Pięć zwycięstw z rzędu i koniec. Raków Częstochowa zaprezentował się fatalnie w zaległym meczu 4. kolejki z Zagłębiem Lubin i finalnie przegrał 0:1 po golu Jakuba Sypka.
To było ostatnie spotkanie Marka Papszuna w roli Rakowa przed własną publicznością. Pożegnanie wyszło raczej kiepsko.
- Szkoda mi po ludzki zawodników. Jestem dumny z tego, co pokazali: mental, charakter, grając przez 55 minut w dziesięciu po 66 godzinach od meczu pucharowego. Taka jest piłka. Niestety jedna akcja przesądziła o wyniku. Bardzo żałuję, bo bardzo mi zależało, by wygrać ostatni mecz tutaj i skończyć rok na pierwszym miejscu - powiedział Papszun.
A dalej mieliśmy już stricte temat odejścia do Legii Warszawa, podziękowań. I nie tylko.
- Mimo sytuacji, która na końcu miała miejsce, na pewno do większości ludzi tutaj mam szacunek i tak też zostanie. Kto nie miał szacunku do mnie, ja tez nigdy nie będę go miał, ale to chyba jest normalne. Ta sytuacja dużo mnie nauczyła, dużo mi pokazała i wzmocniła więzi między moimi najbliższymi ludźmi, którym ufam, wierzę. To chyba największa wartość ostatnich tygodni - powiedział Papszun.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać
- Padły słowa, ale były też transparenty. To druga strona medalu. Uważam, że na takie transparenty sobie nie zasłużyłem. Nie mając kompletnej wiedzy należało się z tym wstrzymać. Ja nic złego nie powiedziałem. Powiedziałem to, co wszyscy wiedzieli. Wszyscy wiedzieli, że mam propozycję z Legii i chcę odejść. Ja to tylko potwierdziłem, a wylał się na mnie hejt i pojawiły transparenty o sprzedawczyku czy Judaszu. To poszło trochę za daleko. O dwa kroki za daleko. To chyba cywilizacja, XXI wiek i każdy człowiek ma prawo o sobie decydować. W żaden sposób przez tyle lat nie dałem argumentu, by o mnie w ten sposób myśleć. Byłem dziś na Jasnej Górze i widać było szacunek. Ludzie podchodzili do mnie, chcieli robić zdjęcia. Bardzo to doceniam. Nie mam złości, nie jestem w żaden sposób obrażony. Wręcz przeciwnie. Oczywiście znajdą się osoby, które zachowują się nagannie, ale ja to rozumiem. To emocje, piłka - przyznał Papszun.
- Odchodząc mam poczucie dobrze wykonanej pracy. Wróciłem tu na prośbę Michała Świerczewskiego i pomogłem znowu wejść na najwyższe obroty. Oczywiście to też mnie bardzo dużo kosztowało, zwłaszcza ogromnego poświęcenia i wysiłku - dodał.
- Dziś ta sytuacja z Legią czy po drodze z innymi klubami jest pokłosie wykonanej pracy. Mówiłem drużynie, że dzisiaj jesteście trochę ofiarami tego, że mnie wypromowaliście - podsumował trener Papszun.