Dziesięć meczów bez zwycięstwa. Legia Warszawa jest w potężnym kryzysie, a po czwartkowej przegranej w Armenii i niekorzystnych wynikach na innych stadionach stołeczny zespół stracił matematyczną szansę, by zagrać w Lidze Konferencji na wiosnę.
- Ciężko cokolwiek powiedzieć. Dobrze nam się ten mecz ułożył, szybko zdobyliśmy bramkę. Myślałem, że to nas poniesie, ale jednak - jak widać - nie. W drugiej połowie popełniliśmy głupie błędy i przegraliśmy mecz - mówił Damian Szymański na antenie Polsatu Sport.
Legia prowadziła z Noą Erewan po golu Milety Rajovicia, lecz w drugiej połowie gospodarze zdobyli dwie bramki i finalnie to oni cieszyli się z kompletu punktów.
- Jest nad nami jakieś fatum. Musimy się w końcu obudzić, bo to nie są żarty. Mam nadzieję, że wyjdziemy z tej sytuacji. To dotyka każdego z nas, wszystkich pracowników klubu i kibiców, ale też piłkarzy. Każdy próbuje, chce ten mecz wygrać. Mam nadzieję, że w końcu wyjdzie do nas słońce -mówił Szymański.
Pytanie rodzi się jedno: dlaczego Legia w ogóle znalazła się w takiej sytuacji?
- Próbujemy rozmawiać ze sobą, motywować się. Nie wiem, czasami może brakuje trochę chłodnej głowy w sytuacji strzeleckiej, zimnej krwi albo też lepszego zachowania w obronie. Każdy jest winny tej sytuacji. Trzeba się uderzyć w pierś i pracować tak mocno, jak się da - podsumował pomocnik warszawskiej drużyny.
ZOBACZ WIDEO: Huknął jak z armaty! Bramkarz nie miał żadnych szans