Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Anna Lewandowska: Dobre miejsce, odpowiedni czas

Paweł Kapusta
Paweł Kapusta

Gdy jeszcze trenowałaś, twoja kariera sportowa dla opinii publicznej zawsze stała na drugim, trzecim miejscu. Nie traktowano jej raczej poważnie.

Pogodziłam się z tym i potrafię to sobie racjonalnie wytłumaczyć. Zacznijmy od tego, że karate nie jest tak popularne, pewnie gdybyśmy zrobili ankietę, niewiele ludzi miałoby wiedzę na temat zasad tego sportu lub jego filozofii. Nawet moja mama przychodziła popatrzeć na występ córki, starała się to rozumieć, ale po walce pytała: skąd taki werdykt? Karate to sztuka walki, filozofia. Trzeba się tym naprawdę interesować, żeby rozumieć. Wchodząc w świat piłki nożnej pojęłam, skąd takie różnice. Piłka jest bardziej widowiskowa i łatwiejsza w oglądaniu.

Irytowały mnie inne rzeczy. Był taki czas, gdy trenowałam wiele więcej od Roberta. On miał jeden trening, a ja - gdy przygotowywałam się do mistrzostw świata czy Europy - nawet trzy. No i gdy nie mieliśmy jeszcze pieniędzy - z tego mojego poświęcenia kasy też nie było. Były tylko jakieś stypendia, przyznawane zresztą nie po równo, przez co pojawiały się nerwy. Później starałam się to jednak rozumieć. W gronie ludzi karate zawsze broniłam piłki. Poznałam przecież te dwa światy. Piłka to najbardziej popularny sport, widowiskowy. A my? Nawet nie byliśmy dyscypliną olimpijską. Dla karate w Polsce zrobiłam jednak dużo. Dla rozwoju popularności tej dyscypliny.

Zdobyte medale wciąż gdzieś wiszą?

Jasne, ostatnio nawet miałam nagranie treningowe dla Nike Global. Mama wysłała mi do Niemiec pudło z medalami. Wygrzebywałam je pojedynczo i każdy budził wspomnienia.  - O, patrz! To było za mistrzostwo Europy! – krzyczałam do koleżanki. - A to za mistrzostwa świata! A ten to na pierwszych seniorskich zawodach!

Kim się teraz czujesz przede wszystkim? Byłym sportowcem? Bizneswoman?

Trenerką. Wciąż siedzę w sporcie. Pół mojego życia to było karate. I to życie przeniosłam do moich programów treningowych. Dzięki temu wiem, że są bezpieczne, a przy tym innowacyjne i ciekawe. Wiem, że ludzie lubią moje ćwiczenia, a to daje mi wielką radochę. Mam 700 tysięcy ściągnięć mojej aplikacji. Tysiące użytkowników korzysta z mojej diety, zestawów treningowych. Do tego prowadzę obozy treningowe. 100 miejsc na najbliższy rozeszło się w cztery minuty. Gdybym tylko miała więcej czasu, prowadziłabym ich więcej. Do tego mogę o sobie mówić dietetyk, osoba zajmująca się zdrowym żywieniem.

Wkroczyłam także w etap biznesu. I na pewno ci teraz nie powiem, że jestem wielką bizneswoman. Raczej osobą przedsiębiorczą. Po prostu w tym, na czym się znam i jestem dobra, staram się założyć coś swojego. Tworzyć background, by rozwijać pewne zasoby, które będę mogła wykorzystać, gdy mój mąż skończy już karierę i będziemy mieli więcej czasu.

Wiem, że kiedyś bardzo cię denerwowały stwierdzenia, że wszystko, do czego doszłaś, zdarzyło się dzięki "Lewemu".

Dziś mówię, że jestem dumną WAG's. A serio - jak mam się na to denerwować? Znam swoją wartość. Wiem, co osiągnęłam. Wiem, ile mam jeszcze do poprawy. Jeśli ktoś mi dziś pisze, że gdyby nie Lewandowski, to nie byłabym tu, gdzie jestem, odpisuję tylko: pozdrawiam, dziękuję. Wchodzę teraz na rynek zagraniczny i pewnie też pojawią się takie komentarze. Trudno.

Umówmy się, związek z Robertem na pewno w zrobieniu kariery ci nie przeszkodził.

Oczywiście. Gdyby nie karate, nie byłabym taka, jaka jestem. Gdyby nie Robert, nie byłabym tak znana. Cała filozofia. W życiu nie użyję jednak określenia: wykorzystałam to. Nie, ja ciężko pracowałam nad swoimi projektami, a że media się nimi zainteresowały, że ludzie się tym zainteresowali, zaufali, to przecież nikogo do tego nie zmuszałam. To zresztą pewna naturalność: jesteśmy sportową parą. Robert jest przy tym największą gwiazdą w Polsce. Gdybym nic nie robiła, też by się mną zapewne interesowano.

