Janne Andersson, selekcjoner reprezentacji Szwecji w latach 2016-2023, po odejściu ze stanowiska, nie zdecydował się już na powrót do piłki nożnej. W listopadzie 2023 roku zrezygnował z zajmowanego przez siedem lat stanowiska po nieudanych eliminacjach Euro 2024, choć jego kontrakt mógł obowiązywać jeszcze do 2026 roku.
Andersson prowadził Szwedów w wygranym z Polską meczu na Euro 2020 (3:2) i w przegranym finale baraży o awans na mistrzostwa świata 2022 (0:2). Po rezygnacji z posady otrzymał propozycje pracy między innymi z Łotwy, Nigerii i Islandii, ale odrzucił je, deklarując definitywny koniec z futbolem.
- Otrzymałem dużo propozycji pracy, ale postanowiłem rozstać się z futbolem i nawet nie zamierzam wrócić do oglądania meczów na żywo - mówi trener, którego cytuje między innymi szwedzki dziennik "Aftonbladet".
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać
Były trener piłkarski obecnie inwestuje w wyścigi kłusaków jako współwłaściciel klaczy Nilla Lane. W tym roku zwierzę wystartowało w 30 wyścigach, wygrywając 17 z nich, co przyniosło Anderssonowi i jego partnerom 1,6 miliona koron szwedzkich, czyli około 620 tysięcy złotych zarobku.
- W każdą sobotę jestem na wyścigach i obstawiam. Premie za wyniki konia i zyski z zakładów sprawiają, że nie jestem biednym emerytem - opowiada.
Oprócz wspomnianej pasji, Andersson jest doradcą szwedzkiej federacji tenisa stołowego i angażuje się w akcje charytatywne. W maju uczestniczył jako wolontariusz w transporcie humanitarnym na Ukrainę.
Szwecja uznaje wyścigi kłusaków za jedną z dyscyplin narodowych. Obroty branży sięgają tam pół miliarda euro rocznie.
- 26 grudnia spędzę na torze Solvalla, gdzie Nilla Lane powalczy w finale mistrzostw kraju. Liczę na dużą nagrodę - już zapowiada były selekcjoner.