Głośny transfer Antonio Colaka do Legii Warszawa latem 2025 roku miał być szybkim ruchem ratującym sytuację po kontuzji Jean-Pierre'a Nsame – a stał się jednym z symboli bolączek ofensywy stołecznej drużyny.
Największym problemem Colaka jest… brak goli. Od momentu podpisania kontraktu nie strzelił jeszcze bramki dla Legii, mimo pojawiania się na boisku w Ekstraklasie i europejskich pucharach. To fakt, który wytknęli mu byli reprezentanci, komentatorzy i byli piłkarze – m.in. Tomasz Hajto, który sarkastycznie ocenił jego grę i skuteczność.
- Colak zrobił flipa. Nie trafił w piłkę, wybił prawą na lewą i prawą wybił. Naprawdę, mocne wzmocnienie - powiedział Tomasz Hajto w nagraniu dla "Prawdy Futbolu".
ZOBACZ WIDEO: "Spróbujcie go powstrzymać". Z piłką wyczynia cuda
Transfer Colaka, który ma kontrakt z Legią do czerwca 2027 r., nie wypadł imponująco. Portal Transfermarkt wycenia napastnika na 600 tys. euro, a jego statystyki w stolicy pozostawiają wiele do życzenia.
Jest praktycznie pewne, że Legia Warszawa będzie zimą szukała nowego napastnika. Tym bardziej, że inny snajper - Mileta Rajović również prezentuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Legia ostatnie zwycięstwo odniosła 23 października nad Szachtarem Donieck (2:1) w Lidze Konferencji. Potem zremisowała w ligowym klasyku z Lechem Poznań (0:0) i odpadła z Pucharu Polski z Pogonią Szczecin (1:2). Po tym spotkaniu pracę stracił Edward Iordanescu, a drużynę przejął Inaki Astiz, który nie wygrał jeszcze meczu w roli pierwszego szkoleniowca.