Macie wspólne biznesy?

Nie, robimy je osobno.

Dlaczego nie chcecie mieć nic wspólnego?

Robert przede wszystkim skupia się teraz na piłce. Jeśli już się na coś decyduje, to bardziej inwestycyjnie. Planuje, co będzie robił w przyszłości. No i ma teraz swoją markę – RL9pro. Jedyne, co dziś wiem na pewno, to że po zakończeniu przez Roberta kariery piłkarskiej mąż będzie miał jeszcze więc pracy niż dziś. Bo ma tyle planów. Robert podchodzi do tych tematów z głową, z rozsądkiem. Zobacz, jak wielu jest piłkarzy, również grających w wielkich klubach, którzy nie mają zupełnie nic. I to jest przerażające, że przy tak ogromnej gotówce ludzie decydują się żyć chwilą i nie patrzą na przyszłość.

A co do wspólnych biznesów - marzy mi się prawdziwa, wielka akademia zdrowia, w której będziemy z Robertem mogli skumulować całą naszą wiedzę.

To prawda, że po jego karierze chcecie spróbować życia w Stanach Zjednoczonych? W Los Angeles?

LA to bardziej moje marzenie niż męża. Wiele osób mogę zdziwić, ale po zakończeniu kariery planujemy wrócić do Polski. Bo tu mamy rodzinę. Na pewno w pierwszym roku po końcu kariery Roberta, wyruszymy w podróż. Zrobimy to, na co nie mamy teraz czasu. Dziś, gdy już możemy się na moment gdzieś wyrwać, to przeważnie tam, gdzie jest hotel i basen. Robert w wakacje ma maksymalnie dwa tygodnie. Zimą – sześć dni plus święta.

Nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak często prowadzę takie dialogi:
- O, a jest dziś z tobą w Warszawie Robert?
- No nie ma, Robert jest w Monachium.

Robert ma treningi, mecze dwa razy w tygodniu. Wyjazdy. Ludzie często nie mają pojęcia, jak ciężką pracę wykonuje. Widzą tylko 90 minut w telewizji i nie dopuszczają do siebie myśli, że to tylko zwieńczenie. W poniedziałek wyjeżdża na Ligę Mistrzów. We wtorek ma mecz. W środę wraca. W czwartek jest w domu. W piątek wyjeżdża. W zasadzie męża mam tylko dwa dni w tygodniu w domu. Bycie piłkarzem to życie w hotelach, na walizkach, w samolotach. I to samo, gdy Robert jest na zgrupowaniu. "A czy przyszedłby z tobą na kolację? Przecież jest w Warszawie, bo trwa zgrupowanie". Ludzie nie rozumieją, że widzę się z nim ewentualnie chwilę, a poza tym jest w hotelu razem z kadrą i nie może sobie chodzić, gdzie mu się podoba.

Ile jest ciebie w aktualnej formie Roberta?

Chodzi o to? (Anna wskazuje brzuch)

Coś ci zdradzę. Gdy byłam chora, Robert nie strzelił gola w 10 meczach z rzędu. I nikt o tym nie wiedział. Wszyscy tylko pytali: dlaczego Lewandowski nie strzela? Problemy w domu z najbliższą osobą podświadomie wpływają na postawę na boisku. To jak w Formule 1: o zwycięstwie decyduje setna sekundy, milimetr. Najmniejszy detal. Każda myśl jest na wagę złota. Każdy problem piłkarza - zdrowotny, zawodowy, rodzinny - przekłada się na grę. Czym większa równowaga w życiu prywatnym, tym większe skupienie na boisku.

Tak jest nie tylko w sporcie. Każdy z nas tego doświadcza. Gdy masz problemy w pracy, jesteś nieswój w domu. Gdy w domu coś jest nie tak, przerzuca się to na pracę. Tak to działa. Bez względu na to gdzie się mieszka i kim się jest.

Moja ciąża na pewno ma wpływ na formę męża. Ale poza tym jest to efekt wielu lat systematyczności i świadomości Roberta, jego ciężkiej pracy. To, co zaczęliśmy kilka lat temu w kwestii diety, suplementacji procentuje teraz. Przecież to nie jest tak, jak czasem myśleli przychodzący do mnie piłkarze.
- Ania, daj mi dwa tygodnie i zobaczymy, jakie są efekty!
- Człowieku, jeśli 15 lat źle się żywiłeś, to w dwa tygodnie supermana z siebie nie zrobisz!

