Dzięki sukcesowi sprzed roku i trzeciemu miejscu w ORLEN Superlidze Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski w sezonie 2025/2026 bierze udział w Lidze Europejskiej. Los chciał, że trafiła do bardzo ciekawej grupy. Na pewno ucieszyło to kibiców, bo do M3K Areny przyjadą między innymi tak utytułowane ekipy jak THW Kiel czy Montpellier. To właśnie z wiceliderem ligi francuskiej we wtorkowy wieczór zmierzyła się ekipa Kima Rasmussena w ramach spotkania 3. kolejki.
Po zwycięstwie nad szwajcarskim Bernem i wysokiej porażce w Kilonii przyszedł czas na bardzo ważny mecz z Montpellier. Jeśli Ostrovia chciała jeszcze namieszać w grupie B i zagrozić faworytom w walce o awans do 1/8 finału, musiała zdobyć punkty z francuską drużyną. Nie było to jednak proste zadanie, bo do Ostrowa przyjechał niezwykle mocny zespół z Valentinem Porte, Arthurem Lenne czy Charlesem Bolzingerem.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Wyjątkowy trening Polaka. Spotkał się z legendą sportu
Ostrovia rozpoczęła starcie dość nerwowo - od prostych błędów w defensywie i ofensywie, gdzie miała duże problemy z przedarciem się przez szczelną obronę Montpellier. Dużą rolę odegrał jednak obrotowy Iwan Burzak, który spośród pierwszych czterech trafień Ostrovii aż trzy zdobył sam, pokonując Charlesa Bolzingera.
Podania do kołowych były w pierwszym kwadransie gry w zasadzie jedynym skutecznym sposobem na sforsowanie twardej defensywy Montpellier, które od początku pokazywało, że nie jest przypadkowym zespołem. Zwłaszcza w obronie Francuzi robili ogromną różnicę, co odzwierciedlał wynik 8:4 po dwunastu minutach. Gdy w bramce kilkoma fantastycznymi interwencjami popisał się Bolzinger, zrobiło się już 10:4.
Montpellier rosło z każdą minutą. Wyglądali na drużynę z o wiele większym doświadczeniem w europejskich rozgrywkach i jakością, której Ostrovii w tym sezonie brakuje, co widać również w ORLEN Superlidze. Na szczęście druga część pierwszej połowy w wykonaniu zespołu Kima Rasmussena była już znacznie lepsza.
Ostrovia zaczęła grać jak trzecia drużyna poprzedniego sezonu ligi polskiej. Wyszła z początkowego szoku i zaczęła coraz śmielej stawiać się Montpellier. Udało się nawet zbliżyć na 10:13, a wynik 11:16 po pierwszej połowie nie był zły, biorąc pod uwagę początkowe problemy gospodarzy. Kim Rasmussen mógł mieć jednak pretensje o to, jak łatwo jego podopieczni dopuszczali do rzutów Agustina Casado. Hiszpan po 30 minutach miał już sześć bramek na koncie.
Na drugą połowę Ostrovia wyszła z jasnym celem, jak najszybciej odrabiać straty. I przez kilka minut rzeczywiście to się udawało. Kilka udanych akcji Przemysława Urbaniaka i Dmitrija Smolikowa sprawiło, że różnica zmalała do trzech bramek, ale wystarczył krótki przestój i Montpellier odskoczyło na 23:15. To był już gwóźdź do trumny mimo dopiero 39. minuty meczu.
Właśnie w okolicach 40. minuty emocje w wypełnionej po brzegi hali M3K całkowicie opadły. Ostrovia nie miała już argumentów, by przeciwstawić się wiceliderowi ligi francuskiej. Co gorsza, Montpellier z każdą akcją łapało coraz większy luz i grało z ogromną swobodą, rzucając bramki momentami w dziecinnie prosty sposób. Francuzi urządzili sobie w Ostrowie prawdziwy koncert rzutowy.
Ostatecznie Ostrovia przegrała z jednym z gigantów francuskiego szczypiorniaka 25:38. Tym samym zespół Kima Rasmussena znalazł się w bardzo trudnej sytuacji w kontekście awansu do dalszej fazy Ligi Europejskiej. Kolejna szansa na punkty już za tydzień w rewanżu z Montpellier.
Co może martwić Kima Rasmussena, to fakt, że Ostrovia przeciwko Montpellier miała tylko krótkie, dwu-, trzyminutowe momenty dobrej gry. Reszta należała do Francuzów. Choć przed meczem mało kto liczył na zwycięstwo polskiego zespołu, można było mieć nadzieję na więcej emocji. Z pozytywów należy wyróżnić grę Przemysława Urbaniaka oraz siedem bramek Iwana Burzaka.
Liga Europejska, 3. kolejka:
Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski - Montpellier HB 25:38 (11:16)