WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Robert Lewandowski: Burzyłem mury

Michał Kołodziejczyk
Michał Kołodziejczyk


Czwartkowy mecz z Portugalią może być pana setnym występem w reprezentacji Polski. To nagroda za pana wytrwałość?

Nigdy nie marzyłem, że rozegram tyle meczów w kadrze, że stanę się najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Polski. Ten jubileusz będzie w Chorzowie, na wyjątkowym stadionie. Grałem na tym obiekcie przed przebudową, grałem już po i nawet zdobyłem bramkę. Tam publiczność jest wyjątkowa. Stadion Narodowy i Stadion Śląski to obiekty, na których wychodząc na boisko czuje się, że kibice są naprawdę po naszej stronie. Nie chodzi nawet o to, czy jest głośno, ale coś unosi się w powietrzu. Tam jest jakaś ekscytacja, czuje się, że ludzie czekali na ten mecz. To będzie dla mnie nagroda, bo przez dziesięć lat w kadrze nie opuściłem żadnego zgrupowania - czasami nie zagrałem w jakimś meczu, ale na zgrupowaniu zawsze byłem. Nie jest łatwo o taką serię, ja ciągle mam radość i wierzę, że będę ją miał jak najdłużej. Miałem lepsze i gorsze momenty, ale nie było tak, że chciałem się poddać. Zawsze byłem gotowy. Jestem bardzo wdzięczny naszym kibicom i kolegom z drużyny – za wsparcie przez te wszystkie lata. Bardzo wam dziękuję!

No, raz miał pan dość. To prawda, że w 2013 roku po meczu z Czarnogórą, kiedy kibice wygwizdali pana nawet po strzelonym golu, chciał pan zrezygnować z dalszej gry dla reprezentacji?

Tak, było blisko. Wcześniej w meczu towarzyskim wygraliśmy z Danią 3:2, ale więcej działo się na zgrupowaniu. Chciałem poprawić zasady współpracy piłkarzy z PZPN, nie chodziło mi o pieniądze, tylko o podstawy dalszego funkcjonowania. Wiedziałem, że jeśli się wtedy nie postawię, to dalej będziemy tkwili w tym marazmie jaki istniał. Nie ważne czy wygrywaliśmy, czy przegrywaliśmy - i tak krytyka skupiała się na mnie, więc także te sprawy wziąłem na siebie. W mediach sprawa została przedstawiona tak, jakbym walczył o pieniądze, a ja tylko głośno powiedziałem, że zasady są złe. Zrobiono ze mnie kozła ofiarnego i to mnie zabolało. Najbardziej - reakcja trybun. Kibice zaufali temu co zobaczyli w niektórych mediach, a nie znali prawdy i nadal jej nie poznają, bo gdybym powiedział jak było, uderzyłbym w kilka osób. Zawsze w meczach reprezentacji dawałem z siebie wszystko, wracałem do domu bardziej zmęczony niż po meczach ligowych. Kiedy wyszła sprawa ze sponsorem, byłem bliski rezygnacji, bo nie czułem zaufania.

Kto pana powstrzymał?

Najbliżsi. Przeanalizowaliśmy wszystko na chłodno. Na spokojnie zobaczyłem, że jest szansa, żeby wszystko się poprawiło, żebyśmy ustalili nowe zasady i rzeczywiście później zaczęło już lepiej funkcjonować. Zacisnąłem zęby i walczyłem dalej.

Czuje pan, że może się głośno wypowiadać? Nikt nie próbuje pana kneblować?

Nie wiem, czemu miałbym nie zabierać głosu w różnych sprawach. Kiedy mam swoje przemyślenia, mówię o nich głośno tak jak wtedy, kiedy przed młodzieżowymi mistrzostwami Europy uznałem, że zawodnicy, którzy grają już w pierwszej reprezentacji, nie powinni brać w nich udziału. Przed mundialem też dostałem pytanie na konferencji - "czy da się zrobić wszystko tak samo w przygotowaniach jak przed Euro 2016?". Między wierszami mówiłem, że musimy być przygotowani na jakąś zmianę, która może zajść nawet nie z naszej winy. No i pojawiła się kontuzja Kamila Glika i zaczęły się nerwy.

