Legia Warszawa przegrała z Noa Erewan 1:2 i postawiła się pod ścianą w Lidze Konferencji.
Do przerwy wyglądało to optymistycznie, stołeczny zespół prowadził po bramce Milety Rajovicia, jednak w drugiej połowie wróciły koszmary i fatalne błędy w defensywie.
Gospodarze zdobyli dwie bramki i ostatecznie to oni cieszą się ze zgarnięcia pełnej puli.
- Kluczowy moment to nasz anulowany gol na 0:2 (-----> ZOBACZ). Nie wiem dlaczego nie zostało to zweryfikowane przez VAR. Wydaje mi się, że ten gol został strzelony prawidłowo - mówił trener Inaki Astiz na konferencji prasowej.
- Będąc na prowadzeniu powinniśmy dłużej utrzymać się przy piłce. Bramki straciliśmy po naszych błędach. Ten mecz to my przegraliśmy. Daliśmy przeciwnikowi moment, w którym poczuł, że może wygrać - stwierdził Astiz.
No właśnie, gospodarze uwierzyli, że można ten mecz wygrać. Bo w Legii już chyba nikt nie wierzy. Po spotkaniu w Armenii passa bez zwycięstwa została wydłużona do dziesięciu.
- Ja wierzyłem. Przed meczem i w przerwie byłem bardzo pewny, że wygramy. Wiem, że zawodnicy też. W trakcie spotkania różne rzeczy mogą się wydarzyć, ale trzeba wierzyć do końca - powiedział Astiz.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać