Zaległości? Nie ma problemu systemowego. Znamy stanowisko ORLEN Superligi

Materiały prasowe / Orlen Superliga Kobiet / Logo Orlen Superligi Kobiet
Materiały prasowe / Orlen Superliga Kobiet / Logo Orlen Superligi Kobiet

Wobec ostatnich wydarzeń i publikacji zawodniczek, które ujawniły problem braku płatności za wykonywaną przez nich pracę, swoje stanowisko zajęła ORLEN Superliga odpowiedzialna za prowadzenie rozgrywek.

Przysłowiową "puszkę Pandory" otworzyła Aleksandra Dorsz, która jako pierwsza postanowiła podzielić się problemem z płatnościami ze strony swojego byłego pracodawcy - SPR Sośnicy Gliwice. Minęło zaledwie kilkanaście dni, gdy kolejna szczypiornistka "otworzyła się" i opowiedziała o zaległych wypłatach ze strony Piłki Ręcznej Koszalin.

Redakcja WP SportoweFakty postanowiła przejrzeć portale społecznościowe. Okazało się, że zawodniczek zainspirowanych koleżanką, a będących w podobnej sytuacji, jest znacznie więcej.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: setki tysięcy wyświetleń! Nagranie z Sochanem robi furorę

Zwróciliśmy się do zatem Orlen Superligi Kobiet - spółki zarządzającej najwyższą klasą rozgrywkową piłki ręcznej w Polsce, której zadaliśmy dwa pytania:

1. Ile jest wam znanych przypadków niepłacenia zawodniczkom przez poszczególne kluby w Orlen Superlidze Kobiet?
2. Czy zawodniczki zgłaszają do Państwa (poza Olą Dorsz oraz ostatnio Dominiką Szynkaruk) ten problem i proszą o jego rozwiązanie, a jeśli tak, to jak wielka jest to skala?

- Odnosząc się do pytań o skalę, chcemy przede wszystkim podkreślić, że nie mówimy tu o problemie systemowym, ale o sytuacjach dotykających pojedynczych klubów i osób - poinformowała Superliga. - Z uwagi na poufny charakter postępowań, nie komentujemy publicznie ich szczegółów ani danych liczbowych - dodała.

Całe stanowisko spółki publikujemy poniżej:

"W profesjonalnym sporcie zdarzają się kryzysy finansowe, na przykład związane z nagłą utratą sponsora, opóźnieniami w otrzymywaniu transz czy zmianami właścicielskimi. Rolą profesjonalnej ligi nie jest udawanie, że takie sytuacje nie istnieją ani wyrzucanie z rozgrywek podmiotów posiadających przejściowe turbulencje. Ważne jest posiadanie realnych i skutecznych mechanizmów, które w takich chwilach chronią sportowców.

Nasz system działa prewencyjnie. Rygorystyczny proces licencyjny weryfikuje kluby, a jeśli posiadają one zadłużenie, mogą przystąpić do rozgrywek tylko pod warunkiem przedstawienia podpisanych ugód z wierzycielami, planu naprawczego oraz gwarancji finansowania ich spłaty. Kluby będące w takiej sytuacji, znajdują się też pod nadzorem Komisarza Ligi w zakresie realizacji planu.

Jeśli mimo to w trakcie sezonu pojawia się problem, Komisarz Ligi ma narzędzia interwencyjne - od kar finansowych, po mechanizm zabezpieczenia środków z należności klubu, który jest ostateczną gwarancją. Co kluczowe, Superliga zapewnia też formalną ścieżkę dochodzenia roszczeń - Sąd Polubowny przy ZPRP, który jest rozwiązaniem znacznie szybszym i skuteczniejszym dla sportowców niż sądy powszechne, w których tego typu sprawy ciągnęłyby się zapewne bardzo długo. Warto też dodać, że te mechanizmy są stworzone w celu minimalizowania występowania takich sytuacji i ochrony sportowców, a nie przejmowania przez Superligę odpowiedzialności za ustalenia i ich realizację dokonywane między spółkami sportowym i i ich pracownikami.

Chcemy podkreślić, że to nie jest teoria. Ten system działa w praktyce, czego najlepszym dowodem jest sprawa Górnika Zabrze, gdzie po wycofaniu klubu z rozgrywek to właśnie dzięki mechanizmom Superligi zawodnicy otrzymali swoje należności. Gdyby takich regulacji nie było, sprawy sportowców mogłyby się ciągnąć wiele miesięcy, a nawet kończyć brakiem zapłaty ich kontraktów. Przed powstaniem ligi zawodowej, takie sytuacje miały wielokrotnie miejsce".

Komentarze (0)
Zgłoś nielegalne treści