W ostatnim czasie forma Piotra Zielińskiego wyraźnie skoczyła w górę i na szczęście wciąż rośnie. Na razie nic nie zapowiada gorszego okresu Polaka, a wręcz przeciwnie - wygląda na to, że może być tylko lepiej.
Co prawda jego statystyki nie są imponujące, bo w Serie A, Lidze Mistrzów oraz Pucharze Włoch rozegrał 18 meczów, strzelił dwie bramki i zanotował dwie asysty, jednak jeden z goli we włoskiej ekstraklasie uznano za najlepsze trafienie listopada w całej lidze (więcej TUTAJ).
ZOBACZ WIDEO: Kadra, relacje z Lewandowskim i Urbanem. Jerzy Brzęczek gościem WP SportoweFakty
To nie chwilowy progres
Zieliński pokazuje dobrą formę nie tylko w Interze Mediolan, ale również w reprezentacji Polski. Co więcej, wielu porównuje jego aktualną dyspozycję do czasów gry w Napoli, kiedy zdobył mistrzostwo kraju. Czy ma to sens?
- W pewnym stopniu tak, bo znowu widzę tę pewność z piłką, zdolność do dawania jakości między liniami i w ostatnim podaniu. W Interze jednak kontekst jest inny i zadania się różnią, ale idea pozostaje podobna. Środkowy pomocnik musi wpływać na grę techniką i czytaniem sytuacji. A kiedy jest w formie, potrafi dostosować się do kilku ról w środku pola, nie tylko jako mezzala (pomocnik częściej wspierający ofensywę - przyp. red.) - tłumaczy w rozmowie z WP SportoweFakty Filippo Conticello, dziennikarz "La Gazzetta dello Sport".
Coraz lepsze występy 105-krotnego reprezentanta Polski nie wynikają z przypadku, bo logiczne jest, że od lipca 2024 roku (wtedy dołączył do Interu) zdążył przystosować się do specyfiki gry w mediolańskiej ekipie. Teraz nasz rodak przeżywa jeden z lepszych etapów w karierze i można się zastanawiać, czy ten okres potrwa dłużej.
- Nie widzę w tym chwilowego "peaku". Bardzo się poprawia, zwłaszcza pod względem regularności i kondycji. Dziś znacznie lepiej funkcjonuje w mechanizmach Interu niż w poprzednim sezonie, co widać w decyzjach, tempie i jakości zagrań. Dostaje też więcej przestrzeni i minut, a gdy piłkarz czuje zaufanie i łapie rytm, rozwój staje się stabilny. Przy nieobecności Hakana Calhanoglu siłą rzeczy przejmie jeszcze więcej odpowiedzialności i dostanie kolejne szanse - ocenia Włoch.
W poprzednim sezonie, jeszcze za kadencji trenera Simone Inzaghiego, "Zielu" znajdował się nisko w hierarchii i wielu prognozowało, że latem odejdzie, nawet mimo zatrudnienia nowego szkoleniowca Cristiana Chivu. Nawet po zmianie trenera część ekspertów twierdziła, że Polak powinien odejść zimą. Tymczasem sytuacja zmieniła się o 180 stopni i to 31-latek należy dziś do grona zawodników najbardziej odpowiedzialnych za środek pola Interu.
Aczkolwiek liderami tej strefy nadal pozostają Hakan Calhanoglu, Nicolo Barella i Henrich Mchitarjan. Ta trójka gra w klubie z północy Włoch od kilku lat i wejście na ich poziom może wydawać się niemożliwe. Warto dodać, że kontrakt reprezentanta Polski wygasa w czerwcu 2028 roku.
- Nic nie jest niemożliwe. Ale mówimy o zawodnikach, którzy budowali swoją pozycję przez lata i mają bardzo specyficzne cechy. Barella stanowi wyjątkowy "silnik" zespołu, Mchitarjan imponuje doświadczeniem i świetnym czytaniem gry, a Calhanoglu jest technicznym punktem odniesienia w rozegraniu. Zieliński może zbliżyć się do tego poziomu, jeśli utrzyma obecny rozwój i regularność, a przede wszystkim jeśli dobrze wykorzysta przestrzeń, jaką dostanie w najbliższych tygodniach. Ponieważ Calhanoglu nie zagra w Genui, znaczenie Zielińskiego wzrośnie natychmiast i bardzo konkretnie - twierdzi nasz rozmówca.
Problemy Interu
W zeszłym sezonie Inter do końca walczył o potrójną koronę, ale w kwietniu, po porażce z AC Milanem w dwumeczu Pucharu Włoch 1:4, inne trofea również wymknęły mu się z rąk. Mimo awansu do finału Ligi Mistrzów mediolańczycy przegrali z Paris Saint-Germain aż 0:5, a w Serie A w ostatniej kolejce musieli uznać wyższość Napoli, które miało o punkt więcej.
Ten sezon miał być lepszy i choć drużyna rumuńskiego trenera gra solidnie, wciąż ma problemy z wygrywaniem z mocnymi rywalami w lidze i europejskich pucharach. Czy na wielki Inter trzeba poczekać do kolejnego sezonu pod wodzą Chivu?
- Nie uważam, że musimy czekać na drugi sezon, żeby zobaczyć pozytywne zmiany, bo drużyna zajmuje wysokie miejsce w tabeli (trzecie - przyp. red.) i udowodniła, że potrafi grać bardzo solidnie. Skok jakościowy przeciwko mocnym rywalom zależy często od detali: pojedynczych sytuacji, zarządzania trudnymi momentami czy absencji. Jednak przy zespole, który rośnie, i przy graczach takich jak Zieliński, którzy zyskują na znaczeniu i minutach, spodziewam się postępów już w tym sezonie - mówi dziennikarz "La Gazzetta dello Sport".
W niedzielę (14 grudnia) o 18:00 Inter zagra na wyjeździe z Genoą w ramach 15. kolejki Serie A. W ostatnim ligowym starciu drużyna Zielińskiego wygrała z Como aż 4:0. Czy możemy spodziewać się takiego samego widowiska w najbliższy weekend?
- Trudno to ocenić, bo to będzie zupełnie inny mecz, głównie z powodu wyjazdu do Marassi, przeciwnika grającego bardziej "brudny" futbol oraz kilku ważnych nieobecności. Po 4:0 z Como Inter pokazał dobry poziom i skuteczność, ale w starciu z Genoą spodziewam się bardziej wyrównanego spotkania. Celem będzie po prostu zwycięstwo, nawet bez powtórzenia takiej liczby goli - podsumowuje Filippo Conticello.
Olaf Kędzior, dziennikarz WP SportoweFakty