Wolverhampton Wanderers to zdecydowanie najgorsza drużyna w Premier League w tym sezonie. "Wilki" nie wygrały jeszcze ani jednego meczu, a w dotychczasowych meczach zdobyli marne trzy punkty.
To też najgorsza defensywa w Premier League, a tymczasem w sobotnim spotkaniu na Emirates Stadium Arsenal przez długi czas nie potrafił znaleźć sposobu na przebicie się przez defensywę przeciwnika.
Przewaga - była. Sytuacje - jakieś tak, ale czy klarowne? Tu można by polemizować. Dopiero w drugiej połowie Londyńczycy podkręcili tempo (dwie dobre okazje miał m.in. Declan Rice).
Bo przed przerwą tak naprawdę najlepszą szansę mieli goście po jednym z kontrataków, jednak Hwang Hee-chan (biegnący na bramkę z własnej połowy) dał się dogonić i finalnie oddał zbyt lekki strzał, więc David Raya nie dał się zaskoczyć.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać
Nie szło z gry, nie funkcjonowały stałe fragmenty, ale w 70. minucie wreszcie się udało. Bukayo Saka popisał się kapitalnym zagraniem bezpośrednio z rzutu rożnego, piłka trafiła w słupek, następnie w plecy interweniującego Sama Johnstone'a i zatrzymała się dopiero w siatce.
W bólach, ale finalnie "Kanonierzy" zgarnęli pełną pulę w starciu z czerwoną latarnią ligi. Inna sprawa, że w 90. minucie kibice przeżyli szok - strzał rozpaczy zza pola karnego oddał Mateus Mane. Tor lotu piłki przeciął Tolu Arokodare i Raya skapitulował.
Sensacja? Otóż nie. W czwartej minucie doliczonego czasu w pole karne zacentrował Saka, a Yerson Mosquera główkował na tyle niefortunnie, że pokonał własnego bramkarza.
Arsenal FC - Wolverhampton Wanderers 2:1 (0:0)
1:0 Sam Johnstone (s.) 70'
1:1 Tolu Arokodare 90'
2:1 Yerson Mosquera (s.) 90+4'
Tabela: Premier League 2025/26, Piłka nożna