Nie rozumiem.

Jeśli coś robisz i to daje efekty, następnym razem chcesz to powtórzyć. Nagle dzieje się coś, co sprawia, że nie da się tego powtórzyć w stu procentach i czujesz się zagubiony, bo przecież twoja głowa wmawia ci, że uda się tylko wtedy, jeśli ten sam proces zostanie zachowany w całości. To jest tak jak z rytuałami. Wyjeżdżając z Polski, miałem ich dziesiątki. Tą nogą wyjść na boisko, te skarpetki w taki dzień, tamte w inny. W którymś momencie stwierdziłem, że to mnie ogranicza, jeśli chcę zrobić kolejny krok do przodu. Drobne rytuały są w porządku, bo budują automatyzmy przed meczem, ale nie można dać się nimi zablokować, bo wtedy pojawia się niepewność.

Dziesięć lat w reprezentacji to pięciu trenerów: Leo Beenhakker, Stefan Majewski, Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik i Adam Nawałka. Od którego nauczył się pan najwięcej?

Trenera Smudę miałem w klubie, wiedziałem, jak to wygląda i o co trenerowi chodzi. Najdłużej pracowałem z trenerem Nawałką i najbardziej na tej współpracy skorzystałem. Adam Nawałka przychodząc do kadry był dobrym trenerem, w reprezentacji stał się trenerem bardzo dobrym. Potrafił rozmawiać, pytał, wyciągał wnioski i potrafił wprowadzić swoje pomysły. Później coś się skończyło, metody przestały funkcjonować. Czasami tak się dzieje, jednak to za jego kadencji przeżyliśmy najpiękniejsze chwile i nie można o tym zapominać. W dwóch eliminacjach przegraliśmy tylko dwa mecze: z Niemcami i Danią. Na Euro odnieśliśmy sukces, mundial wypunktował nasze słabe strony.

Pamięta pan jeszcze swój debiut w wyjazdowym meczu z San Marino w 2008 roku?

Jasne. Mały stadionik. Miałem za sobą raptem kilka meczów w ekstraklasie. Nie czułem wtedy, że zaczynam tą szybką drogę do setki występów. Zobaczyłem, ile jeszcze mogę nadrobić, ile zyskać, jeśli poprawię wszystkie elementy, w których miałem braki. Cieszę się, że byłem tego świadomy, że wszystko mi pokazano, że trafiłem na takich trenerów, że mój pogląd na piłkę w ostatnich latach tak bardzo się zmienił. Debiut miałem przy paru tysiącach widzów, jubileusz - mam nadzieję, że przy pełnym stadionie. Naprawdę lubię tę atmosferę w Chorzowie.

Rozumiem, że winnych szuka się między tymi, po których najwięcej oczekiwano.


Pamięta pan któryś z tych stu meczów w sposób wyjątkowy?

Były takie, w których strzelałem zwycięskie gole w ostatnich minutach, były hat-tricki. Gol z Irlandią dający awans na Euro, gol z Czarnogórą dający awans na mundial. Mundial przewrócił postrzeganie kadry, postawił je na głowie, ale przecież ostatnie lata, to lata sukcesów. Pamiętam gola na początku ćwierćfinału mistrzostw Europy z Portugalią, który ostatecznie przegraliśmy dopiero po rzutach karnych. Zawiedliśmy w Rosji i to we mnie siedzi, sport jest piękny, ale także brutalny. Musimy teraz udowodnić, że jesteśmy w stanie naprawdę wrócić jako lepsza drużyna. Nauczona na własnych błędach.

Były jakieś mecze wyjątkowo trudne?

Zawszę muszą być. Na przykład te, kiedy pojawiały się problemy niezwiązane z piłką. Przychodził mecz i trzeba było zostawić je gdzieś z boku, odłożyć chociaż na chwilę. Trzeba było się skupić na zadaniu do wykonania. Nie jest łatwo zaczynać ważne spotkanie z czymś z tyłu głowy. To były jakieś problemy prywatne, rodzinne, niezałatwione sprawy. Po tylu latach nauczyłem się odcinać od tego, ale nie jest to łatwe i nigdy nie będzie. Jesteśmy ludźmi, nie robotami. Nie da się zagrać świetnie każdego meczu, kiedy masz słabszy dzień musisz walczyć i z tym, liczyć na kolegów z drużyny i pomagać im. Jeśli nie - wszyscy stracimy, posypie się całość.

