Było pięknie po golu Jonatana Brauta Brunesa. Później było tak sobie, gdy Fiorentina błyskawicznie doprowadziła do wyrównania. A finalnie jest nieszczególnie - wynik 2:1 po bramce straconej z rzutu karnego w trzeciej minucie doliczonego czasu gry nie sprawia, że drużyna Rakowa Częstochowa wyjeżdża z Florencji w dobrych nastrojach.
- W rewanżu będziemy robić wszystko, żeby odwrócić to, co się dziś wydarzyło. Dobrze weszliśmy w mecz, później było dużo szarpanej gry, przeciwnik miał swoje sytuacje, ale wiedzieliśmy, że trzeba będzie chwilę pocierpieć w niskiej obronie. Dobrze rozpoczynamy drugą połowę, otwieramy wynik. Niestety, to był dla nas mecz - lekcja. Duży niedosyt, bo dostajemy od razu bramkę. Trudny moment, zespół od razu musi się podnieść. Wydaje się, że skończy się remisem, bo dobrze broniliśmy kolejne sytuacje, nawet mieliśmy swoje momenty na połowie przeciwnika. Ręka, karny i kończy się 2:1. Duży niedosyt, sportowa złość - mówił trener Łukasz Tomczyk na konferencji prasowej.
- Towarzyszą mi różne emocje. Nie wygraliśmy, a jesteśmy w klubie, który chce wygrywać zawsze, wszędzie i wszystko. Ale z drugiej strony, gdy spojrzy się na to trzeźwo, wiedząc z kim grałeś i jak to wyglądało, co oferuje włoska piłka i jaki tu jest poziom, to dałeś radę. Dlatego ten dwumecz dalej jest otwarty - dodał Tomczyk.
Raków bardzo długo dobrze się bronił. W końcu jednak stracił gola po strzale zza pola karnego, a zwycięstwo gospodarze zapewnili sobie po przypadkowym rzucie karnym.
- Potrzebne jest w tym wszystkim trochę szczęścia. Mieliśmy zawodnika poza linią, zabrakło pewnie przesunięcia w pomocy. Zawodnik oddał bardzo dobry strzał. Nie wiem czy tak chciał, ale wyglądało jakby piłka zeszła mu na zewnętrzną część stopy. Zabrakło nam szczęścia, tak samo w końcówce, bo centymetry decydowały o rzucie karnym. Jakość indywidualna zawodników na naszym tle w pewnych momentach była widoczna - mówił Tomczyk.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Idealnie trafił w okno. I to dosłownie