Po ponad 16 latach dobiegła końca jedna z najdłużej utrzymywanych kibicowskich zgód na Śląsku. Górnik Zabrze i GKS Katowice zakończyły współpracę, która formalnie trwała od sierpnia 2009 roku. Dla wielu fanów był to szok - ostatnio oba kluby łączyły przecież nie tylko wspólne wyjazdy, ale i pełna mobilizacja podczas tzw. "meczów przyjaźni".
Informacja o zerwaniu zgody pojawiła się 13 grudnia i momentalnie wywołała duże poruszenie w środowisku kibicowskim. Jeszcze nie tak dawno Lukas Podolski, największa gwiazda Górnika, zasiadał w sektorze gości i dopingował GKS w wyjazdowym meczu z Rakowem. Teraz to już historia.
ZOBACZ WIDEO: Huknął jak z armaty! Bramkarz nie miał żadnych szans
Do sprawy odniósł się Paweł Bochniewicz, były zawodnik Górnika, a obecnie piłkarz holenderskiego Heerenveen. W swoim wpisie w mediach społecznościowych nie gryzł się w język. Zwrócił uwagę na kulisy funkcjonowania kibicowskich sojuszy, które - jego zdaniem - z piłką nożną nie mają dziś wiele wspólnego.
"Zgody i kosy polskich kibiców w tych czasach to mega śmieszny mechanizm. Banda dilerów, których w ogóle nie interesuje piłka nożna, dyktuje normalnym kibicom, kogo mają lubić albo nie, bo jakiś inny przestępca zaczął opowiadać na policji o swoich nielegalnych akcjach" - napisał Bochniewicz na platformie X.
Były reprezentant Polski poszedł jeszcze dalej. W jego ocenie całe to środowisko działa w rytmie doraźnych interesów i układów. "Potem inna grupa kryminalistów ich wyzywa, chyba że akurat pojawią się dobre warunki do wspólnych interesów, bo zwolnił się szlak narkotykowy. Wtedy nagle jest zgoda" - czytamy.
"A na końcu tego łańcucha czasami jeszcze próbują decydować, żeby piłkarz nie przechodził do klubu, z którym aktualnie jest kosa, mimo że to dla jego kariery lepsza opcja. No bo jak to tak?" - zakończył mocno piłkarz.
Nie dla swoich interesow poza boiskiem