Tak to mniej więcej wyglądało. Cała kariera mojego męża to przykład sumienności i zdyscyplinowania. Powiem więcej: wcześniej był nawet bardziej zdyscyplinowany, bo nie było opcji, żeby wziął do ust choć kęs czegoś, czego nie powinien. Dziś, bardzo rzadko, ale jednak mu się to zdarzy. Pizzy albo mięsa na noc jednak jeść nie będzie. Po co? Żeby źle się rano czuć?

Na tym etapie zawodowego sportu ważne jest wszystko: regeneracja, higiena snu, higiena życia. Nie ma co ukrywać, pierwszy rok Klarci z nami nie był łatwy, bo nie była śpiącym dzieckiem. Udało się, zobaczymy jak będzie w następnym roku, gdy urodzi się nasze drugie dziecko.

Też by było jasne – nie muszę być w ciąży, by Robert świetnie grał w piłkę!

Zastanawiałaś się kiedyś, gdzie są Roberta limity? Jak mu do nich daleko?

Nie mam pojęcia. Na pewno daleko. Ale marzę by świetnie poszło reprezentacji na Euro i by zdobył mistrzostwo Champions League. Będę wyć, ryczeć ze szczęścia.

Nasze życie jest podporządkowane piłce, ale nie jest też tak, że w domu mówimy tylko o niej. Czasem o coś spytam, Robert krótko odpowie i tyle. Koniec tematu. Raczej rozmawiamy o nas, o Klarze. Wtedy to jest czas dla nas, choć wiadomo, że problemy z pracy w nas zostają.

Znasz się w ogóle na piłce?

Wiem, co to spalony.

Błagam.

Umiem ocenić grę poszczególnych zawodników. Nawet pod kątem żywieniowym. Czasem pytam Roberta o jakiegoś piłkarza:
- On nie zmienił ostatnio czegoś w swoim żywieniu?
- No zmienił, skąd wiesz?
- Takie rzeczy się widzi.

Od strony taktycznej czasem podpytuję męża, dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Chociażby ostatnie mecze. Dopytywałam o niuanse. Robert do kwestii taktycznych przywiązuje niebywałą uwagę. A już szczególnie po trenerze Guardioli. Wtedy zaczął inaczej myśleć o taktyce, mówić o niej. To był konik Pepa Guardioli. Czasem potrafił zmienić plan meczu podczas jazdy autokarem. Jechali już na stadion, mieli wychodzić na rozgrzewkę, a on wstawał i krzyczał: zapomnijcie o tym, co wam wczoraj mówiłem! Dziś zagramy tak i tak!

Ci, którzy bardziej interesują się piłką wiedzą, jak dużo zależy od trenera. Ja wiem, że bardzo dużo. To nie jest tak, że trener daje chłopakom piłkę i mówi – grajcie jak najlepiej. Dziś sport jest bardzo profesjonalny. Decydują detale. Strategia, taktyka. Nie tylko siła fizyczna i technika.

Chciałem w tym wywiadzie jak najmniej rozmawiać o Robercie, mam nadzieję, że nie masz mi za złe tej końcówki.

Skąd. Nie mam z tym problemu, zawszę chętnie rozmawiam o sukcesach męża. To mój powód do dumy! Kiedyś próbowałam na siłę udowadniać, że zasługuję na szacunek bez nich. Że ja jestem Anna Lewandowska, a nie żona Roberta. W końcu zrozumiałam: jestem kobietą. Jestem mamą. Prowadzę firmę. Zarabiam pieniądze. Uczę się. Mam skończone dwa kierunki. Mam 40 medali na koncie. Nie muszę nikomu niczego udowadniać. Dało mi to spokój. A jak myślą o mnie inni, to już nie mój kłopot.

Rozmawiał Paweł Kapusta
Napisz do autora wywiadu - pkapusta-magazyn@wp.pl.

Czytaj inne wywiady autora:
Marcin Gortat: ogień prawie zgaszony - KLIKNIJ!
Justyna Kowalczyk: duża sztuka samotności - KLIKNIJ!
Tomasz Gollob: to mój ból - KLIKNIJ!
Wilfredo Leon: dar od Boga - KLIKNIJ
Adam Małysz: Prezydentura? Nigdy nie mów nigdy - KLIKNIJ!

Czy według Ciebie Robert Lewandowski wygra z Bayernem w sezonie 2019/20 Ligę Mistrzów?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (43):

Zobacz więcej komentarzy (30)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×