Czuje pan czasami, że wyprowadził kadrę z mrocznych czasów?

Nie myślę, że reprezentacja to ja. Jako kapitan staram się pomóc w tym, by każdy czuł się potrzebny i doceniany. Jeśli potrafiłem - dawałem coś ekstra. Dobrze, jeśli inni potrafili z tego skorzystać. Sukces był jednak możliwy wtedy, kiedy coś ekstra dawał każdy z zawodników. Na meczu piłki nożnej nie może skorzystać tylko dwóch, trzech zawodników. Zwycięstwa budują całość, tylko sukces reprezentacji jako drużyny sprawiał, że każdy piłkarz miał osobiste powody do satysfakcji. Teraz jest nowy selekcjoner i nowe wyzwanie - w Bayernie po słabszych meczach zaczęło się mówić o kryzysie. W reprezentacji trzeba się odbudować po mundialu, żeby nie dopuścić głosów o tym, że coś się skończyło. Jesteśmy drużyną i musimy iść do przodu, przyspieszyć.

Mateusz Klich powiedział, że wreszcie Jerzy Brzęczek ma inny pomysł na reprezentację niż podanie do Lewandowskiego.

Mateusza chyba długo w kadrze nie było. Ale jeśli chodzi o Jerzego Brzęczka to na pewno ma wiele pomysłów i przede wszystkim - nie musi budować wszystkiego od zera. Byliśmy w pociągu, który się nie wykoleił, tylko zboczył z kursu. Trzeba wrócić na ten właściwy i jeszcze przyspieszyć. My, piłkarze musimy dostarczyć trenerowi dobrego paliwa.

Jak traktuje pan powołania dla Jakuba Błaszczykowskiego, który nie gra w Wolfsburgu?

Nie będę się wypowiadał o powołaniach, bo to decyzje trenera, ale akurat Kuba wielokrotnie pokazywał, że nawet jeśli nie gra w klubie, może dać wiele reprezentacji. Trener ma świadomość, co się dzieje w Wolfsburgu, jest z Kubą w kontakcie i wie czego może spodziewać się po tak doświadczonym zawodniku. On naprawdę może pomóc drużynie. Poza tym nie jest tak, że na bokach mamy pięciu lepszych zawodników, którzy są blokowani i czekają w gotowości. Przed Euro Kuba też nie grał w klubie, a na turnieju należał do najlepszych. Zgrupowanie przed meczami z Portugalią i Włochami na pewno da trenerowi kolejne odpowiedzi. Kuba też jest świadomy swojego organizmu, skoro zgłosił trenerowi gotowość, to znaczy, że wie co robi. Warto mu zaufać, dał już kadrze tak dużo w trudnych momentach, że z pewnością może dać jeszcze więcej.

Czuje pan niesmak po tym, jak nie pozwoliliście mu wejść na boisko w meczu z Japonią w Wołgogradzie?

To była dziwna sytuacja, chyba sam do końca nie wiedziałem, co się dzieje. Wygrywaliśmy, przeciwnicy nie chcieli grać. Zanim dotarło do mnie, co się dzieje, był prawie koniec meczu. Dla nas ważne było zwycięstwo, gdybyśmy zaatakowali i stracili gola, wszyscy krzyczeliby, że zachowaliśmy się nierozsądnie.

Przed mundialem zmienił pan agenta po to, żeby zmienić klub. A spotykamy się w Monachium. Warto było?

Nie dlatego zmieniałem człowieka zajmującego się moimi sprawami, a w Monachium akurat zawsze dobrze się czułem. Zmiana menedżera nie była nagła, nastąpiła ok półtora roku temu, Po prostu dopiero w marcu w mediach pojawiła się oficjalna informacja.

Musiał się pan pogodzić z tym, że nie udało się zmienić klubu? To było rozczarowanie?

