Saul Niguez latem trafił do brazylijskiego CR Flamengo jako wolny zawodnik po tym, jak nie przebił się u Diego Simeone w Atletico Madryt. Hiszpan wykorzystał ostatnie wystąpienie medialne, by porównać klimat meczów w Madrycie i Rio de Janeiro.
Hiszpan przez wiele sezonów rywalizował z Realem Madryt, grając dla lokalnego rywala. W swojej karierze przegrał z "Królewskimi" 13 razy. Niguez zadrwił z atmosfery panującej na Santiago Bernabeu.
ZOBACZ WIDEO: Jan Urban jest lepszym selekcjonerem od Jerzego Brzęczka? "Nie ma odpowiedzi"
- Flamengo to coś więcej niż Real Madryt. Tak naprawdę Real nie ma prawdziwych kibiców. To prawda, jest sławny ze względu na wszystko, co zdobył, jest rozpoznawalny na całym świecie i ma swoich fanów, ale kiedy idziesz na stadion, nic nie czujesz - jego wypowiedź przytoczył dziennik "AS".
W minionym sezonie rozegrał 23 spotkania w barwach Flamengo i zauważył, że stadion w Rio oferuje o niebo lepszą atmosferę. Niguez odzyskał radość z gry w piłkę po opuszczeniu Starego Kontynentu.
- Z drugiej strony idziesz na Maracanę i tam trybuny zawsze są wypełnione. Na wyjazdach zawsze jest mnóstwo kibiców Flamengo. Graliśmy przeciwko Recife, które zmieniło stadion, żeby zmieścić naszych kibiców. Idziesz do Limy i to nasi fani wypełniają stadion, nie kibice Palmeiras. Wtedy przyznajesz: "to jest dopiero wielka publiczność" - tłumaczył.
Wypowiedź Nigueza odbiła się dużym echem zwłaszcza w Hiszpanii. Jego słowa nie spodobały się sympatykom Realu.