Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Zamawiał dwanaście piw, a na kacu jadł śnieg. Niemiec, który miał podbić polską ligę

- Byłem alkoholikiem. Czasem zastanawiałem się: co ja, niemiecki piłkarz, robię w Polsce? W małym, gów***** pokoju, w ponurym mieście - w swojej książce opowiada o pobycie w Widzewie Ulrich Borowka.
Robert Czykiel
Robert Czykiel
Getty Images / Bongarts/Ronny Hartmann

Co pół roku do Lotto Ekstraklasy trafia wielu obcokrajowców. Często są to anonimowi piłkarze, którzy liczą, że Polska będzie dla nich oknem wystawowym do silniejszych lig europejskich. Rzadko się zdarza, aby na naszym podwórku pojawił się gracz, który w CV ma kilka prestiżowych trofeów. Dlatego w 1997 roku cały kraj był w szoku, gdy Widzew Łódź zdradził swój nabytek.

Ulrich Borowka (na głównym zdjęciu pierwszy z prawej) trafił do Widzewa, w którego składzie byli wówczas m.in. Maciej Szczęsny, Tomasz Łapiński, Mirosław Szymkowiak czy Marek Citko. W jednej chwili wszystkie ówczesne gwiazdy zespołu znalazły się w cieniu Niemca, którego dotychczasowa kariera powalała na kolana.

Obrońca przez lata grał w Bundeslidze w Borussii M'gladbach oraz Werderze Brema. Na koncie miał dwa mistrzostwa kraju, dwa razy wygrywał Puchar Niemiec, Puchar Zdobywców Pucharów, a do tego sześć występów w reprezentacji. Miał wprawdzie 34 lata, a jego ostatnim klubem był Hannover 96, ale kibice wierzyli, że do Widzewa przyszła gwiazda, która nakryje kapeluszem wszystkich rywali.

Tygodnik "Piłka Nożna" jednak ostudził optymizm łodzian. Wiele osób pomijało fakt, że Borowka jest już po prostu wrakiem człowieka. Z Werdera wyrzucono go za alkoholizm w bardzo zaawansowanym stadium, a do tego miał na karku przemoc domową.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Grosicki w "odwiedzinach" u królowej. Był tylko jeden problem

- Grając jeszcze w zespole z Bremy, trafił na czołówki gazet po pobiciu żony. I taki to właśnie "ananas" pojawił się w naszej ekstraklasie... Może w Widzewie liczą, że przy Marku Citce nawróci się Ulrich Borowka na drogę cnoty? - kpił na łamach "PN" Roman Hurkowski.

Skrzynka piwa, wódka, whisky i żołądkowa

Pomysłodawcą tego transferu był Andrzej Grajewski. Były prezes Widzewa, a także agent piłkarski, dobrze wiedział o pozaboiskowych problemach Niemca. "Grajek" jednak wierzył, że doświadczony obrońca w naszym kraju się pozbiera, wyjdzie na prostą, a przy okazji pomoże Widzewowi w walce o mistrzostwo kraju.

- Czy miał problemy z alkoholem? Mógłbym podać nazwiska setek innych piłkarzy, którzy mają takie "problemy". Czasem piłkarze lubią wypić sobie po meczu piwko lub dwa. To nic złego - wspominał Grajewski w rozmowie z WP SportoweFakty.

Problem jednak w tym, że w przypadku Borowki to nie było "piwko lub dwa po meczu". "Siekiera", jak niektórzy go nazywali, przyjmował znacznie większe ilości alkoholu, o czym opowiedział w wywiadzie dla "Zeit".

- Nie potrafiłem pić. Nie umiałem powiedzieć "dość" po dwóch szklankach piwa. Musiałem wypić całą skrzynkę, do tego butelkę wódki, butelkę whisky i na koniec żołądkową gorzką, bo uważałem, że jest ona dobra dla żołądka - zdradził.

Trenerem łódzkiej drużyny był wówczas Franciszek Smuda. Obecny szkoleniowiec Górnika Łęczna poprowadził swój zespół do mistrzostwa Polski, ale były gracz Werderu nieznacznie się do tego przyczynił. W naszej Ekstraklasie rozegrał ledwie osiem spotkań. Tylko trzy z nich w pierwszym składzie, a potem wchodził na końcówki. Na boisku niczym szczególnym się nie wyróżnił, co nie dziwi, gdy czyta się takie wspomnienia "Franza".

- Na pierwsze zajęcia w terenie przyszedł na gigantycznym kacu, właściwie to on ledwo stał na nogach. Ale ambitnie ruszył do biegania. Był tak spragniony i wykończony, że w pewnym momencie zaczął jeść śnieg. Drużyna tarzała się ze śmiechu - opowiadał Smuda w "Przeglądzie Sportowym".

Łódzkie restauracje, przygodny seks i libacje

Borowka w naszej lidze miał jeszcze pokazać, że pomimo problemów nie zapomniał jak się gra w piłkę. W dodatku Grajewski cały czas próbował sprowadzić go na dobrą drogę, ale liczne rozmowy nie przynosiły efektów. Ulrich zamiast uczciwego podejścia do treningu wybierał łódzkie restauracje, polskie kobiety i libacje do białego rana.

NA NASTĘPNEJ STRONIE PRZECZYTASZ, JAK BOROWKA WSPOMINA POBYT W ŁODZI, JAKI MAJĄTEK STRACIŁ I CO ZMIENIŁO JEGO ŻYCIE

Czy Ulrich Borowka to piłkarz z najlepszym CV w historii Ekstraklasy?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
Zeit.de/Piłka Nożna/Przegląd Sportowy/"Volle Pulle. Mein Doppelleben als Fussballprofi und Alkoholiker"
Komentarze (2)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×