Nigdy nie traktowałem tego w ten sposób. Miałem wiele ofert, z różnych klubów. Kiedy poczułem jakąś dziwną politykę, postanowiłem powiedzieć głośno o propozycjach, jakie dostałem. Pokazałem, że skoro tak wielu osobom coś we mnie nie pasuje, to mogę odejść. Wiedziałem jednak, że - niezależnie jaka oferta się pojawi - odpowiedź będzie: "Nie, nie i nie". Kilka rzeczy związanych ze mną w Bayernie nie podobało mi się i musiałem je wyjaśnić. Czuję się tu jednak dobrze i nie mogę mówić o żadnym rozczarowaniu, skoro jestem w jednym z największych klubów na świecie. Oczywiście jego popularność jest o tyle mniejsza na świecie, o ile mniej popularny jest język niemiecki od angielskiego czy hiszpańskiego, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że piłkarsko to ścisła czołówka. Gdybym nie był tu szczęśliwy, miałbym problem, a tak znowu będę walczył o najwyższe cele.

Naprawdę pan w to wierzy? Nie macie zbyt wielu opcji w ataku, nie było wielu transferów.

Sezon jest długi i jeśli chodzi o naszą kondycję możemy wyglądać jeszcze lepiej niż w poprzednich. Jesteśmy w stanie grać na najwyższym poziomie, chociaż teraz wiele rzeczy trzeba poprawić. W Lidze Mistrzów w tamtym sezonie mieliśmy o tej porze już za sobą porażkę. Złapiemy odpowiedni rytm i w klubie, i w reprezentacji.

Czy Robert Lewandowski jest najlepszym polskim piłkarzem w historii?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (78):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Tomasz Kobyliński 0
    Remy miał na myśli cechy charakterologiczne, którymi poszczycić mogą się siatkarze czy skoczkowie a które ciężko zdiagnozować u piłkarzy. To po męsku nazywa się "mieć jaja".
    Remy Kubę Błaszczykowskiego bardzo lubię i i szanuję, ale piłkarze to nie są dla mnie sportowcy. Dostają miliony za nic. Siatkarze, skoczkowie narciarscy są mistrzami, są najlepsi na świecie i dostają marne grosze. Wiem, że tak świat wygląda, ale jest to ch***we, więc moja subiektywna ocena jest taka a nie inna. Pozdrawiam :D
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Marta Wasil 0
    Szacunek Robert i dziękujemy za to ile robisz dla kadry i w ogołe dla Polski. Zmieniłeś zupełnie sposób postrzegania Polaków w Niemczech. A krytyką się nie przejmuj, już jesteś legendą.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • grolo 0
    To ładnie, że ty sam nie obrażasz zwolenników przeciwnej opcji politycznej. Popieram i cenię cię za to. Jednak czy zauważyłeś ogromną przewagę w hejtach jednej strony? I która to strona? Może o tym nie wiesz (lub nie chcesz wiedzieć) ale w necie działają tysiące opłaconych trolli, hejterów. Opłacanych z naszych podatków. Wielu z nich działa na portalach sportowych, bo tam jest łatwo o wpływanie na tzw "zwykłych ludzi".
    Czy zauważyłeś dysproporcje w sposobie działania moderatorów? Są znaczące. Ile tu pozostaje komentarzy skrajnie homofonicznych, antysemickich, rasistowskich, wręcz faszystowskich.
    Piszesz, że drażni cię pojawianie się polityki na portalu sportowym. Cóż, czasy są takie, że nie sposób uciec od polityki ani udawać, że ona się nie dzieje, bo dzieje się i to bardzo dotkliwie. Są burzone podstawy prawa, podstawy demokracji. Przy okazji zapytam, czy ci to nie przeszkadza?
    Mariusz Lisek Sikora Mam pytanie czy to jest portal sportowy czy polityczny. Każdemu z dyskutantów okazuje szacunek nieważne jakie ma poglądy polityczne sam jestem zwolennikiem pisu czy to oznacza że mam obrażać zwolenników po i n
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (75)
Pokaż więcej komentarzy (78)
Pokaż więcej komentarzy (78)
Pokaż więcej komentarzy (78)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×