Londyński zespół świetnie spisuje się w trwającym sezonie, ale w sobotnim meczu nie mógł złapać odpowiedniego rytmu. Arsenal FC w pierwszej połowie nie zdołał oddać celnego strzału i gole w tej części gry nie padły.
Na trafienie trzeba było poczekać do 70. minuty. Wówczas gospodarze wykonywali rzut rożny i po dośrodkowaniu Bukayo Saki piłka odbiła się od słupka, a następnie od Sama Johnstone'a i wpadła do siatki.
ZOBACZ WIDEO: Huknął jak z armaty! Bramkarz nie miał żadnych szans
Wydawać by się mogło, że będący w bardzo dobrej formie Arsenal nie wypuści już tej wygranej z rąk. Zespół Wolverhampton Wanderers walczył jednak ambitnie i taka postawa opłaciła się w 90. minucie.
W pole karne "Kanonierów" zagrywał Matheus Mane i Davida Rayę strzałem głową pokonał Tolu Arokodare. Sędzia doliczył sześć minut do podstawowego czasu gry i tyle wystarczyło, by wicemistrzowie Anglii zmusili przeciwników do błędu.
Saka ponownie dośrodkował, a Yerson Mosquera strzelił gola samobójczego. Arsenal wygrał 2:1 po emocjonującym spotkaniu, choć do siatki trafiali tylko zawodnicy "Wilków".