Legia Warszawa świetnie rozpoczęła wyjazdowy mecz 5. kolejki fazy ligowej Ligi Konferencji z Noa Erewan. Już w trzeciej minucie Mileta Rajović wykorzystał fatalny błąd obrony gospodarzy i otworzył wynik. W 39. minucie mogło być 2:0 ale sędzia nie uznał gola Steve'a Kapuadiego z powodu dyskusyjnego faulu Rajovicia na bramkarzu rywali, Timothym Fayulu.
W drugiej połowie do głosu doszli jednak gospodarze. Odwrócili losy meczu przy wydatnej pomocy "Wojskowych".
ZOBACZ WIDEO: Kadra, relacje z Lewandowskim i Urbanem. Jerzy Brzęczek gościem WP SportoweFakty
W 57. minucie Legia wykonywała rzut z autu na własnej połowie. Piłkarze Noa założyli skuteczny pressing. Piłkę przejął Nardin Mulahusejnović, który z ogromną łatwością wbiegł w pole karne między dwoma obrońcami polskiej drużyny i zagrał do ustawionego na piątym metrze Matheusa Aiasa, który tylko dopełnił formalności.
Drugi gol dla gospodarzy padł w jeszcze bardziej kuriozalnych okolicznościach. Jeden z obrońców wykonał długie podanie na pole karne Legii. Arkadiusz Reca strącił piłkę głową do tyłu, potem skiksował jeszcze Kapuadi. W efekcie Mulahusejnović znalazł się na czystej pozycji i posłał futbolówkę obok wychodzącego z bramki Kacpra Tobiasza.
Więcej bramek już nie padło, Noa Erewan mogła więc świętować wygraną 2:1. Obie bramki dla ormiańskiej ekipy zobaczycie poniżej.