Według dobrze poinformowanego Carlosa Moforta z katalońskiego dziennika "Sport", Pini Zahavi w imieniu Roberta Lewandowskiego miał przekazać Joanowi Laporcie, że jego klient jest skłonny do przedłużenia o rok wygasającego po sezonie kontraktu z Dumą Katalonii.
Zahavi miał argumentować chęć pozostania "Lewego" na Camp Nou tym, że kapitan reprezentacji Polski "czuje się być w dobrej formie i jest zmotywowany do dalszej gry w Barcelonie". Ponadto, według Moforta, za przedłużeniem pobytu w stolicy Katalonii jest żona piłkarza Anna, która "realizuje w mieście swoje projekty biznesowe, co wiąże ją z Barceloną"
ZOBACZ WIDEO: Kadra, relacje z Lewandowskim i Urbanem. Jerzy Brzęczek gościem WP SportoweFakty
W odpowiedzi Zahavi miał usłyszeć, że dla Barcelony jest jeszcze za wcześnie na podejmowanie ostatecznej decyzji ws. Polaka. Klub chce w pierwszej kolejności zobaczyć, jak "Lewy" zareaguje w decydującej fazie sezonu i jak sprawdzi się, gdy na początku 2026 roku kalendarz Barcy będzie napięty do granic możliwości.
W styczniu Barcelonę czeka aż osiem meczów w ramach La Ligi, Pucharu Króla, Superpucharu Hiszpanii i Ligi Mistrzów, a 37-letni napastnik ma od kilku miesięcy problemy mięśniowe, przez które albo nie jest w pełni dyspozycji, albo Hansi Flick w ogóle nie może grać pod uwagę.
Według Moforta, w Barcelonie oczekują od Lewandowskiego skuteczności z poprzednich sezonów, kiedy był najlepszym strzelcem drużyny i zdobywał decydujące bramki, co miałoby być adekwatne do dużego obciążenia, jakim jest dla budżetu klubu. W czwartym sezonie gry w Barcelonie ma zarobić 26 mln euro brutto.
Data spotkania Zahaviego z Laportą nie jest przypadkowa. Na mocy obowiązującego prawa piłkarskiego, "Lewy" już od 1 stycznia będzie mógł prowadzić oficjalne rozmowy z klubami zainteresowanymi zakontraktowaniem go od 1 lipca, gdy wygaśnie jego aktualna umowa z Barceloną.
Odpowiedzi ankietowanych: A/30 procent.. B/32 proc.. C/38 proc.