął Loisa Opendę oraz Jonathana Davida. Pierwszym wyborem trenera Luciano Spallettiego był Serb Dusan Vlahović, który ostatnio też doznał kontuzji.
- Nie sądzę, aby Milik został przywrócony do składu. W tej chwili uważam również, że transfer będzie trudny z powodu jego stanu zdrowia, który owiany był pełną tajemnicą - tłumaczył Nicolino.
Według Gopala nie zanosi się, że Milik wróci do łask: - Na tym etapie wydaje się mało prawdopodobne, aby Milik ponownie zagrał w Juventusie. Ponieważ Vlahović wypadł na trzy miesiące, oczekuje się, że Jonathan David i Lois Openda przejmą rolę napastnika pod jego nieobecność. Brak potwierdzonej daty powrotu Arka i niewielka jasność co do jego aktualnego stanu sprawiają, że trudno wyobrazić sobie, iż ponownie wywalczy sobie miejsce w składzie. Moglibyśmy go nie zobaczyć aż do przyszłego roku, a nawet wtedy prawdopodobnie potrzebowałby kilku miesięcy, by dojść do formy pozwalającej wrócić na boisko. Bardziej realistycznym scenariuszem jest to, że wróci do pełni sił dopiero latem, a strony dojdą do porozumienia w sprawie rozwiązania kontraktu - zwłaszcza jeśli Juventus dogada się w sprawie nowej umowy z Vlahoviciem.
Jeśli chodzi o przyszłość Milika, zdania ekspertów są podzielone. Nasi rozmówcy nie widzą dla doświadczonego snajpera miejsca w drużynie z Allianz Stadium, jednak nasuwa się pytanie: jaki kierunek wybierze?
- Być może Milik skończy, grając w Arabii Saudyjskiej albo w USA... Turcja była realnym kierunkiem w niedalekiej przeszłości, ale dziś uważam to za mało prawdopodobne z powodów, o których wspominałem - podkreślił Nicolino.
Nazwisko gracza było wymieniane w kontekście Trabzonsporu i Samsunsporu. - Przenosiny do Turcji wyglądają na realny kolejny krok dla Milika, a MLS również byłaby prawdopodobnym kierunkiem. Gdy jest zdrowy, jest wzorowym profesjonalistą: ciężko pracującym napastnikiem, który wiele daje drużynie. Jest skuteczny pod bramką, jego zaangażowanie nigdy nie było kwestionowane, a intensywność pracy stoi na wysokim poziomie. Transfer przyszłego lata wydaje się nieunikniony, a takie ligi jak Turcja, MLS czy nawet Arabia Saudyjska mogą dać mu odpowiednie warunki, by odzyskać formę i przedłużyć karierę na wysokim poziomie. Nie jest całkowicie niemożliwe, że jeszcze zagra dla Juve... To po prostu bardzo mało prawdopodobne - ocenił Gopal.
Rafał Szymański, WP SportoweFakty