Na dwie kolejki przed końcem fazy ligowej Ligi Konferencji sytuacja Legii nie była łatwa. Warszawski zespół chcąc wyjść z grupy musiał w dwóch ostatnich spotkaniach solidnie zapunktować.
Swoje marzenia i plany miał rywal Wojskowych w 5. kolejce Noa Erewań. Drużynie z Armenii wygrana nad polskim zespołem dawała niemal pewność gry w fazie pucharowej.
Spotkanie kapitalnie rozpoczęło się dla wybrańców Inakiego Astiza. Już w 2. minucie uderzał z pola karnego Claude Goncalves, bramkarz odbił piłkę. Poprawiał Mileta Rajović, ale spudłował z bliska. Kilkadziesiąt sekund później napastnik Legii już się mógł ucieszyć. Goncalo Silva tak zagrywał do własnego bramkarza, że piłkę przejął Rajović, minął bramkarza i trafił do pustej bramki.
Po słabszym początku gospodarze poukładali grę i zaczęli szukać wyrównania. Kilka razy w polu karnym Kacpra Tobiasza zrobiło się niebezpiecznie. W 11. minucie mnóstwo szczęścia miała Legia. Z pola karnego w kierunku dalszego słupka uderzył Matheus Aias. Pomylił się o centymetry.
ZOBACZ WIDEO: Kadra, relacje z Lewandowskim i Urbanem. Jerzy Brzęczek gościem WP SportoweFakty
Bramkarz Legii musiał być czujny, ale bramkarskim kunsztem musiał się popisać tylko raz, kiedy w 19. minucie odbił uderzenie Marina Jakolisa. Akcje miejscowych były chaotyczne. Nerwowo grali jednak także goście z Warszawy.
Po dwóch kwadransach Wojskowi mogli podwyższyć wynik. Na strzał z ok. 16 metrów zdecydował się Ermal Krasniqi. Piłka poszybowała jednak ponad bramką. Dziewięć minut później w zamieszaniu piłkę w bramce miejscowych umieścił Steve Kapuadi. Sędzia gola nie uznał dopatrując się faulu na bramkarzu. Powtórki pokazały, że kontaktu pomiędzy Timothym Fayulu i Rajoviciem mogło nie być. VAR nie interweniował.
Legia dowiozła prowadzenie do przerwy. Po zmianie stron długo nie pozwalała rywalom na wiele. Sama dość nieśmiało szukała drugiej bramki. W 57. minucie moment nieuwagi kosztował warszawski zespół bardzo drogo. Prawą stroną z dużą łatwością w pole karne wszedł Nardin Mulahusejnoviić i z linii końcowej wycofał na szósty metr. Nadbiegający Matheus Aias wbił piłkę do siatki.
Po trafieniu na 1:1 gospodarze ruszyli po drugie trafienie. Goście nie byli w stanie zagrozić rywalom. Tragicznie w ofensywie prezentował się Rajović. Dużo lepiej wyglądała gra snajpera miejscowych. W 66. minucie Matheus Aias mógł zdobyć swoją drugą bramkę w spotkaniu. D szczęścia zabrakło mu niewiele.
Polski zespół miał duże problemy w defensywie. Legia przetrwała trudniejszy moment. Efekt dały przeprowadzone w 72. minucie zmiany. Goście jednak tylko na moment stonowali rywali. W ofensywie wciąż mieli Rajovicia, któremu do optymalnej formy daleko.
Sporo szczęścia zespół Astiza miał w 80. minucie. Z pola karnego w kierunku dalszego słupka uderzył Helder Ferreira. Pomylił się o centymetry. Gospodarze w końcu zadali cios. Na sześć minut przed końcem tragiczne w tyłach zachowali się Arkadiusz Reca i Steve Kapuadiego, którzy wyłożyli piłkę Mulahusejnovicowi, a ten uderzył obok Tobiasza.
Przegrywając polski zespół nie był w stanie poważniej zagrozić rywalowi i doznał kolejnej porażki w Lidze Konferencji. Za siedem dni Legia z Lincoln zagra już tylko o uratowanie honoru.
Noa Erewan - Legia Warszawa 2:1 (0:1)
0:1 - Mileta Rajović 3'
1:1 - Matheus Aias 57'
2:1 - Nardin Mulahusejnovic 84'
Składy:
Noa Erewań: Timothy Fayulu - Nathanael Saintini (88' Sergey Muradyan), Goncalo Silva, David Sualehe - Eric Boakye, Helder Ferreira, Takuto Oshima, G. Thorarinsson (90+2' Yan Eteki) - Marin Jakolis (72' Gustavo Sangare), Nardin Mulahusejnovic - Matheus Aias (72' Alen Grgic).
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz - Paweł Wszołek, Kamil Piątkowski, Steve Kapuadi, Arkadiusz Reca - Claude Goncalves (77' Rafał Augustyniak), Damian Szymański - Ermal Krasniqi (81' Antonio Colak), Kacper Urbański (72' Kacper Chodyna), Ruben Vinagre (72' Bartosz Kapustka) - Mileta Rajović (81' Wahan Biczachczjan).
Żółte kartki: Aias (Noa) oraz Szymański (Legia).
Sędzia: Bulat Sariyev (Kazachstan).