Nie był to najgorszy mecz w tym sezonie. Raz atakowali jedni, raz drudzy. Co prawda oba gole padły po prostych błędach indywidualnych, ale wynik mógł pójść w każdym kierunku.
- Zobaczymy co powie trener Stolarski, ale to był taki mecz, gdzie jedna sytuacja mogła zdecydować, że jeden zespół wygra lub drugi. W pewnym momencie spotkanie było otwarte. Widowisko, ale tego można było się spodziewać, bo obie drużyny chcą grać proaktywnie, atakować, strzelać gole - mówił trener Adrian Siemieniec na konferencji prasowej.
- Poprzedni sezon skończyliśmy na trzecim miejscu, tę rundę również. I w tabeli za 2025 rok też jesteśmy na trzecim miejscu. Powiedziałem w szatni, że kwestię oceny zostawiam państwu, czy to dużo czy mało. Czy można było lepiej? Zawsze można lepiej - stwierdził.
A później przeszedł do kompletnie innego tematu.
- Jedna rzecz trochę męczy mnie od jakiegoś czasu. Nie jako trenera, ale męża i ojca. Mówię tu o sytuacji, która miała miejsce po decyzji o zwolnieniu Rafała Grzyba. Jako trenerzy jesteśmy narażeni na presję, ocenę. Czasami bierzemy odpowiedzialność za decyzje, których nikt nie chce podjąć. Taka nasza robota i musimy się liczyć z krytyką, czasami z hejtem, z tym że ktoś oceni nas z naszej perspektywy niesprawiedliwie, surowo. Taki sobie wybraliśmy zawód. Nikt nam pistoletu do głowy nie przystawiał - powiedział Siemieniec.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać
- Ale w przypadku naszych rodzin jest inaczej. To co spotkało przede wszystkim moją żonę... Kobieta mojego życia jest postawiona w sytuacji, gdzie w żaden sposób za nic nie jest odpowiedzialna, nie jest niczemu winna, dostaje bardzo dużo nieprzychylnych wiadomości, hejtu, na który kompletnie nie zasłużyła. Chciałbym w tym momencie powiedzieć: dość. Nie zasłużyliśmy sobie, by przeżyć coś takiego - mówił wyraźnie poruszony szkoleniowiec Jagiellonii.
A odnosił się do tego, że część kibiców zarzucała, że trener Grzyb (wcześniej asystent Siemieńca) został zwolniony, bo ich żony pokłóciły się ze sobą.
- To była tylko moja decyzja i ja jestem za nią odpowiedzialny. Ludzie mogą mnie za nią krytykować, mogą myśleć i pisać na mnie co chcą. Ale na mnie, bo to ja jestem trenerem Jagiellonii. Jest mi bardzo przykro i bardzo mnie to boli, że coś takiego się wydarzyło - mówił Siwmieniec.
- Na mnie ludzie mogą mówić i pisać co chcą, proszę bardzo, ale jako mąż i ojciec chcę stanąć w obronie mojej rodziny - podkreślił.
Ale aby Piast Gliwice wygral w potężnej stolicy Warszawa to Czytaj całość