Trener Jacek Zieliński nie krył złości po sobotnim meczu z Motorem Lublin (0:2). Po raz kolejny Korona Kielce zagrała jedną słabą połowę i jedną zdecydowanie lepszą.
- Sami zgotowaliśmy sobie ten los. Niefrasobliwość w obronie w pierwszej połowie, przy obu bramkach zachowywaliśmy się trochę jak dzieci we mgle. Zawsze słynęliśmy z tego, że nasza defensywa była bardzo solidna, dobrze broniliśmy dośrodkowania, a dziś dwie sytuacje i straciliśmy dwie bramki - mówił trener Zieliński na konferencji prasowej.
- Po przerwie, przegrupowaniu się i przejściu na dwóch napastników wyglądało to lepiej, ale Brkić miał dzisiaj dzień konia, bronił wszystko co było możliwe. Niestety. Podejrzewam, że gdybyśmy grali do godz. 23, to też by nic nie wpadło. Wracamy bez punktów, rozczarowani, ale taka jest piłka - podkreślił trener Korony.
Pytanie rodzi się oczywiste: co się dzieje z Koroną, że nie potrafi rozegrać dziewięćdziesięciu minut na równym poziomie, tylko w każdym spotkaniu ma takie wahania formy?
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: pożar podczas słynnych derbów. Strażacy próbowali opanować żywioł
- Gdybyśmy potrafili odpowiedzieć na to pytanie, to pewnie by dzisiaj nie padło, tylko może wyglądałoby to inaczej. Sami się zastanawiamy z czego to wynika. Mecz dzisiejszy i te z Zagłębiem czy Lechem pokazują dwie diametralnie różne twarze tej drużyny. Musimy coś z tym zrobić - mówił trener Zieliński.
Wszystko zmienił gol stracony w 18. minucie. Do tego momentu - mimo wszystko - nic nie zapowiadało katastrofy.
- Czasem tak jest, że gra się fajną piłkę, ale dostaje się mocny cios, po którym człowiek znajduje się na kolanach. Najważniejsze jest wstać z tych kolan. A my żeśmy tak się dziś zbierali, że dostaliśmy drugi raz w papę i do przerwy już się nie podnieśliśmy. Liczyliśmy, że tak jak w meczu z Lechem strzelimy szybko gola kontaktowego i skoczymy jeszcze Motorowi do gardła. Niestety nie udało się - podsumował Zieliński.
- Poziom jest tak wyrównany, że bardzo ciężko jest zagrać dziewięćdziesiąt minut tak, jakbyśmy chcieli. W naszym przypadku to nie będzie możliwe, musimy się przyzwyczaić, że Motor będzie miał słabsze momenty w meczu. Cieszę się, że potrafimy rozgrywać pierwsze połowy tak, że dokumentujemy to bramkami. Oczywiście, że chciałbym w drugiej połowie dokładać kolejne bramki. Robimy wszystko, żeby te połowy były równiejsze, ale jeszcze nie jesteśmy w stanie tego zrobić - powiedział trener Motoru Mateusz Stolarski.