Jagiellonia Białystok przegrała 1:2 (1:1) z Rayo Vallecano w ramach 5. kolejki fazy ligowej Ligi Konferencji. Bohaterem meczu został strzelec zaskakującego gola z 61. minuty Alfonso "Pacha" Espino, który później okazał się zwycięski. - Bardzo cieszę się z tego trafienia. W pierwszym momencie pomyślałem o ojcu, którego straciłem tydzień temu - wyznał dziennikarzom po ostatnim gwizdku sędziego.
- To było moje pierwsze dotknięcie piłki po wejściu na boisko. Pep Chavarria podał mi na lewym skrzydle i pobiegłem. Podniosłem głowę, a bramkarz zbiegł do środka, więc posłałem "rakiętę" w kierunku bramki. Na szczęście wpadło do siatki - opowiadał dalej 33-latek.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać
Występ Espino w meczu Rayo z Jagiellonią długo stał pod znakiem zapytania. Ostatecznie jednak zawodnik pojawił się w kadrze i w końcu na boisku. - Mój tato chciał żebym grał w piłkę i uwielbiał mnie oglądać. Musiałem być tu z tymi ludźmi dla niego - przyznał.
- W ciągu ostatniego miesiąca byłem trzykrotnie w Urugwaju. Mogłem liczyć na duże wsparcie klubu i kolegów, którzy traktowali mnie wspaniale. Tak samo zresztą sztab szkoleniowy. To wszystko było dla mnie bardzo ważne - dodał piłkarz drużyny z osiedla Vallecas w Madrycie.
Przed meczem Rayo z Jagiellonią autokar kibiców z Hiszpanii został zaatakowany na drodze w Polsce przez grupę chuliganów. Espina pośrednio odniósł się do tego zdarzenia. - Nasi fani przeżyli spore komplikacje w poprzednią noc i chcielibyśmy im szczególnie podziękować za to, że nam towarzyszą. Wspierają nas cały czas i to jest niesamowite - podkreślił.
- Zagraliśmy trochę lepiej niż wcześniej w Szwecji i na Słowacji, więc tym razem na szczęście odnieśliśmy zwycięstwo. Mamy już 10 punktów i awans. Mam nadzieję, że za tydzień uda nam się zakończyć w TOP8 przy własnych trybunach. Nie byłoby lepszej nagrody niż zamknięcie roku w ten sposób. Wcześniej musimy też wygrać w La Liga i dobić do 20 punktów - podsumował Urugwajczyk.
Kuba Cimoszko, dziennikarz WP SportoweFakty