Kacper Potulski coraz mocniej zaznacza swoją pozycję w pierwszej drużynie 1.FSV Mainz 05. Na początku sezonu występował w rozgrywkach Ligi Konferencji. Pod koniec listopada zadebiutował w Bundeslidze, w przegranym 0:4 meczu z SC Freiburg, a w niedzielę znalazł się w podstawowym składzie swojej drużyny na wyjazdowe starcie z Bayernem Monachium.
Potulski miał swój wielki moment w doliczonym czasie pierwszej połowy. Wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Williama Boevinga z rzutu wolnego i uderzeniem głową doprowadził do wyniku 1:1. W rozmowie z TVP Sport przyznał, że była to dla niego wyjątkowa chwila.
ZOBACZ WIDEO: Kadra, relacje z Lewandowskim i Urbanem. Jerzy Brzęczek gościem WP SportoweFakty
- Było to dla mnie niesamowite przeżycie. Nie mogło być lepszego momentu na pierwszą bramkę w Bundeslidze. Bardzo się cieszę z gola w meczu przeciwko Bayernowi Monachium, przy pełnych trybunach, na tak dużym stadionie. Chcieliśmy bardzo szczelnie bronić i nie dać się Bayernowi rozpędzić. Oni mieli swoje sytuacje, ale dobrze wyglądaliśmy w defensywie, broniliśmy ich strzały i daliśmy radę urwać punkt - mówił.
W 67. minucie Mainz sensacyjnie objęło prowadzenie za sprawą Lee Jae-sunga. Bayern zdołał wyrównać w samej końcówce, a w utratę bramki zamieszany był Potulski, który w polu karnym faulował Harry'ego Kane'a. Sam poszkodowany w 87. minucie zamienił "jedenastkę" na gola.
- Kane wykorzystał swoje doświadczenie i szukał tego karnego. Sędzia zagwizdał i potem decyzja została podtrzymana. Szkoda, ale dla mnie jest to cenne doświadczenie i lekka nauczka na przyszłość, aby nie dawać arbitrom żadnych pretekstów. W kamerze też to wygląda inaczej niż z boiska - analizował tę sytuację Potulski.
Niespodziewany wyjazdowy remis z Bayernem może być dla Mainz cennym impulsem w walce o utrzymanie w Bundeslidze. Drużyna Potulskiego fatalnie rozpoczęła sezon i obecnie zamyka ligową tabelę. W 14 dotychczasowych kolejkach zdobyła tylko siedem punktów, tracąc cztery "oczka" do strefy barażowej.