Dominika Szynkaruk, zawodniczka piłki ręcznej, opublikowała na Facebooku post (patrz skany poniżej), w którym otwarcie mówi o problemie zaległych wypłat w klubie Piłka Ręczna Koszalin.
Inspiracją do przerwania milczenia była dla niej Aleksandra Dorsz, która jako pierwsza nagłośniła kwestię niewypłaconych wynagrodzeń w klubach Orlen Superligi kobiet.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Wyjątkowy trening Polaka. Spotkał się z legendą sportu
23-letnia Szynkaruk w swoim poście informuje, że mimo zakończenia jej kontraktu 31 maja 2025 roku, do dziś nie otrzymała pełnego należnego wynagrodzenia. Podkreśla, że od miesięcy słyszy jedynie o potencjalnych źródłach finansowania i zapewnienia, że jej zaległości zostaną uregulowane.
"Brak jest jednak jakichkolwiek konkretów czy dat, podczas gdy od dnia wygaśnięcia mojego kontraktu minęło już 6 miesięcy. Mydlenie oczu potencjalnymi środkami to chleb powszedni w klubie Piłka Ręczna Koszalin. Na palcach u rąk mogę policzyć ile razy otrzymałam pełne wynagrodzenie na czas przez cały okres trwania mojego kontraktu" - dodaje szczypiornistka.
Zawodniczka zwraca uwagę na paradoks, że klub z Koszalina mimo rzekomych problemów finansowych kontraktuje nowe piłkarki, w tym zagraniczne, i otrzymuje licencję na grę w Orlen Superlidze Kobiet, co sugeruje, że nie brakuje mu środków.
Deklaruje, że nie jest osamotniona w tej sytuacji i po sześciu miesiącach cierpliwości postanowiła przerwać milczenie, ponieważ "cisza tylko pomaga tym, którzy nie dotrzymują słowa i umów".
Swój apel Szynkaruk tłumaczy nie chęcią ataku, lecz potrzebą uczciwości, odpowiedzialności i szacunku dla zawodników, którzy z zaangażowaniem wywiązują się ze swoich kontraktów.
"Poinformowałam Komisarza Orlen Superligi Kobiet Pana Piotra Łebka o zaistniałej sytuacji. W odpowiedzi dostałam informację, że klub bierze udział w konkursie promocji miasta przez piłkę ręczną i po jego rozstrzygnięciu zadłużenia zostaną uregulowane z tego przedsięwzięcia. Tego typu tłumaczenia słyszałam już niejednokrotnie od prezesa klubu Romana Granosika. Pieniędzy natomiast realnie dalej nie otrzymałam" - podsumowuje sportsmenka.
Aleksandra Dorsz, inspirując Szynkaruk do przerwania milczenia, jako pierwsza odważnie nagłośniła problem zaległości finansowych w swoim byłym już klubie - SPR Sośnica Gliwice.
Dorsz opowiedziała o wszystkim w rozmowie z WP SportoweFakty (WIĘCEJ TUTAJ). Jej decyzja o publicznym poruszeniu kwestii niewypłaconych wynagrodzeń okazała się skuteczna, gdyż po nagłośnieniu sprawy otrzymała należne jej pieniądze (WIĘCEJ TUTAJ).
Orlen Superliga Kobiet odpowiedziała już na post Szynkaruk, podkreślając, że sytuacja z zaległymi wynagrodzeniami jest "absolutnie niepożądana" i nie powinna mieć miejsca. Władze ligi wyraziły zrozumienie dla frustracji zawodniczki i zapewniły, że nie akceptują opóźnień w realizacji zobowiązań wobec sportowców.
"Pani formalne zgłoszenie wpłynęło do Komisarza Ligi 5 listopada i dotyczyło zaległości za jeden miesiąc obowiązywania kontraktu (maj 2025). Zgodnie z procedurą, niezwłocznie po otrzymaniu zgłoszenia Komisarz podjął stosowne działania, kontaktując się z klubem w celu wyjaśnienia sprawy i wyznaczając termin udzielenia odpowiedzi do 13 listopada. Informacja ta została Pani przekazana w korespondencji mailowej 5 listopada. Po weryfikacji sald, co jest niezbędne w toku prowadzonego postępowania, klub potwierdził kontakt z Panią oraz deklarację uregulowania należności" - czytamy.
Superliga zaznaczyła, że Komisarz Ligi jest organem powołanym m.in. do reagowania na takie sytuacje, ale jego działania muszą opierać się na obowiązujących regulaminach i wymagają oficjalnego zgłoszenia, co w przypadku Szynkaruk nastąpiło "kilka dni temu". Podkreślono, że procedura wyjaśnienia sprawy i jej formalnego rozstrzygnięcia wymaga więcej czasu niż kilka dni roboczych.
Wyrażono też nadzieję, że podobne sytuacje nie będą miały miejsca, a sprawa Dominiki Szynkaruk zostanie ostatecznie rozwiązana zgodnie z wyznaczonym przez Komisarza terminem - do 30 listopada 2025 roku.